Zarabianie na wiedzy to działka, w której trzeba zaopiekować się wieloma obszarami – wywiad z Burzą w mózgu

  z dnia: 29 marca 2024

Nie wystarczy zrobić kursu czy e-booka. Trzeba to jeszcze wypromować, budować markę osobistą, dbać o relacje z odbiorcami, publikować wartościowe dla nich treści. Edukatorzy, przedsiębiorcy i specjaliści mają różne problemy w obrębach tych obszarów – wywiad z Magdą i Tomkiem, autorami bloga „Burza w mózgu”, twórcami newslettera, podcastu i szkoleń internetowych o zarabianiu na wiedzy.


W tym artykule przeczytasz o:

Jak wyglądały początki Waszej działalności w internecie i co Was zmotywowało do jej rozpoczęcia?

Tomek już jako nastolatek próbował różnych sposobów na zarabianie online. Zawsze interesował się technikaliami i do dziś pracuje jako kontraktowy programista. Kiedy się poznaliśmy, zaczęliśmy wspólnie kminić, jak wykorzystać nasze umiejętności, by razem budować niezależność finansową. Podobał nam się model działania Michała Szafrańskiego – można stworzyć sobie fajne życie bez zatrudniania sztabu ludzi. 

Zaczynaliśmy od bloga, na którym Magda dzieliła się przemyśleniami. Nie do końca wiedzieliśmy, dokąd nas to zaprowadzi. Tworzyliśmy nowe wpisy z doskoku. Okazało się, że ten blog stał się copywriterskim portofolio. Magda używała go, by pokazać inicjatywę i próbki tekstów, bo pisała treści sprzedażowe i marketingowe dla różnych firm. 

Po pewnym czasie rozpoczęła współpracę z Maciejem Aniserowiczem – twórcą marki Devstyle.pl, pod którą sprzedawał szkolenia dla programistów prowadzone przez topowych specjalistów w branży.

Wtedy stwierdziliśmy, że edukacja online to świetny sposób na zarabianie w sposób zgodny z naszymi zainteresowaniami i talentami. Jesteśmy introwertykami. Z pomocą produktu cyfrowego możemy dzielić się wiedzą z dużą liczbą osoby bez ponoszenia dużego kosztu energetycznego. To oczywiście nie jest tak, że nie lubimy ludzi. Po prostu introwertycy „rozładowują baterie”, gdy obcują bezpośrednio z innymi ludźmi. Do tego oboje uwielbiamy tworzyć i pomagać poprzez dzielenie się wiedzą. Magda już w szkole i podczas studiów tłumaczyła znajomym materiał i było to dla niej satysfakcjonujące. I w końcu: mogliśmy się elegancko podzielić kompetencjami. Tomek zajmuje się „technikaliami” i pełni rolę Project Managera. Magda tworzy materiały, odpowiada za sprzedaż i marketing. Razem pracujemy NAD firmą: w jakim kierunku i po co chcemy iść.


Czy praca dla innego twórcy, jak Twoja Magda u Macieja Aniserowicza, to dobry pomysł na start dla osoby, która chce działać online?

Twórcy zazwyczaj potrzebują wirtualnej asysty, copywriterów, project managerów, ewentualnie osób udzielających wsparcia merytorycznego w tworzeniu usługi. Daje nam to szansę, żeby zobaczyć wycinki procesów, na podstawie których można wypracować własne sposoby działania.

Uważam, że to jest jedna z dróg. Trzeba wiedzieć, po co zatrudniamy się u twórcy. Bo jeśli chcemy zarabiać na wiedzy, to musimy zadbać o dwie płaszczyzny: rozwój siebie jako specjalisty/ki oraz kompetencji ułatwiających działanie w internecie. 

Możemy wspierać twórcę w obsłudze jego biznesu, ale wtedy dodatkowo musimy rozwijać kompetencje powiązane z naszym obszarem wiedzy. Możemy też wspierać kogoś merytorycznie, ale wtedy sami uczymy się technikaliów, sprzedaży i marketingu. Wybór drogi powinien zależeć od tego, co możemy zaoferować danemu twórcy. To powinno być na pierwszym miejscu, jeśli chcemy „wygrać” rekrutację.

Myślę, że najłatwiej jest osobom, które chcą tworzyć na temat sprzedaży, marketingu, wirtualnej asysty lub zarządzania projektami. Bo wtedy u twórcy uczą się, jak wygląda organizacja pracy zza kulis oraz rozwijają kompetencje, którymi chcą się dzielić. Magda pracowała dla Macieja jako copywriterka i docelowo chciała dzielić się wiedzą z zakresu pisania sprzedażowego.


