Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

„Czasem nie warto kalkulować, a wystarczy zastanowić się, co daje największą przyjemność” – rozmowa z Damianem “Mestosławem” Sobczykiem

  z dnia: 23 sierpnia 2021

Damian "Mestosław" Sobczyk

– Dostałem ultimatum, że albo odchodzę z pracy, albo zawieszam działalność kanału, dopóki będę pracował w tej firmie. Wybrałem robienie filmów na YouTube, i dziś się z tego cieszę. Gdybym podjął inną decyzję, to wydaje mi się, że do końca życia zadawałbym sobie pytanie: co by było, wybrał inną drogę – wspomina Damian Sobczyk, znany na YouTubie pod pseudonimem “Mestosław”, który w sobotę na Gali Twórców Influencers LIVE Wrocław został wybrany Twórcą Roku 2021 w kategorii lifestyle.

Bartek Przybyszewski: Tworzysz na YouTube kanał o substancjach psychoaktywnych – to dość nietypowa tematyka. Jak to się stało, że się nią zajmujesz?

Damian “Mestosław” Sobczyk: Substancjami psychoaktywnymi zainteresowałem się na studiach. A po tym, jak obroniłem magisterkę związaną z tym tematem, chciałem nawet napisać o nich książkę. W trakcie pisania zauważyłem bowiem, jak niewiele jest ciekawych, polskojęzycznych źródeł dotyczących narkotyków. Postanowiłem to zmienić. Uznałem jednak, że nie ma to większego sensu, bo przecież nikt mnie nie zna. O potencjalnej książce nikt więc nie usłyszy. Zdecydowałem się więc na filmiki na YouTube, bo dzięki nim niskim kosztem można dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.

Pracowałeś już wtedy?

Tak, w firmie medialnej związanej z branżą farmaceutyczną. 

Czy nie obawiałeś się konsekwencji dla swojego życia zawodowego w związku z tak kontrowersyjną tematyką przyszłego kanału?

Jasne, z tego też powodu mocno opóźniałem start przedsięwzięcia. Od momentu, gdy zakupiłem pierwszy sprzęt do nagrywania, do opublikowania pierwszego filmu, minęły 2 albo 3 lata. Obawiałem się przede wszystkim konsekwencji dla mojego życia zawodowego, bo temat jest mocno kontrowersyjny. Postanowiłem jednak spróbować.

Początkowo było spokojnie. Filmy publikowałem nie tylko na YouTube, ale też na prywatnym profilu na Facebooku. Dostęp do niego mieli moi współpracownicy… i wieści szybko zaczęły się rozchodzić. Moje przełożone na początku nie miały z tym żadnego problemu, traktowały to jako hobby jednego z pracowników. Sytuacja zmieniła się dopiero po jakichś 9 miesiącach od wrzucenia pierwszego materiału, gdy zauważyły, że inne osoby z biura czy z zewnątrz zaczęły rozpoznawać mnie jako “tego chłopaka od filmów o narkotykach”.

Co się wtedy wydarzyło?

Dostałem ultimatum.

Jakie?

Że albo odchodzę, albo zawieszam działalność kanału dopóki u nich pracuję. Obawiały się na przykład sytuacji, w której rozpozna mnie ktoś podczas spotkania z jakąś firmą farmaceutyczną. Ja na tamtym etapie uważałem, że to bzdura – śledziło mnie wtedy za mało osób, żeby miało to jakikolwiek wpływ. Ale nie udało mi się ich przekonać. Stanąłem więc przed wyborem: albo zostaję w firmie, albo rezygnuję z pracy i zajmuję się wyłącznie kanałem.

Próbowałeś im tłumaczyć, że Ty przecież nie instruujesz ludzi, gdzie wstrzyknąć strzykawkę i jak kupić kokainę?

Tak, jasne. Mówiłem, że mój kanał ma na celu edukację na temat bezpieczeństwa, redukcji szkód, racjonalnej polityki narkotykowej. Rozumieli to, ale przeważył strach przed potencjalną utratą klientów, którzy według nich mogli nie chcieć współpracować „z chłopakiem od narkotyków z YouTube”.

Wybrałeś odejście z pracy i rozpoczęcie działalności youtube’owej. Czy to był łatwy wybór?

Zdecydowanie nie. Praca była stabilna, byłem dobrze w niej oceniany i dawała mi bardzo dobre dochody. Z drugiej strony na tamtym etapie nie miałem praktycznie żadnych przychodów z kanału, żadnych współprac, za to częstą demonetyzację. Z samych wyświetleń w niezłych miesiącach zarabiałem jedynie kilkaset złotych miesięcznie. Postawiłem więc wszystko na jedną kartę wiedząc, że z samych oszczędności pociągnę maksymalnie kilka miesięcy.

Było nerwowo?

