Kontakt Dla prasy Podcast Blog

Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

Self-publishing czy wydawnictwo? – podcast „Dodaj do koszyka”, odcinek 2

  z dnia: 5 lutego 2021

E-commerce, self-publishing, marketing, outsourcing – To jest podcast “Dodaj do koszyka”. Właśnie to, czego potrzebujesz, aby skutecznie rozwijać swój biznes w internecie. Odcinek 2: Self-publishing czy wydawnictwo?


 


Odcinek 2. Self-publishing czy wydawnictwo? Posłuchaj:

Lub odtwórz na YouTube:


Z tego odcinka dowiesz się:

  • Na czym polega wydawanie książek w modelu self-publishing?
  • Czym różni się od współpracy z wydawnictwem?
  • Co sprawia, że autorzy coraz częściej rezygnują ze współpracy z tradycyjnym wydawcą?
  • Na jakie zarobki może liczyć twórca?
  • Czym są firmy wydawnicze typu “vanity” i dlaczego nie polecamy współpracy z nimi?
  • Jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby książka wydana w modelu self-publishing odniosła sukces?

Linki do firm i osób wymienionych w tym odcinku podcastu:


Transkrypt podcastu:

Krzysztof Bartnik: Cześć! Witamy Cię w podcaście “Dodaj do koszyka”! Nazywam się Krzysztof Bartnik i od 15 lat zajmuję się e-commerce w Polsce. Jestem założycielem firmy IMKER, gdzie wspieramy twórców przy wydawaniu książek w modelu selfpublishing i sprzedaży w Internecie.

Ewa Bartnik: A ja nazywam się Ewa Bartnik i w IMKER odpowiadam za strategię rozwoju, optymalizację procesów biznesowych i komunikację rynkową.


Self-publishing to już nie nisza

K: Tak jak zapowiadaliśmy, w drugim odcinku podcastu wprowadzimy Cię w temat self-publishingu. Ale zanim to zrobimy – szybkie wyzwanie: Ewa – ile nazwisk autorów, samodzielnie wydających książki jesteś w stanie wymienić w ciągu 30 sekund? 

E: Nie wiem… Ale dużo.

K: No to dawaj. Czas start!

E: Michał Szafrański, “Pani Swojego Czasu” – Ola Budzyńska, Marcin Iwuć, Ania Makowska – Doktor Ania, Jason Hunt, Krzysztof Gonciarz, Marcin Osman i Kamila Kruk z OSMPower, Grzegorz Ostrowski – “MniamMniam.pl”, Magda Grzebyk – Krytyka Kulinarna, Joanna Glogaza, Miłosz Brzeziński, Joanna Okuniewska, Maciej Aniserowicz, Alex Barszczewski, Marcin Korczyk – Pan Tabletka, Jacek Hugo-Bader, Łukasz Wdowiak – LukasTV, Łukasz Kielban.

K: Stop. Czas minął.

Wymieniłaś 19 nazwisk, a mam wrażenie, że nawet się dobrze nie rozpędziłaś… Z naszą firmą IMKER już teraz współpracuje ponad sto dwadzieścia autorek i autorów, a rynek jest znacznie większy. To pokazuje, że gdy omawiamy temat self-publishingu, nie mówimy już o niszy czy o małym wycinku rynku książek.

To bardzo dynamicznie rosnący segment i dlatego warto przyjrzeć się mu bliżej.


Co sprawia, że autorzy coraz częściej rezygnują ze współpracy z tradycyjnym wydawnictwem?

E: Poprzednio, mówiliśmy o modelu sprzedaży D2C, czyli bezpośrednio do konsumenta. Omawialiśmy tradycyjny łańcuch dostaw i pokazaliśmy, kto zarabia najwięcej i dlaczego. 

K: Gdy odniesiemy to do rynku książek w Polsce, szybko zauważymy, że najwięcej zarabiają sprzedawcy końcowi (np. Empik), duzi dystrybutorzy i największe wydawnictwa, które mają wiele tytułów znanych autorów.

