Czy AI właśnie zabiło książki poradnikowe? Tim Ferriss tak twierdzi…

  z dnia: 18 czerwca 2026

Piszesz poradnik, który tak naprawdę jest na bazie Twoich dziesięciu lat doświadczenia, tysięcy godzin praktyki i nauki na własnych błędach. A potem ktoś wpisuje dokładnie to samo pytanie w chaty AI i dostaje odpowiedź w 15 sekund. Za darmo i z poczuciem, że wszystko jest personalizowane… Jak z tym konkurować?

Tim Ferriss, autor „4-godzinnego tygodnia pracy”, właśnie opublikował tekst, w którym mówi wprost: AI zabija książki non-fiction. Jego zdaniem ten scenariusz już się dzieje – i przedstawia na to swoje liczby. Brzmi jak najgorszy możliwy scenariusz?

Przeczytałem całość więcej, niż dwa razy. Raz jako czytelnik. Drugi raz jako ktoś, kto w Imker codziennie patrzy na sprzedaż książek konkretnych autorek i autorów – nie na ogólne trendy z prezentacji, tylko na to, ile egzemplarzy wysłaliśmy z magazynu w ostantich tygodniach. Poniżej chciałbym zderzyć to, gdzie moim zdaniem Ferriss ma rację, gdzie się trochę „oszukuje”, i co z tego naprawdę wynika dla Ciebie i Twojej następnej książki.


Liczby, które rzucił Ferriss (i co właściwie znaczą?)

Ferriss zaczyna od własnego portfela. Pokazuje sprzedaż druku w USA ze swoich pięciu książek i nie owija w bawełnę:

„2025 rok: minus 46 procent rok do roku. 2026 w tempie rocznym: minus 57 procent względem 2025. To prognoza spadku o jakieś 80 procent w porównaniu z 2022.” (wolne tłumaczenie)

Osiemdziesiąt procent. Wszystko płonie…

Żeby nie było, że to tylko jego problem, dorzuca dane branżowe. Sprzedaż poradników i książek rozwojowych w USA spadła o 26,3 procent rok do roku w pierwszym kwartale 2026, według Publishers Weekly. Czyli cała półka, a nie tylko on, jako jeden autor.

A diagnozę stawia jednym zdaniem, które warto sobie wydrukować i powiesić nad biurkiem:

„W 2026 miliony ludzi wierzą, że najlepszym interfejsem jest darmowy chatbot, który przeczytał moje książki i tysiące innych, i da Ci spersonalizowany protokół w 15 sekund.” (wolne tłumaczenie)

To jest cała teza w pigułce. Rynek informacji przelewa się do chatbota AI. Książka poradnikowa to dla Ferrissa „tablica do odczytu” – drzewo decyzyjne, w którym szukasz odpowiedzi na konkretne pytanie. A skoro bota można po prostu zapytać, to po co czytać 600 stron?


Dlaczego poradnik zaczął przegrywać z czatem?

Zatrzymajmy się przy tym, bo to jest sednem całej sprawy.

Spójrzmy prawdzie w oczy: większość poradników nigdy nie była czytana od deski do deski. Kupowałeś książkę o budżecie domowym, czytałeś dwa rozdziały, resztę traktowałeś jak encyklopedię – zaglądałeś, gdy czegoś potrzebowałeś. Książka pełniła funkcję wyszukiwarki w temacie, w którym autor był ekspertem.

I tu pojawia się problem. Bo dokładnie tę funkcję – „znajdź mi odpowiedź na moje pytanie” – chatbot wykonuje lepiej. Szybciej, taniej, z personalizacją, której papier nigdy nie da. Zapytasz o dietę przy Twoich parametrach, dostaniesz protokół pod Ciebie. Papier tego nie potrafi.