Oj tak. Zrezygnowałem z pracy na przełomie września i października 2017 roku. Przez trzy czy cztery kolejne miesiące balansowałem na granicy limitu odnawialnego na swoim koncie. Pierwszy raz w życiu założyłem też sobie kartę kredytową. Na szczęście uniknąłem nadmiernego zadłużenia, ale musiałem mocno lawirować.

Postanowiłem założyć konto na Patronite, dzięki któremu widzowie mogli przekazywać mi darowizny. I nawet trochę osób się na to zdecydowało, ale… nagle zablokowano mi tam konto. Straciłem więc kolejne źródło dochodu, i to zanim jeszcze cokolwiek z niego dostałem. Moja społeczność doradziła mi wtedy założenie konta w serwisie, który daje możliwość przelania jednorazowej darowizny. Zrobiłem to. Nie miałem dzięki temu stabilności finansowej, ale pozwoliło mi to przetrwać pierwsze półrocze. Zresztą kilka miesięcy później odezwałem się do Patronite – napisałem, że najpewniej popełnili błąd i niesprawiedliwie mnie ocenili. Warto było – przyznali mi rację i przywrócili konto. Od tego czasu darowizny od widzów pomagają mi realizować moje cele. W 2018 roku rozpocząłem też pracę w fundacji Polska Sieć Polityki Narkotykowej. Można więc powiedzieć, że straciłem pracę w jednym miejscu, ale dostałem zatrudnienie w innym.

Kiedy pojawiły się pierwsze propozycje współprac komercyjnych?

Na szczęście już w grudniu 2017 roku. Skontaktowała się ze mną firma VapeFully dystrybuująca waporyzatory. Współpracujemy do dziś – bardzo mnie cieszy to, że udało nam się pozyskać stabilnego partnera, do którego mam zaufanie, a oni mają do mnie.

Wróćmy na chwilę do ultimatum, które otrzymałeś. Czy myślisz, że dziś osoba chcąca założyć kanał o tematyce substancji psychoaktywnych, mogłaby otrzymać podobne od swojego pracodawcy?

Tak, to możliwe. Mimo że prowadzę kanał ponad 4 lata, nikt nie zrobił niczego podobnego. Nie ma żadnej innej osoby mówiącej kompleksowo o substancjach psychoaktywnych. Zdarzają się kanały stricte konopne, ale to tyle. Gdy zakładałem kanał, to czułem takie wewnętrzne ciśnienie: że muszę to zrobić szybko, bo ktoś mnie uprzedzi. A tyle lat minęło i jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił.

Z czego to wynika?

Po pierwsze z tego, że nie jest się łatwo z takiej tematyki utrzymać. A zarazem wiele osób może obawiać się o swoją ścieżkę zawodową. Gdy postanowiłem rzucić swoją pracę, to podjąłem nie tylko ryzyko finansowe. Ja wtedy postanowiłem zaprzepaścić kilka lat doświadczenia zawodowego, zdobywanych kompetencji i kontaktów, na rzecz czegoś zupełnie nowego. Nie dziwię się więc, że nie ma więcej chętnych.

A miałeś współprace komercyjne z firmami niezwiązanymi z waporyzacją, substancjami, itd.?

Miałem, choć później. Wydaje mi się, że musiałem zwiększyć swoją rozpoznawalność i poczucie, że jestem bezpiecznym i przewidywalnym partnerem, bo z początku nie wszyscy wiedzieli, czego się można po mnie spodziewać. Zaczęło się to od wydawnictw książkowych, które wypuszczały na rynek pozycje związane z substancjami. A największą firmą, z którą współpracowałem, było HBO. Kampania, którą wspólnie stworzyliśmy, dotyczyła serialu “Euforia”, którego główna bohaterka jest uzależniona od opioidów. Zawsze mile będę wspominał tę współpracę, bo klient był bardzo otwarty na moje pomysły, a efekty pozytywnie komentowali w social mediach duzi twórcy.

A współprace zupełnie niezwiązane z tematyką twojego kanału?

Było ich niewiele. Jedna związana z grami online, gdzie dla klienta kluczowi byli moi odbiorcy. Film, który wtedy zrobiliśmy, nie miał nic wspólnego z substancjami psychoaktywnymi. Oprócz tego uczestniczyłem w projekcie dotyczącym gier RPG, którego sponsorem była firma Rebel. 

Dość często można u Ciebie zobaczyć posty na temat różnych projektów naukowych czy społecznych.

Tak, to prawda. Wynika to z moich współprac z różnymi organizacjami  – ostatnio na przykład z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, przy okazji ich badań związanych z substancjami. Wcześniej takie działania podejmowałem też dla Polskiej Akademii Nauk, Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii czy różnych fundacji i stowarzyszeń. Miałem wiele wystąpień podczas konferencji czy festiwali oraz prowadziłem szkolenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze w tych przypadkach mogę liczyć na wynagrodzenie, ale wierzę, że moje zaangażowanie w te projekty pomaga zmieniać Polskę na lepsze. 