Jak przebiegało w Waszym przypadku budowanie społeczności w internecie? Ile czasu Wam to zajęło?

Zalążki świadomego budowania społeczności to rok 2020, więc robią się z tego prawie 4 lata. Społeczność budowaliśmy za pośrednictwem treści publikowanych na Instagramie oraz w newsletterach tematycznych (na tematy powiązane z naszymi kursami). Natomiast zaczęliśmy zarabiać na produktach edukacyjnych już w 2021 roku, gdy wydaliśmy pierwsze szkolenie pod naszym szyldem – Szkołę Kolażu. Kolaże cyfrowe to temat, wokół którego zaczynaliśmy testowo budować społeczność. To technika tworzenia na komputerze, w której łączymy fragmenty zdjęć i grafik, by stworzyły nową, estetyczną całość. Świetny sposób na kreatywne wyżycie się dla osób, które nie umieją rysować.

Później zmieniliśmy kierunek na tematy bardziej powiązane z marketingiem i sprzedażą produktów cyfrowych. Stwierdziliśmy, że są one nam bliższe ze względu na nasze doświadczenia. Plus regularnie dostawaliśmy (i dostajemy!) pytania na temat takiej formy prowadzenia działalności.

Teraz robimy produkty dla różnych segmentów naszej społeczności: osób, które mają problemy z pisaniem na temat swoich produktów/usług, chcą wydać pierwszy produkt edukacyjny lub poprawić skuteczność kampanii sprzedażowych.


Z jakich narzędzi usprawniających pracę w internecie korzystacie i dlaczego?

Korzystamy z wielu narzędzi, ale opowiemy o naszych faworytach.

Po pierwsze, Asana. Jest to narzędzie do zarządzania zadaniami. Przechowujemy tam też procedury i notatki dotyczące zadań. To nasze centrum dowodzenia. Jeśli czegoś nie ma w Asanie, to nie istnieje. 😉

Po drugie, komunikator Telegram. Używamy go do rozmów między sobą mimo że siedzimy w jednym pomieszczeniu, żeby nie wybijać się z flow pracy. Do Telegrama wrzucamy też treści wideo i grafiki do publikacji, bo pozwala wysyłać treści wizualne bez kompresji prowadzącej do utraty jakości.

Po trzecie, Manychat. Jest to narzędzie do automatycznej wysyłki wiadomości, my używamy go głównie na Instagramie. Jak to działa? Publikujemy posta, w którym mówimy do odbiorców, na przykład: „Napisz w komentarzu hasło XYZ, a wyślemy Ci link do podcastu o ABC”. Gdy ktoś napisze komentarz, dostaje na skrzynkę odbiorczą automatyczną wiadomość z linkiem do pożądanego materiału. Czyli: nie „zaganiamy” odbiorców do szukania właściwego linku w bio, ManyChata można też użyć do wysłania linku do produktu, zapisu na webinar czy newsletter. Ogranicza Cię tylko wyobraźnia.


Czy zatrudniacie dodatkowe osoby do wsparcia Waszej działalności? Kiedy ewentualnie jest taka potrzeba?

Tak, korzystamy z pomocy podwykonawców przy zadaniach, których nie lubimy lub nie jest to najlepszy sposób na wykorzystanie naszego czasu.

Podczas kampanii sprzedażowych korzystamy z pomocy specjalisty od ustawiania reklam na Facebooku. 

Z kolei przy zadaniach polegających na researchu czy korekcie wspiera nas wirtualna asystentka. Inna osoba dodaje napisy do lekcji wideo z kursów.

Magda korzysta też z pomocy przy sprawdzaniu zadań uczestników szkolenia z copywritingu (Sprzedawaj Słowem). Osoba wspierająca sprawdza teksty pod kątem korektorskim, a Magda daje uwagi stricte copywriterskie.


Jakie macie plany na dalszy rozwój Waszego biznesu?

Zarabianie na wiedzy to działka, w której trzeba zaopiekować się wieloma obszarami. Nie wystarczy zrobić kursu czy e-booka. Trzeba to jeszcze wypromować, budować markę osobistą, dbać o relacje z odbiorcami, publikować wartościowe dla nich treści. Edukatorzy, przedsiębiorcy i specjaliści mają różne problemy w obrębach tych obszarów.