Autor (zwłaszcza, jeśli nie jest jeszcze twórcą bestsellerów) jest na samym końcu i otrzymuje najczęściej jedynie kilka procent od ceny sprzedaży (na którą też nie ma wpływu). Widać tu, że niektórzy uczestnicy rynku wprost nadużywają swojej pozycji i dążą tylko do maksymalizacji własnych zysków.

Polski rynek jest pod tym względem specyficzny. W innych krajach, wybrani uczestnicy łańcucha wydawniczego nie zabierają dla siebie aż 50% ceny okładkowej, a tak niestety dzieje się u nas. Za granicą jest dużo łatwiej o lepsze kontrakty dla twórców.

E: Z tego powodu, wielu autorów się po prostu buntuje. I jeśli mają możliwości sprzedaży książki własnymi kanałami – bo posiadają swoją społeczność, np. skupioną wokół bloga – to nie nawiązują współpracy z wydawnictwem, tylko wydają książki samodzielnie.

K: Na self-publishingu można dużo więcej zarobić. To jest D2C, gdzie omijasz wszystkich pośredników i masz 100% przychodów ze sprzedaży. Ile egzemplarzy trzeba sprzedać, żeby zacząć zarabiać? Z mojego doświadczenia z wieloma autorami wynika, że około pięciuset w zupełności wystarczy na pokrycie kosztów produkcji.

E: Bardziej dokładne wyliczenia dotyczące poszczególnych etapów prac wydawniczych omówimy w kolejnych odcinkach podcastu. Ale znajdziesz je też w naszym biznesplanie dla self-publisherów. Możesz go pobrać bezpłatnie, zapisując się do newslettera na blogu IMKER.


Plusy i minusy obu modeli: pracy z wydawnictwem oraz self-publishing

E: Żeby była jasność, nie chcemy tutaj powiedzieć – wydawaj swoje książki samodzielnie, za wszelką cenę i nie oglądaj się na wydawców. Nie o to chodzi. Każdy z tych modeli ma swoje plusy i minusy. Spróbujmy omówić te najbardziej widoczne.

K: Kluczowa jest odpowiedź na pytanie: co chcesz osiągnąć, dzięki wydaniu własnej książki? Nie zawsze autorowi chodzi wyłącznie o bezpośredni zarobek. Czasem chodzi o samo pojawienie się książki na rynku i poznanie procesu wydawniczego od środka. Ale można też realizować za pomocą książki inne cele – stać się bardziej rozpoznawalnym w swojej branży, czy też mieć oryginalną wizytówkę biznesową, jakiej nie ma nikt inny.

E: Dodałabym jeszcze, że dla wielu autorów wydanie książki w cenionym wydawnictwie to po prostu prestiż. Jeśli twórcy nie przeszkadza relatywnie niski zarobek, nie chce też się w ogóle angażować w prace wydawnicze czy późniejszą sprzedaż, to naturalne wydaje się nawiązanie współpracy z wydawcą.

Plusem takiej współpracy jest też to, że wydawca jest pierwszym “testerem” książki. Ocenia, czy nadaje się do wydania. Autor otrzymuje od niego informację zwrotną, czy to co stworzył jest wartościowe.

K: Ale przecież istnieje wiele innych sposobów, aby dowiedzieć się, czy Twoja książka jest dobra. Możesz sprawdzić, czy są na rynku inne książki o tej tematyce. Zweryfikować, jakie mają opinie, jak się sprzedały i co więcej możesz zaoferować czytelnikom w swojej pozycji.

Można na własną rękę zdobyć recenzentów – ekspertów danej branży, znawców tematu, którym będziesz podsyłać kolejne rozdziały. Warto też przeprowadzić ankietę wśród swojej społeczności, aby dowiedzieć się, o czym te osoby chciałyby przeczytać, jakie zagadnienia są dla nich najbardziej interesujące.