Ferriss nie zatrzymuje się na książkach. Wymienia całą listę formatów, które jego zdaniem dostaną po tym samym łbie:

  • Poradnikowe filmy na YouTube – „jak zrobić X krok po kroku”
  • Podcasty i newslettery, które głównie przekazują instrukcje
  • Kursy online, których jedyną wartością jest sama wiedza

Wspólny mianownik? Ich rdzeniem jest „przeniesienie instrukcji z mojej głowy do Twojej”. A właśnie to AI robi teraz za darmo. Jeśli Twoja książka żyje wyłącznie z tego przeniesienia, jesteś na celowniku i spodziewaj się spadków.

O tym, jak w ogóle sensownie wpleść AI we własny proces pisania zamiast się go bać, pisaliśmy w tekście Wykorzystywanie AI przy pisaniu książek.


Gdzie się z Ferrissem zgadzam?

Tim Ferriss co do kierunku ma rację. Jeśli wartość Twojej książki polega tylko na zawartości faktów, to masz kłopot. „Jak ustawić budżet domowy”, „jak rozkręcić Instagram”, „jak schudnąć” – na takie pytania model odpowie, zanim zdążysz wyjąć książkę z półki. I zrobi to w Twoim kontekście, czego żaden druk nie da.

Ale najważniejsze zdanie całego tekstu jest inne. To nie jest zdanie o końcu non-fiction.

„Rynek informacji zapada się do chatbota. Rynek transformacji – siedzenia z jednym umysłem, długo, nad tematem, za który ten ktoś przelał krew – może zrobić się mniejszy, dziwniejszy i ciekawszy.” (wolne tłumaczenie)

Zapamiętaj te dwa słowa, bo wracają w całym tym tekście: informacja kontra transformacja. Pierwsza przegrywa z czatem. Druga dopiero zaczyna pokazywać, ile jest warta.

Ferriss idzie dalej i podaje liczbę, która powinna Cię zainteresować jako twórcę. Pisze, że woli „pisać książki dla 10 tysięcy ludzi, których naprawdę zmienią, niż produkować krótkie filmiki dla 10 milionów, którzy zapomną o nich w ciągu kilku dni” (wolne tłumaczenie). To stara idea 1000 prawdziwych fanów, tylko ubrana w realia 2026 roku. I pod tym podpisuję się obiema rękami.


Gdzie ten tekst wydaje mi się naciągany?

A teraz druga strona, bo Ferriss buduje tu odrobinę za czystą historię. Świetnie się ją czyta, ale dane to nie jest taka prosta droga w dół jak sugeruje.

To liczby jednego autora. Przypisanie 80 procent spadku sztucznej inteligencji jest wygodne, ale podejrzane. Rok bazowy Ferrissa to 2022 – czyli ogon pandemii, gdy ludzie czytali jak nigdy wcześniej. Porównujesz szczyt z dołkiem i masz dramatyczny wykres, proste 🙂

Jego flagowce mają po kilkanaście lat. „4-godzinny tydzień pracy” jest z 2007 roku. „4-godzinne ciało” z 2010. Każda książka po dekadzie zwalnia, AI czy nie AI. Do tego sam Ferriss od lat siedzi głównie w podcaście, więc maszyna marketingowa wokół jego książek po prostu przygasła.

Innymi słowy: część tego spadku wydarzyłaby się bez jednego promptu wpisanego w chaty AI. To dowody anegdotyczne z mocnym tłem branżowym, nie wyrok na całą branżę. Traktuję je serio, ale na zasadzie lupy i spojrzenia na konkretny case.

Jest też sytuacja, której Ferriss w ogóle nie bierze pod uwagę! Jeśli masz zbudowane zasięgi i to Twój pierwszy produkt dla tej publiczności, jestem przekonany, że ta książka się sprzeda. Duża społeczność plus premiera dla ludzi, którzy na Ciebie czekają, bije każdy rynkowy trend. Ferriss tego już nie czuje, bo swój debiut ma dawno za sobą.

I jeszcze jedno, czego Ferriss nie dopowiada, a co uważam za najsłabszy punkt jego optymistycznego zakończenia. Model już dziś uczy się przypominać, motywować i prowadzić czytelników za rękę. Fosa, którą Ferriss uznaje za bezpieczną – „ja prowadzę Czytelnika krok po kroku, a bot tylko sypie suchymi faktami” – jest węższa, niż mu się wydaje. Za dwa lata bot może być tym, który codziennie pisze „hej, zrobiłeś dziś trening?”. Na tym nie warto budować całej obrony.