Jesteś jednym z tych youtuberów, którzy mocno fokusują się na jednym temacie. Większość zajmuje się taką “generalną” influencerką – raz mówią o jednej rzeczy, innym razem o innej. Który model prowadzenia działalności jest korzystniejszy z punktu widzenia zarobków?

To zależy. Ci bardziej “ogólni” youtuberzy mają szersze spektrum potencjalnych współprac i mogą reklamować niemal dowolny produkt. A ja w swojej tematyce nie mam konkurencji, dzięki czemu większość firm z branży konopnej chciała ze mną współpracować. Ale to biznes, który jest na wczesnym etapie rozwoju, więc te firmy nie dysponują takimi budżetami, jak standardowe podmioty. I ja też jestem bardzo ostrożny w podejmowaniu wszelkich współprac. Bardzo zależy mi na tym, żeby mieć mniejszą liczbę partnerów, ale stabilnych, na lata, a nie na pojedyncze współprace.

Dostrzegam też, że firmy konopne zmierzają w dobrym kierunku. Przełomem w ostatnich miesiącach było to, że część z nich zaczęła organizować akcje crowdinvestingowe, czyli takie, w ramach których osoby prywatne mogą zostać udziałowcami firmy. W tej sytuacji ja, mój kanał i jego odbiorcy stawali się bardzo istotni. I to jest coś zupełnie nowego, czego nie byłem w stanie przewidzieć, zakładając kanał.

To pokazuje, że czasem, gdy człowiek zaryzykuje i ustali jakiś biznes plan swojej działalności, to musi pamiętać, że za rok czy dwa rynek może się zmienić. Na gorsze… lub na lepsze, z nowymi możliwościami zarobku.

Wspomniałeś o problemach z pracą i z Patronite. Miewałeś też zawieszane konta na Instagramie czy YouTube. Czy uważasz, że jesteś mocniej obserwowany przez serwisy społecznościowe?

Tak. I czasem boję się przez to wchodzić we współprace z pewnymi firmami, mimo że działają legalnie, wypuszczając legalne produkty. Czasem boję się, że algorytm może mnie błędnie oznaczyć i każdy post, w którym będę do czegoś zachęcał, może być odebrany na przykład jako próba sprzedaży narkotyków.

Już od kilku lat angażujesz się politycznie – popierasz LGBT+, działasz w Sejmie na rzecz legalizacji marihuany. Czy z punktu widzenia biznesowego jest to dla Ciebie ryzykowne?

Jest i zauważyłem to po drobnych rzeczach – np. firmy, z którymi rozmawiałem, na niektóre posty okołopolityczne reagowały negatywnie. Na pewno są podmioty, które wolałyby, żebym nie był politycznie zaangażowany. Ale są też firmy, od których słyszę, że im to odpowiada, że to jest zgodne z ich polityką. Wiedzą, czego się po mnie spodziewać, i nie jest to dla nich żadnym zaskoczeniem. Ale faktycznie, pewnie tracę okazje do zarobku przez swoje zaangażowanie. W tym sensie rozumiem influencerów, którzy angażować się nie chcą – to może mieć po prostu wpływ na ich działalność czy zarobki. Nie wszyscy chcą podejmować takie ryzyko.

A ludzie przestają cię przez to obserwować?

Tak, przy każdym mocniej zaangażowanym poście lekko maleje mi liczba obserwujących. Wydaje mi się, że większość influencerów krótkoterminowo traci widzów w takich sytuacjach. Jednak w moim przypadku za każdym razem wszystko się normuje i nadrabiam tę liczbę w ciągu kilku dni. Te straty nigdy nie są problemem, jeśli obserwuje cię kilkadziesiąt albo sto tysięcy ludzi.

Jesteś osobą, która w swoim czasie musiała wybrać pomiędzy pasją i pracą. Co byś radził komuś, kto znalazł się w podobnej sytuacji?

Zalecam po prostu słuchanie samego siebie. Oczywiście warto mieć oszczędności na wypadek czarnej godziny, no i trzeba mieć kasę na czynsz czy na jedzenie. Ale warto też mniej kalkulować, a zastanowić się, co daje największą przyjemność.

W tym 2017 roku zarabiałem znacznie więcej niż dziś. I wiem, że gdybym został na etacie, to zarabiałbym jeszcze więcej. Zostałem za to szczęśliwszą osobą, robiącą to, na co mam ochotę. 

Gdybym podjął inną decyzję, to wydaje mi się, że do końca życia zadawałbym sobie pytanie: co by było, gdybym jednak poszedł na 100% w YouTube? Cieszę się, że nie muszę go sobie zadawać.

Bartek Przybyszewski
Bartek Przybyszewski

Bartek Przybyszewski - dziennikarz, PR-owiec, miłośnik komiksów i filmów, student filmoznawstwa. Prowadzi bloga "Liczne rany kłute" (www.fb.com/liczneranyklute). Pisał m.in. dla Onetu, Gazety.pl, Wirtualnej Polski, Popmoderny.