Wreszcie – możesz też samodzielnie zatrudnić niezależnego recenzenta, który oceni Twoje dzieło pod kątem atrakcyjności wydawniczej.

E: Wszystko się zgadza. Ale, kiedy wydajesz książkę w modelu self-publishing, to Ty ponosisz 100% kosztów prac wydawniczych i druku. Jak myślisz, kto wtedy musi koordynować cały projekt? Oczywiście – też Ty. A to oznacza, że przed Tobą bardzo dużo wydatków i mnóstwo pracy.

Niekwestionowaną zaletą współpracy z wydawcą jest to, że bierze on na siebie ryzyko finansowe. Autor nie musi wykładać swoich pieniędzy, żeby wyprodukować książkę, a najwięksi twórcy mogą nawet liczyć na spore zaliczki.

Wydawca zapewnia też koordynację wszystkich prac i w jego interesie jest, żeby książka ukazała się na rynku jak najszybciej.

K: To prawda. Jeśli przy tworzeniu książki chcesz korzystać z usług profesjonalistów, zwykle kosztuje to około kilkunastu tysięcy złotych. W self-publishingu można jednak te koszty umiejętnie równoważyć, prowadząc przedsprzedaż produktu przed faktyczną premierą.

Ten koszt usług wydawniczych przy sukcesie książki szybko schodzi na dalszy plan. Wtedy zostaje tylko kwestia druku, ale jeśli zamówienia płyną szerokim strumieniem, to nie ma problemów z organizacją zaplecza – są na to środki.

Co do samej koordynacji projektu, to rzeczywiście jest z tym dużo pracy. Ale tak jak już powiedziałem: te same usługi, które na Twoją rzecz wykona wydawca, możesz samodzielnie zakupić na rynku.

W Polsce działa bardzo dużo specjalistów, którzy oprócz tego, że pracują z najlepszymi wydawnictwami, mają też swoje firmy. W ramach tych małych działalności świadczą usługi dla samodzielnych autorów i naprawdę nie jest trudno ich znaleźć. Sami możemy polecić wiele takich osób.

E: No tak, bo to są dokładnie te same usługi: redakcja, korekta czy skład. Ale co potem? Kiedy książka już jest wydrukowana, to wydawca może ją szybko wstawić do wszystkich możliwych hurtowni. Dzięki temu, w ciągu kilku dni staje się dostępna w większości księgarni internetowych, bo ogromna większość z nich działa w taki sposób, że produkty są automatycznie importowane z bazy dystrybutora.

K: Ale przecież to, że książka jest dostępna, wcale nie znaczy, że ktoś ją kupi. Tego rodzaju księgarnie mają w swoich ofertach po kilkadziesiąt tysięcy tytułów. Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś w takim gąszczu trafi na Twój produkt? No, chyba że przypadkiem.

Żeby książka się sprzedawała, potrzebny jest marketing. Wydawca musi zadbać, żeby te wszystkie księgarnie i hurtownie promowały jego książki. To oczywiście sporo kosztuje i nie zawsze przynosi pożądany skutek, bo takich wydawców jest wielu.

E: Ale skoro mowa o kosztach marketingu i dystrybucji, to chyba też dla autora bardzo duże wsparcie ze strony wydawnictwa? W końcu to wydawca ponosi te koszty na rzecz promocji i sprzedaży Twojej książki, Ty znowu nic nie płacisz.

K: W teorii tak. Bo czy którykolwiek wydawca zastrzega w umowie z autorem, że przeznaczy określoną sumę na promocję właśnie Twojej książki? Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. A to znaczy, że nie masz jak tego zweryfikować.

W interesie wydawcy jest promować te tytuły, które się najlepiej sprzedają. Jeśli Twoja książka nie będzie do nich należała, to w pewnym momencie możesz ją znaleźć w sklepie typu Carrefour, na półce z hasłem “książki po 10 zł”. I nie będziesz mieć na to żadnego wpływu.