Co naprawdę umiera, a co rośnie w siłę na polskim rynku?

Najlepszy fragment całego tekstu to ten, w którym Ferriss opisuje własny eksperyment. Wysłał mądrym znajomym suche punkty z poradami dietetycznymi. Konkrety. A efekty?

„Dokładnie zero. Żaden z nich nie wdrożył tych rad.” (wolne tłumaczenie)

A tysiące czytelników, których przeprowadził przez starannie zaprojektowaną ścieżkę – z historiami, kolejnością i emocją – schudło po 40 i więcej kilogramów. Ta sama wiedza. Zupełnie inny wynik.

To jest dokładnie granica, po której musisz się ustawić ze swoimi produktami. Mieć cały czas z tyłu głowy, że sama informacja umiera. A transformacja rośnie. Na nią składa się to, czego bot AI tak szybko nie sklei: kolejność, historia, Twój głos, doświadczenia i wspólnota ludzi idących tą samą drogą.

Zobaczmy, jak to wygląda na naszym, polskim rynku – bo tu pracuję i tu patrzę na realne dane sprzedaży, nie na slajdy z amerykańskich konferencji.

Zestawienie tego, co dzieje się z różnymi formatami w świecie darmowych chatbotów:

FormatRyzyko od AIDlaczego tak
E-book poradnikowy (czysta instrukcja)WysokieBot odpowie na to samo szybciej i pod konkretną osobę
Agregat treści, zbiór newsów (bez kuracji)WysokieWartością jest sam dostęp do informacji
Książka narracyjna, pamiętnik, fikcjaNiskieLiczy się głos i przeżycie, nie dane
Kurs kohortowy ze społecznościąNiskie, wręcz rośnieWspólnota i zobowiązanie domykają wdrożenie
Fizyczna książka jako przedmiotNiskieArtefaktu, który stawiasz na półce, czat nie zastąpi

Najmocniej oberwie e-book poradnikowy

Czysta instrukcja „jak X” w PDF, bez narracji i bez autora za nią. To konkuruje wprost z darmowym botem i przegrywa na każdym polu – ceny, szybkości, personalizacji. Jeśli planujesz taki produkt, musisz dołożyć do niego coś, czego model nie ma. Inaczej sprzedasz kilka sztuk znajomym i tyle. Możesz też stworzyć swojego agenta nasyconego informacjami z ebooka i dołączać go do pakietu…

Bezpieczna jest narracja i marka autora

Pamiętnik, reportaż, fikcja, książka napisana Twoim głosem o Twoim przeżyciu. Tego model nie podrobi, bo nie ma Twojego życia. Tu nie kupują wiedzy – kupują Ciebie. Dlatego dziś budowanie rozpoznawalnego nazwiska to nie dodatek do książki, tylko jej fundament. Rozpisaliśmy to w poradniku Jak zbudować silną markę autora.

Rośnie w siłę społeczność i fizyczny przedmiot

Kurs kohortowy, zamknięta grupa, dostęp do Ciebie, wspólne tempo – to wszystko domyka tę dziurę wdrożeniową, o której pisze Ferriss. Ludzie nie płacą wtedy za informację, płacą za to, że ją zrobią. A obok tego stoi fizyczna książka. Pięknie wydany, dobrze złożony, miło pachnący przedmiot, który stawiasz na półce i wręczasz znajomemu. Żaden czat tego nie zastąpi, bo to nie jest plik. To rzecz. Więcej o samej idei budowania takiej bazy odbiorców znajdziesz w tekście Budowanie własnej społeczności w internecie.


Ryzyko, o którym Ferriss milczy

Jest w tym tekście jeden wątek, który Ferriss ledwo muska, a który dla Ciebie jako autora-przedsiębiorcy jest najważniejszy. Pieniądze.