Chcemy tworzyć kolejne materiały na temat zarabiania na wiedzy, by pomóc pokonywać te przeszkody.


Co sprawia Wam najwięcej frajdy w pracy?

Zdecydowanie praca kreatywna: wymyślanie scenariuszy wideo i tworzenie nowych kursów.

Ostatnio znajdujemy też coraz więcej przyjemności w pracy nad firmą: układaniu procesów czy wymyślaniu ulepszeń. Przyjemnie jest obserwować, jak praca staje się łatwiejsza, a nasza firma działa coraz sprawniej. To przekłada się też na odbiór na zewnątrz. Odbiorcy mówią, że od naszych działań bije uporządkowanie.


Ile czasu zajmuje Wam twórczość internetowa (w ujęciu miesięcznym / tygodniowym / dziennym)? Czy da się w tym zawodzie wypracować work-life balance?

Da się, tylko trzeba być gotowym na postawienie sobie granic i egzekwowanie ich. Zawsze jest coś do zrobienia. Pytanie czy będziesz ciągle siedzieć nad pracą i coś sobie „dłubać”, czy powiesz sobie „chcę robić też coś POZA robotą”.

Zazwyczaj pracujemy od pon do soboty, staramy się zamknąć pracę do 17:00. Są okresy że trzeba więcej popracować, czasem dopinamy zadania do 22:00. Z drugiej strony bywa, że otwieramy laptopy 1-2h dziennie. Dbamy o to, by po intensywnym okresie przyszedł większy luz. W przeciwnym razie będziemy pędzić w kołowrotku jak dwa chomiczki.


Co uważacie za największy sukces w Waszej dotychczasowej działalności twórczej?

Przemawia do nas model solopreneurship, czyli używania biznesu jako narzędzia, dzięki któremu układamy fajne życie. Plus przyjemnie korzysta nam się z tego narzędzia.

Dlatego naszym największym sukcesem jest niezależność. Mamy budżet na dbanie o zdrowie, treningi, wyprawy za granicę, budowanie poduszki finansowej i inwestowanie nadwyżek. To niesamowity przywilej.


Jak oceniacie branżę szkoleń internetowych w Polsce? Czy nadal ma ona potencjał do wzrostu?

To, że jest już wiele produktów edukacyjnych nie znaczy, że nie mogą pojawić się kolejne. Spójrzmy na rynek wydawania książek. Nie skończyliśmy czytania na „Trylogii” czy „Kordianie”. Nowe pozycje nadal mają szansę zaistnieć.

Dlatego warto się skupić na tym, w czym mogę pomóc odbiorcom oraz jaką wartość mogę wnieść w porównaniu do konkurencji.


Czy istnieje przepis na sukces w tym biznesie? Jak stworzyć dobry kurs internetowy i na tym zarobić?

Nie mamy wpływu na wszystko. Myślę tu o agresji rosji (mogę prosić o pozostawienie nazwy tego kraju napisanego małą literą?) na Ukrainę. Mogłam być edukatorką i mieć premierę produktu 24 lutego 2022 roku. Choćby to był najcudowniejszy produkt, może się nie sprzedać, bo władimir putin ma chore ambicje.

Natomiast są czynniki zwiększające szanse, że osiągniemy sukces – trudno sprzedawać bez zadbania o 3 czynniki.

Po pierwsze, trzeba zbadać odbiorców i ustalić, jakie potrzeby możemy zaspokoić. Uczulamy, że odbiorcy nie dadzą nam gotowych pomysłów na produkt. Przykład z naszego podwórka: zrobiliśmy Szkołę Kolażu dla osób, które chcą wyżyć się kreatywnie, ale nie wiedzą, jak to zrobić. Szczególnie cenione są produkty, które pozwalają zaoszczędzić czas, pieniądze, zwiększyć dochody lub poczucie sprawczości. W ostatnim celu chodzi o zaspokojenie potrzeby, dzięki której odbiorca zaspokaja ambicje, czuje, że przynależy do klubu fajnych (według jego/jej kryteriów) osób.

Po drugie, w trakcie kampanii sprzedażowej zamiast tylko wychwalać siebie i produkt, mów o problemie odbiorcy, któremu możesz zaradzić. Czyli: przedstawiaj ofertę w kontekście użyteczności dla klienta. Warto też pamiętać, że gdy Twój problem jest nieoczywistą odpowiedzią na bolączkę, trzeba zbudować świadomość odbiorcy. Weźmy na przykład… pośladki. A dokładnie mięśnie, które je budują. Gdy przez pracę siedzącą bolą nas plecy, trzeba wzmacniać poślad. Dla laika to może być nieintuicyjne, bo przecież tam plecy tracą swą szlachetną nazwę.