Trzeba też pamiętać, że wydawca z reguły promuje każdą książkę głównie w okresie premierowym.

Potem przechodzi do promowania innych tytułów.


Na jakie zarobki może liczyć twórca?

E: A co jeśli książka okaże się bestsellerem i będzie najlepiej sprzedającym się tytułem w całym wydawnictwie?

K: Jak to, co? Wydawca zarobi. Ty już niekoniecznie, bo prowizje autorskie w Polsce to średnio 5-10%. Jeśli uda Ci się wynegocjować 15 czy 20%, to jesteś prawdziwym szczęściarzem.

E: Może zatrzymajmy się na chwilę przy kwestii wynagrodzenia dla autora. Załóżmy, że prowizja zagwarantowana w umowie z wydawcą wynosi 10% od ceny okładkowej.

K: To byłyby bardzo korzystne warunki, bo wydawcy z reguły naliczają prowizję od swojej ceny sprzedaży – po odjęciu rabatów dla dystrybutorów. Ale w dużym uproszczeniu możemy tak przyjąć.

E: Dobrze. Czyli jeśli książka w księgarni kosztuje 39,90 zł, co po odjęciu 5% VAT daje sprzedawcy 38 zł przychodu, to autor, który ma zagwarantowaną 10% prowizję od ceny okładkowej, zarobi 3,80 zł z każdego egzemplarza.

Z tego zapłaci ok. 33 grosze podatku dochodowego, czyli na rękę dostanie 3,47 zł. Powtórzę: trzy złote i czterdzieści siedem groszy za każdy sprzedany egzemplarz.

Przypomnę, że obecne wynagrodzenie minimalne w Polsce to 2800 zł brutto, co daje około 2061 zł “na rękę”.

To znaczy, że żeby zarobić minimalną krajową, autor za pośrednictwem wydawcy musi sprzedać w miesiąc aż 594 książki!

K: Cóż, liczby nie kłamią. Powoli to się też trochę zmienia. Ostatnio powstało dużo nowych, niszowych wydawnictw, które rozumieją te dysproporcje w zarobkach i wiedzą, że nie można autora traktować jak “dojną krowę”. Zdają sobie też sprawę z tego, że konieczne jest budowanie własnych kanałów sprzedaży i świadomie rezygnują z dystrybucji książek do dużych hurtowni czy księgarni. Czyli – idą w kierunku D2C – pomijając pośredników.

Te wydawnictwa dobrze wiedzą, że o uwagę czytelnika mogą walczyć innymi sposobami, niż tylko wstawianiem swoich książek do EMPiKu. Tworzą własne serwisy contentowe, współpracują z niezależnymi recenzentami, komunikują się z odbiorcami w social media.

Ale przede wszystkim ściśle współpracują z autorami wydawanych książek i angażują ich w działania promocyjne. Dla autorów oznacza to nieco więcej pracy, ale też mogą liczyć na dużo wyższe prowizje ze sprzedaży książek – rzędu 25, do nawet 40%.


Kiedy nie warto wydawać książki w modelu self-publishing?

E: Wszystkie liczby przemawiają za tym, żeby wydawać książki samodzielnie. Ale trzeba przyznać, że w niektórych przypadkach lepiej, kiedy twórca zgłosi się ze swoim pomysłem do tradycyjnego wydawnictwa. Self-publishing nie jest dla każdego.

Na pewno nie jest dla osób, które nie lubią ryzyka – w końcu trzeba zainwestować w taki projekt sporo pieniędzy, a zarobek przychodzi dopiero po jakimś czasie, i to tylko w przypadku, że wszystko się powiedzie.

Po drugie, żeby stać się wydawcą własnych dzieł, trzeba założyć firmę – a nie każdy chce to robić. Prowadzenie działalności gospodarczej to szereg dodatkowych obowiązków i nie wszyscy chcą je podejmować.