Ferriss wspomina o mediach. Pisze, że 83 procent Amerykanów nie zapłaciło za żaden news, a gdy trafiają na paywall, płaci tylko jeden procent. To samo ssanie dotknie każdego, kto sprzedaje czystą informację za dostęp.

Przełóż to na swój biznesplan. Jeśli budujesz kalkulację książki poradnikowej na założeniach sprzedaży z 2021 roku, możesz się mocno przejechać. Spadająca sprzedaż czystych poradników to nie tylko mniejszy przychód, tylko bardziej ryzyko całego przedsięwzięcia. Dlatego w sumie nigdy nie polecałem stawiania wszystkiego na jeden format.

Lepiej je dywersyfikować. Ta sama wiedza, opakowana na kilka sposobów, trafia do różnych ludzi i różnych portfeli:

  • Książka papierowa – przedmiot i marka
  • Audiobook – dla tych, którzy nie czytają, tylko słuchają w aucie (dlaczego warto go wydać, pisaliśmy tutaj)
  • Kurs lub płatny dostęp – transformacja i społeczność, czyli najbardziej odporna część rynku

O tym, jakie w ogóle produkty może dziś sprzedawać twórca i jak to poukładać, mówi tekst Jakie produkty może sprzedawać twórca w internecie.


Pięć ruchów, które zrobiłbym na Twoim miejscu już dzisiaj

Dość diagnozy. Przejdźmy do tego, co Ty konkretnie możesz zrobić jeszcze w tym miesiącu.

1. Przestań sprzedawać plik, zacznij budować ekosystem

Sama książka albo sam PDF to dziś za mało. Wokół niej potrzebujesz miejsca, do którego wracają Twoi Czytelnicy – newslettera, społeczności, dostępu do Ciebie. To zamienia jednorazowego kupca w fana, który kupi też kolejną rzecz.

Sam tak robię z Rokiem Twórcy. Nie chciałem wydać kolejnej książki „z wiedzą” i zniknąć. Zbudowałem wokół niej zaplecze, gdzie zbliżamy się już do setki osób – a te osoby widzą nie tylko gotową książkę, ale całe kulisy jej powstawania. Dobre decyzje i te słabe, efekty promocji i tych działań, których nie dowiozłem. Dosłownie na żywo, w każdej chwili podglądają wynik sprzedażowy i możemy o tym pogadać. Tego żaden chat AI nie da, bo to nie sucha wiedza, tylko wspólna droga. Zapraszam, sprawdź sam Rok Twórcy.

2. Postaw na to, czego boty AI nie mają, czyli na Ciebie

Twój głos, Twoja historia, Twoja twarz, Twoje porażki. Model ma dostęp do całej wiedzy świata, ale nie ma Twojego życia. To jest dziś Twoja najtwardsza przewaga i nie oddawaj jej za darmo. Pisz tak, żeby po pierwszym akapicie było jasne, że to Ty, a nie wygenerowana papka.

3. Używaj AI do produkcji, nie zamiast siebie

To nie jest tekst o tym, żeby uciekać przed sztuczną inteligencją. Niech model przyspiesza Ci research, szkice, korektę i powtarzalną robotę. Dzięki temu wydasz szybciej i taniej. Ale sprzedawaj dalej transformację i smak, a nie surowy tekst, który każdy może sobie wygenerować sam.

4. Szukaj 1000 prawdziwych fanów, nie miliona obojętnych

Ferriss woli 10 tysięcy zmienionych ludzi od 10 milionów, którzy zapomną o tobie w trzy dni. Ty na początek celuj w 1000. To wystarczy, żeby z pisania żyć, jeśli ci ludzie naprawdę Cię potrzebują. O zamianie obserwujących w realnych klientów mówi tekst Jak followersów zmienić w klientów.

5. Wydaj swoją wiedzę w kilku formatach

Nie stawiaj całego biznesu na jednym PDF. Książka, audiobook, kurs, płatny dostęp – jedna wiedza, kilka wejść. Gdy jeden format osłabnie, inny Cię utrzyma.