Po trzecie, twórz produkt, który nie tylko pokaże co, ale też JAK coś zrobić. Odbiorcy cenią instrukcje, które przeprowadzą ich za rękę. Zwłaszcza jeśli chcemy edukować grupę odbiorczą, dla której nasz temat nie jest głównym zajęciem, więc chcą skondensowanej wiedzy.  Przykładem może być specjalista pracujący w gabinecie, który chce się nauczyć kręcenia Reelsów na Instagrama.


Jaki jest obecnie Wasz główny kanał w internecie?

Pracujemy głównie w dwóch miejscach. Każde z nich pełni określoną funkcję. Budowanie relacji z odbiorcą zaczynamy na Instagramie. Gdy odbiorcy nas poznają za pośrednictwem relacji, i „przespacerują się” po postach z wiedzą, zapraszamy ich do mailingów tematycznych. Tam pogłębiamy konkretne tematy w cotygodniowych e-mailowych lekcjach.


W jaki sposób można zarabiać na wiedzy w internecie? Za pomocą jakich kanałów najlepiej się nią dzielić?

Podstawowy podział źródeł dochodu to usługi i produkty. W ramach usług możemy udzielać konsultacji, przeprowadzać audyty, programy mentoringowe lub szkolenia na żywo. W przypadku produktów ogranicza nas tylko wyobraźnia. Klasyczne produkty cyfrowe to kursy online i e-booki. Możemy sprzedawać też narzędzia ułatwiające pracę (np. kalkulator, paczkę procedur), płatne webinary, zeszyty ćwiczeń, wyzwania czy szablony. Uczulam, że gdy wymyślimy nietypowy produkt, trzeba dobrze opisać, czym on jest, by odbiorcy rozumieli, jak może im pomóc. 

Nie ma idealnego kanału do dzielenia się wiedzą. Trzeba go dobrać do osób, z którymi chcemy się dzielić, tam gdzie spędzają czas. Nie ma sensu tworzyć postów na instagrama, gdy nasi odbiorcy zaczynają i kończą dzień z platformą X (dawniej Twitter).


Czy macie wypracowane zasady jak pisać, by inni chcieli czytać?

Oczywiście, Magda się w tym specjalizuje. Poruszające pisanie opiera się na trzech filarach. 

Po pierwsze, musimy się dowiedzieć, z czym mierzą się odbiorcy. Możemy robić ankiety, rozmawiać z klientami 1:1 lub z osobami z branży podczas konferencji. Powinniśmy wiedzieć, co sprawia odbiorcom trudność, co ich wkurza, co cieszy, do jakiego miejsca chcieliby dojść. Punktem wspólnym tych rzeczy są silne emocje. Kiedy temat nas porusza, dajemy mu uwagę.

Więcej: warto używać określeń, z których korzystają odbiorcy, bo wtedy mówimy ich językiem. W szkoleniu z wydawania produktów edukacyjnych (Kasa Za Wiedzę) mamy moduły o tym, jak ogarnąć technikalia typu ustawienie koszyka czy systemu do mailingu. Gdy dostawaliśmy pytania o to, jak szczegółowe są instrukcje, odbiorcy pisali, że są „nietechnicznymi osobami”. Bały się, że muszą być za pan brat z technologią, by sobie poradzić. Dlatego teraz piszemy, że instrukcje są przygotowane tak, by dały sobie z nimi radę „nietechniczne osoby”. Mam folder na takie trafne sposoby określenia problemu. Nazywa się „złote myśli”, bo osoba pisząca może się głowić przez dłuuugie godziny, a nie wymyśli opisu w punkt tak, jak zrobi to osoba przeżywająca trudność. Kopiuję do niego cytaty i później używam ich w komunikacji sprzedażowej.

Po drugie, operujemy konkretem. Ten zabieg wykorzystują dobre filmy i seriale. W słabych produkcjach postacie chwalą głównego bohatera, że jest super osobą, ale nie widać tego po jego zachowaniach. W porządnych scenariuszach poznajemy bohaterów poprzez ich zachowania. Weźmy na przykład Katniss Everdeen z trylogii „Igrzyska Śmierci”. Jej młodsza siostra została wybrana do walki na arenie na śmierć i życie, ku uciesze elit. Katniss zgłasza się na ochotniczkę, by uchronić bliską osobę. Jak to wykorzystać, gdy nie poświęcamy swojego życia lub zdrowia? Nie piszemy, że nasz kurs jest „wysokiej jakości”. Pokazujemy jego strukturę i dodatki, by klient nie miał wątpliwości, że ma przed sobą jakościowy materiał. 