No i po trzecie – self-publishing wymaga od autora stałego zaangażowania w koordynację projektu i promocję książki. Jeśli ktoś nie potrafi tego robić, albo zwyczajnie nie ma wystarczająco dużo czasu, to powinien pomyśleć raczej o współpracy z tradycyjnym wydawnictwem.

K: Z drugiej strony, znamy sporo przykładów twórców, którzy swoje pierwsze książki wydali za pośrednictwem wydawcy. Ale kolejne, już w modelu self-publishing.

Kiedy autor posiada elementarną wiedzę na temat procesu wydawniczego i jest już znany na rynku, to patrzy na wszystko trochę inaczej.

Oczekuje od wydawcy wyższych prowizji i większego wsparcia promocyjnego. Jeśli wydawca nie chce mu tego zaoferować, woli podjąć ryzyko i wydać książkę samodzielnie, bo wtedy może przynajmniej kontrolować cały proces.

Jest jeszcze kwestia praw majątkowych do dzieła. Self-publisherzy zachowują pełnię praw. To znaczy, że potem to oni decydują o kolejnych wydaniach, audiobookach, ewentualnych ekranizacjach czy nawet grach realizowanych na podstawie ich książek.

I oczywiście sami ustalają związane z tym wynagrodzenie.


Vanity Press – co to jest i czym różni się od self-publishingu?

K: Na polskim rynku działają firmy, które nie są ani wydawcami, ani też nie mają zbyt wiele wspólnego z self-publishingiem. Mowa o firmach typu “vanity press” czy “vanity publishing”, które bardzo agresywnie kierują swoje komunikaty marketingowe w stronę twórców.

W ich reklamach często padają słowa-klucze “self-publishing”, “wydawnictwo”. To jednak ma niewiele wspólnego z faktycznymi działaniami tego typu. Ale nie przeszkadza im to w obiecywaniu autorom rekordowych zysków ze sprzedaży.

E: Ja ostatnio widziałam taką właśnie ofertę. Wyświetliła mi się po wpisaniu w wyszukiwarce frazy “self publishing polska”.

Wyglądało to mniej więcej tak: „Wydaj własną książkę, zyskaj pieniądze i sławę! Wydamy Twoje dzieło w trzy miesiące! Ty pokrywasz wszystkie koszty przygotowania i druku publikacji. My wstawiamy ją do wszystkich najpopularniejszych księgarni w Polsce, a Ty otrzymujesz 75% naszych przychodów ze sprzedaży.”

Nieźle brzmi, prawda?

Tylko przyjrzyjmy się bliżej: autor ponosi 100% kosztów. Firma wydająca książkę dystrybuuje ją tradycyjnymi kanałami – czyli przez duże hurtownie typu Azymut czy Platon, które potem sprzedają książkę księgarniom.

Autor otrzymuje 75% przychodów firmy wydawniczej, ale to nie jest przecież cena okładkowa! Po cenie okładkowej sprzedawać będzie w najlepszym wypadku księgarnia, która też musi zarobić, nie mówiąc o dystrybutorze.

Mamy więc w sumie aż trzy ogniwa łańcucha dystrybucyjnego, które faktycznie pośredniczą w dotarciu do czytelnika. Myślę, że realnie, autor może liczyć na co najwyżej 30-40% ceny okładkowej. A to przecież on pokrywa wszystkie koszty i bierze na siebie całe ryzyko. Dla mnie to ma niewiele wspólnego z self-publishingiem w naszym rozumieniu.

K: No właśnie. Jeśli vanity press pobiera opłatę tylko za wykonane usługi – to w porządku. Ale wiele firm na tym nie poprzestaje, tylko dodatkowo nalicza jeszcze prowizję za każdy sprzedany egzemplarz! Często niejasna jest też kwestia praw autorskich do całej publikacji. 