I tu właśnie wchodzimy my. W Imker nie wydajemy pojedynczego pliku i nie zostawiamy Cię z nim samego. Budujemy całe zaplecze wokół autora – sklep i stronę sprzedażową, autorski koszyk, przez który spływają zamówienia, druk i wysyłkę fizycznych książek, obsługę klienta od zamówienia po reklamację. Ty robisz to, czego nikt za Ciebie nie zrobi – tworzysz i budujesz relację z ludźmi. Logistykę i technikalia bierzemy na siebie.


Masz pytania? Oto najczęstsze wątpliwości i moje odpowiedzi

Czy w ogóle warto jeszcze wydawać książkę poradnikową?

Warto, ale nie jako sam plik z poradami. Jako poradnik z Twoim głosem, historią i ścieżką, którą Czytelnik faktycznie przejdzie. Surowa lista wskazówek przegra z czatem. Książka, która kogoś prowadzi i zmienia, wygra, bo bot nie buduje relacji ani zobowiązania. Zadaj sobie jedno pytanie przed startem: czy moja książka daje wiedzę, czy przemianę? Jeśli to drugie, masz produkt na lata.

Czy AI zniszczy też sprzedaż fizycznych książek?

Najmniej ze wszystkich formatów. Fizyczna książka to przedmiot, a nie informacja. Stawiasz ją na półce, wręczasz w prezencie, podpisujesz na spotkaniu autorskim. Tego pliku z czata nie zrobisz. Dlatego ciężar przesuwa się od „książki jako nośnika wiedzy” do „książki jako rzeczy i jako marki”. W tej grze dobry druk, okładka i wykończenie zaczynają znaczyć jeszcze więcej niż wcześniej.

Mam już gotowy poradnik. Co z nim zrobić?

Nie wyrzucaj go, tylko opakuj. Dołóż wokół niego to, czego AI nie ma – Twoją historię we wstępie, ćwiczenia do zrobienia, dostęp do społeczności, wersję audio, ewentualnie krótki kurs rozszerzający temat. Zamień bierne czytanie w aktywne przejście drogi. To z tej samej treści robi produkt znacznie trudniejszy do zastąpienia jednym promptem.

Czy to znaczy, że mam rzucić wszystko i robić kurs zamiast książki?

Nie. To znaczy, że nie powinieneś stawiać na jeden format. Książka buduje markę i wiarygodność. Kurs i społeczność dają najbardziej odporny przychód. Audiobook łapie tych, którzy nie czytają. Najmądrzejszy ruch to jedna wiedza wydana na kilka sposobów, tak żeby spadek w jednym kanale nie wywrócił całego biznesu.

Jak Imker pomaga w tej nowej sytuacji?

Zdejmujemy z Ciebie całą część, która nie jest tworzeniem. Składamy sklep i stronę sprzedażową, wpinamy koszyk, przez który ludzie kupują, drukujemy, magazynujemy i wysyłamy, obsługujemy klienta. Dzięki temu możesz skupić energię tam, gdzie masz przewagę nad każdym AI – na własnym głosie i relacji z Czytelnikami. Ty tworzysz, my zajmujemy się resztą.


Na zakończenie

Czy zatem AI zabija (albo już zabiło) non-fiction? Nie. Zabiło leniwy non-fiction – ten, który był tylko ładnym opakowaniem na informację dostępną dziś za darmo, w 15 sekund.

Reszta – książki, kursy i newslettery, które kogoś naprawdę zmieniają – robi się rzadsza. A rzadsze = cenniejsze. Ferriss patrzy na swoje spadki i widzi koniec. Ja patrzę na nasz rynek i widzę przesunięcie. Wygrają ci, którzy sprzedają drogę, a nie suchą wiedzę. Ci, którzy mają twarz, głos i ludzi wokół siebie.

Po której stronie tej granicy stoi Twoja następna książka czy następny produkt?

Jeśli chcesz zbudować wokół niej coś więcej niż plik do pobrania – sklep, społeczność i całe zaplecze, które uniesie sprzedaż przez kolejne lata – odezwij się do nas. Pokażemy Ci, jak złożyć to w całość.

facebook twitter youtube vimeo linkedin instagram whatsup