Po trzecie, pisanie prostym, zrozumiałym językiem. Nie chodzi o traktowanie odbiorcy jak przedszkolaka, tylko ułatwienie mu przetrawienia komunikatu. Czyli: unikamy branżowego słownictwa (chyba że tłumaczymy definicje), szukamy prostszych synonimów. Unikamy rozbudowanych zdań. Stosujemy porównania i analogie. W misji upraszczania treści może nam pomóc narzędzie jasnopis.pl. Zaznacza trudne do „przetrawienia” fragmenty. W płatnej wersji wyręcza nas w upraszczaniu.

To nie jest odkrywanie Ameryki i wydaje mi się, że przez to wiele osób „wykłada się” na pisaniu. Podstawy wydają się zbyt oczywiste, widzimy je w każdym artykule o pisaniu. Dlatego szukamy kolejnych magicznych sztuczek, bo mylimy „przecież to wiem” z „wdrażam to”.


Czy w erze sztucznej inteligencji i generatorów tekstu umiejętne pisanie nadal ma znaczenie? Dlaczego tak/nie?

Warto znać zasady, żeby wiedzieć, czy sztuczna inteligencja nie klepie kiepskiego tekstu. „Skutecznie” a „ładnie napisany” tekst to mogą być różne rzeczy. 

Ponadto sztuczna inteligencja może skuteczniej pisać „naszym” głosem, gdy dostanie próbki tekstu. Osoby zarabiające na wiedzy powinny budować świadomość, co jest charakterystyczne dla ich sposobu wypowiedzi.

Dla nas złotym środkiem jest współpraca ze sztuczną inteligencją, by teksty mogły być nasze. Na przykład AI może wygenerować szkielet tekstu, który my zredagujemy od siebie, wpleciemy nasze doświadczenia. Dzięki temu pokazujemy czytelnikowi, że rzeczywiście posiadamy wiedzę z danego tematu.

Warto mieć na uwadze, że odbiorcy też uczą się, jak wyglądają teksty spod pióra sztucznej inteligencji. Więcej: zaczynamy dostawać wiadomości, że nasze teksty „nie śmierdzą AI”.


Jakie jest największe wyzwanie, z którym mierzycie się w związku z Waszą twórczością internetową?

Budowanie użytecznych procedur i późniejsze automatyzowanie pracy. Procedury pomagają uzyskiwać powtarzalne rezultaty, zarządzać jakością. Wyzwanie polega na tym, że budowanie procedur to niekończąca się historia. Trzeba do nich co jakiś czas wracać i wyłapywać momenty, w których wykonujemy bezsensowną pracę.


Jak przełamać blokadę, strach przed pojawieniem się w internecie, stworzeniem własnego produktu cyfrowego?

Pomaga nam zdanie: „I tak skończymy w piachu (albo jako piach), więc zróbmy to!”. Natomiast trzeba uważać, gdy się z niego korzysta, bo gdy nie zadbamy o dobrostan psychiczny może się zamienić w „I tak skończymy w piachu (albo jako piach), więc po co przedłużać ziemską tułaczkę”.  

Dla osób, które mimo to czują lęk, polecamy stworzenie szczerej listy rzeczy, których się boją i polemikę ze strachami. Co ciekawe, spisane myśli często stają się mniej straszne. Przypomina to sytuację, w której tygodniami głowimy się nad rozwiązaniem problemu. Gdy sięgamy po pomoc, druga osoba w mig znajduje rozwiązanie. Pisanie pomaga zmienić perspektywę.

Dodatkowo „zróbmy to” nie oznacza „zróbmy to na wariata”. Gdy wymyślamy jakiś produkt, to sprawdzamy, czy jest zainteresowanie tematyką, rozwiązaniem konkretnego problemu. Tworzymy e-mailowe listy zainteresowanych zagadnieniem X, a potem wysyłamy chętnym osobom kęski wiedzy. Patrzymy, czy lista chętnych się powiększa. Gdy ktoś nie ma społeczności, warto obserwować problemy klientów czy branżowych społeczności na grupach i forach.

facebook twitter youtube vimeo linkedin instagram whatsup