Powiem więcej: jeżeli ktoś decyduje się korzystać z ich usług, musi mieć świadomość, że finalnym efektem może być wątpliwej jakości książka. Niestety zdarza się, że niektóre maszynopisy nie przechodzą nawet obiecanej korekty. Ale trudno się dziwić – skoro autorom obiecuje się wydanie książki (razem z drukiem) w ciągu trzech miesięcy!

E: W IMKER współpracujemy z wieloma specjalistami, którzy zajmują się usługami wydawniczymi. I dobrze wiemy, że sam druk to około 2-3 tygodnie. Jeśli doliczymy do tego redakcję maszynopisu, korektę, przygotowanie makiety i projektu okładki, potem skład całości i ponowną korektę – to te trzy miesiące to bardzo optymistyczne założenie. No chyba, że ktoś stawia na ilość, a nie na jakość.

Najgorsze jest to, że przez działania firm typu “vanity publishing”, osoby nie związane z branżą wydawniczą utożsamiają je z self-publishingiem.

Przez to powstaje mit, że wszystkie książki wydawane bezpośrednio przez autorów są niskiej jakości. Albo że samodzielnie wydają tylko ci twórcy, których dzieła zostały odrzucone przez wszystkie wydawnictwa.

K: No właśnie, dlatego ja odradzam autorom pomysł wydania książki w modelu “vanity press”.

W mojej ocenie sensowne kierunki są tylko dwa: albo publikacja w wydawnictwie w faktycznym znaczeniu tego słowa, albo pójście drogą prawdziwego self-publishingu. 


Jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby książka wydana w modelu self-publishing odniosła sukces?

E: Powiedzieliśmy już, że wydanie książki w formie self-publishingu nie zawsze jest najlepszą decyzją. Z drugiej strony, ten model wybiera coraz więcej twórców.

Dlatego spróbujmy teraz ustalić, co takiego sprawia, że autorzy wydający samodzielnie odnoszą tak spektakularne sukcesy. Wszyscy chyba kojarzymy większość nazwisk, które wymieniłam na początku odcinka. Sam Michał Szafrański sprzedał już ponad 100.000 egzemplarzy “Finansowego Ninja”, i jak go znam, to nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

K: Dla mnie kluczowe jest posiadanie samodzielnej przestrzeni w internecie. To może być strona www, blog, własny sklep, czy baza mailingowa. To właśnie ten czynnik determinuje możliwość zarabiania na własnych produktach.

E: Zgadzam się. Warto dodać, że autor, który chce samodzielnie sprzedawać książkę, powinien też zgromadzić wokół siebie społeczność – fanów na Facebooku, subskrybentów kanału na YouTube, czy właśnie czytelników bloga. Taka społeczność nie musi być duża, ale musi być zaangażowana. Nie mogą to być jakieś przypadkowe osoby, które tylko kliknęły “lubię to”, ale w ogóle nie są zainteresowane Twoimi treściami.

K: To prawda. Widzieliśmy już wiele przypadków blogerów czy youtuberów, którzy mając po kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy obserwujących, nie byli w stanie sprzedać więcej niż zaledwie kilkaset egzemplarzy swojej książki. I to mimo dużych nakładów na promocję.

Dlaczego? Bo zabrakło im właśnie tego kluczowego czynnika, czyli zaangażowanej społeczności, gotowej płacić za wartościową treść.

E: Kolejny ważny aspekt to właśnie treści, które dostarczasz swoim czytelnikom, widzom, słuchaczom czy subskrybentom.

Te treści muszą być po prostu na poziomie. One muszą wnosić w życie Twojej społeczności konkretną wartość, pomagać im rozwiązywać problemy związane z danym tematem.

Wartościowe treści, które regularnie publikujesz, pomagają też nawiązać z tą społecznością trwałą relację. W ten sposób konsekwentnie budujesz autorytet eksperta w swojej dziedzinie.

Nasze doświadczenie przecież pokazuje, że jeśli autor dostarcza swoim czytelnikom wiele przydatnych materiałów za darmo, to oni odwdzięczają się potem, kupując jego produkt.

K: No i na koniec musisz pamiętać, że książka, którą chcesz wydać, powinna być ściśle związana z obszarem działania bloga czy kanału internetowego. Musi być też spójna z Twoim dotychczasowym wizerunkiem.

Wielu twórców wpada w pułapkę pisania o rzeczach, z którymi wcale nie są kojarzeni. A potem są zdziwieni, że ich produkt sprzedaje się bardzo słabo. Nie rozumieją, że taka nagła zmiana tematyki bardzo rzadko spotyka się z pozytywnym odbiorem.

Na przykład, jeżeli na co dzień zajmujesz się nieruchomościami, a niespodziewanie wyjdziesz do swoich odbiorców z książką z poradami rodzicielskimi, to raczej nie będziesz mógł liczyć na dużą sprzedaż. Nie tego oczekują twoi odbiorcy. Oni bardziej spodziewają się poradnika jak robić to, co przedstawiasz na bieżąco, niż książki na zupełnie inny temat.


Podsumowanie

E: Na koniec zróbmy 30-sekundowe podsumowanie. Krzyśku – przypomnij, czym różni się wydanie książki w wydawnictwie i w modelu self-publishing? Czas start.

K: W tradycyjnym modelu, autor po napisaniu książki przekazuje maszynopis w ręce wydawcy. Wydawca zajmuje się przygotowaniem treści do druku i koordynuje całość. Bierze na siebie ryzyko finansowe, a do tego zapewnia marketing i dystrybucję.

W self-publishingu, za wszystko odpowiada autor. Na każdym etapie może wynająć specjalistę, który wykona konkretny zakres prac. Dzięki temu, ma pełną kontrolę nad procesem i zachowuje pełnię praw do swojego dzieła. Ten model wymaga podjęcia ryzyka, ale pozwala dużo więcej zarobić.


E: Dziękujemy, że wysłuchałeś tego odcinka do końca. Jeśli Ci się podobało, poleć ten podcast swoim znajomym.

Będziemy też wdzięczni za Twoją opinię. Możesz zostawić komentarz albo napisać do nas bezpośrednio na adresy mailowe: ewa.bartnik@imker.pl

K: Albo krzysztof.bartnik@imker.pl.

W kolejnym odcinku będziemy kontynuować temat self-publishingu. Wiemy już, jakie warunki musi spełnić twórca, aby z sukcesem przeprowadzić projekt wydawniczy. Dlatego, omówimy po kolei cały proces: od momentu napisania książki, aż do jej wydrukowania.

E: Powiemy też, jak długo mogą trwać poszczególne etapy pracy nad książką, ile mogą kosztować i od czego to zależy.

K: Chętnie też dowiemy się, o czym Ty chcesz posłuchać, dlatego będziemy wdzięczni za Twój komentarz.

Jeszcze raz Ci dziękujemy i do usłyszenia!

E: Do usłyszenia!

Podcast
Podcast

Dodaj do koszyka to podcast stworzony z myślą o osobach, które chcą rozwijać swój biznes w internecie i dla tych, którzy planują spróbować swoich sił jako niezależni autorzy. Tematami przewodnimi są ecommerce, self-publishing, marketing i outsourcing. Nie znajdziesz tu długich rozmów o niczym i lania wody, ale jeśli szukasz konkretów, wiedzy i inspiracji, ten podcast jest właśnie dla Ciebie. Jak wydać własną książkę? W jaki sposób założyć sklep internetowy? Jak budować społeczność gotową płacić za wartościowe treści? Czy biznesplan jest potrzebny? Co możesz zrobić sam i w jaki sposób, a co warto zlecić specjalistom? Na te i wiele innych pytań odpowiedzą prowadzący - Ewa Bartnik i Krzysztof Bartnik - praktycy, z branżą e-commerce związani od kilkunastu lat.

Zapraszamy do współpracy!

Przejrzyj ofertę i skontaktuj się z nami!