“Wszystko u mnie kręci się wokół domu” – rozmowa z Magdą Motrenko z Wnętrza Zewnętrza 

  z dnia: 30 stycznia 2023

– Podczas nagrywania pierwszych filmów stresowałam się tak bardzo, że musiałam być sama w mieszkaniu, by na pewno nikt mnie nie usłyszał. Z czasem ośmieliłam się nagrywać przy rodzinie, potem z operatorem, a teraz jestem w stanie mówić do kamery nawet w sklepie pełnym ludzi. Pomyłki i duble są normalną częścią nagrywania filmów – o swoich początkach jako twórczyni mówi Magda Motrenko, autorka bloga i kanału na YouTube “Wnętrza Zewnętrza”.


W tym artykule przeczytasz o:

Kiedy wnętrza zaczęły być Twoją pasją?

Nie jestem w stanie wskazać początku. Mam wrażenie, że towarzyszyły mi od zawsze. Już w przedszkolu obmyślałam plany domu ukrytego w lesie, który nazywałam “Kryjówką”. W jednej części  miałam mieszkać ja, w drugim moja przyjaciółka. Zaplanowałam w nim nawet wielką spiżarnię, by nie trzeba było zbyt często wychodzić. I tak jak w przedszkolu powstawały proste rysunki tego domu, tak już w szkole zabijałam nudę na lekcjach rysując bardziej zaawansowane projekty różnych domów. 


Rysowałaś “kryjówki w lesie”, czy to znaczy, że wolałabyś mieszkać z dala od miasta? 

Nie wiem. Lubię być na uboczu. Nawet teraz, gdy mieszkam w Warszawie, zdarza mi się, że z domu nie wychodzę przez kilka dni. I jest mi z tym dobrze. Nie potrzebuję spotykać się co chwila ze znajomymi. Czasami jest tak, że częściej widzę się z przyjaciółmi z innych miast, którzy przyjeżdżają do mnie i tu nocują, niż z tymi, którzy mieszkają w tym samym mieście. Myślę, że życie poza miastem by mi odpowiadało, ale póki tego nie doświadczę, to nie mam pewności.


Odnoszę wrażenie, że mieszkanie jest dla Ciebie czymś bardzo ważnym, taką strefą komfortu. Wszystko w Twoim życiu kręci się wokół wnętrz?  

Tak. Wszystko u mnie się kręci wokół domu – lubię się tu spotykać, odpoczywać i pracować. Jednak biorąc pod uwagę naszą polską kulturę, jest to też na swój sposób problematyczne. O ile w mniejszych miasteczkach wciąż istnieje tradycja “odwiedzania się” z sąsiadami, o tyle w Warszawie najczęściej spotykamy się “na mieście”. Dom odbierany jest jako coś bardzo intymnego. Ja go tak nie postrzegam. Bez problemu mogłabym zorganizować w nim nawet spotkanie biznesowe. To moja przestrzeń do wszystkiego. Czuję się tu bezpiecznie. Może też dlatego, że mieszkam na kameralnym osiedlu, gdzie znam się ze wszystkimi sąsiadami. 


To ciekawe, co powiedziałaś. Zauważyłam, że w Warszawie raczej mało kto zna swoich sąsiadów. 

To wszystko zależy od okoliczności. Ja swoich sąsiadów znam, ponieważ  praktycznie całe moje życie mieszkam w tej okolicy. Na nowych, deweloperskich osiedlach, mieszkańcy szybciej się integrują, bo w tym samym czasie przechodzą przez podobne problemy, np. związane z urządzaniem się. Zazwyczaj są to osoby w zbliżonym wieku, więc naturalnie łatwiej jest im złapać kontakt. Za to faktycznie trudniej jest poznać innych w starych budynkach, gdzie ci sami ludzie mieszkają od lat, a my jesteśmy tymi jedynymi nowymi, albo wręcz przeciwnie – wiele mieszkań jest wynajmowanych i lokatorzy zmieniają się często. Wtedy właściwie nie ma szans na stworzenie takiej sąsiedzkiej atmosfery. Ale jeśli komuś zależy, to słyszałam, że pieski dobrze integrują. 


A skąd pomysł na to, żeby wchodzić do mieszkań Polek i Polaków?  

“Wnętrza Zewnętrza” założyłam 10 lat temu. Na samym początku publikowałam fotografie z gazet i z internetu. Zależało mi jednak na tym, żeby tworzyć bardziej unikalne treści. W związku z tym zaczęłam sama robić zdjęcia. Ciężko jest jednak pokazywać w interesujący sposób cały czas tę samą przestrzeń. Zwłaszcza, gdy mieszka się w wynajmowanym mieszkaniu na studencką kieszeń. Po pewnym czasie nie było więc innej opcji, niż zacząć omawiać mieszkania innych osób. Zaczęło się od znajomych. Z czasem zyskiwałam kolejnych obserwujących i nowe kontakty. Teraz już jest powszechnie wiadomo, że nie tylko fotografujemy, ale też nagrywamy mieszkania. Mamy swój formularz zgłoszeniowy podlinkowany pod prawie każdym filmem i to jest bardzo duże ułatwienie, bo dzięki zgłoszeniom mogę dotrzeć do fantastycznych wnętrz z różnych rejonów Polski.


Wprowadziłaś do swojego życia jakieś ciekawe rozwiązania aranżacyjne, które zauważyłaś w domach osób, u których nagrywałaś?  

Tak, nawet nagrałam film na ten temat. Zainspirowały mnie ciekawe połączenia kolorystyczne. Wprowadziłam je u siebie, jednak w taki sposób, że ktoś z zewnątrz zupełnie by ich nie skojarzył z wnętrzem, które było moją inspiracją. Proporcje kolorów są zupełnie inne, odcienie inne, ale o to właśnie chodzi w inspirowaniu się – nie o kopiowanie jeden do jednego, tylko o punkt zaczepienia, na którym zbudujemy coś swojego. Podczas nagrań mam też możliwość prawdziwie doświadczyć różnych mebli i rozwiązań funkcjonalnych. Na przykład, chociaż wiedziałam wcześniej o istnieniu łóżek z pojemnikiem, to dopiero jak zobaczyłam u kogoś, ile rzeczy się tam mieści, to nabrałam pewności, że chcę mieć takie też u siebie. Zobaczenie czegoś, co żyje, a nie jest tylko sztuczną sklepową stylizacją, to naprawdę duża wartość. Może dlatego moje filmy pokazujące prawdziwe domy cieszą się takim zainteresowaniem.


Miałaś taką sytuację, gdy właściciel na pierwszy rzut oka kompletnie nie pasował do swojego mieszkania? 

Gdy ktoś urządza mieszkanie – i nie ma znaczenia czy z projektantem czy samemu – to robi to po swojemu. Czasem wnętrze podkreśla charakter właścicieli bardziej, czasem mniej, ale nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby to były dwa niepasujące do siebie światy. Warto jednak zaznaczyć, że styl właściciela w mieszkaniu mogą oddawać rozwiązania praktyczne, upodobania, zainteresowania… a nie tak, jak to często jest przedstawione w bajkach, jakby mieszkańcy i dom wyszli z tej samej fabryki, czyli jak młody człowiek, to nowoczesne meble, a jak malarka malująca kolorowe obrazy, to też musi mieć kolorowo w domu. To tak nie działa! Najlepszym przykładem jestem ja sama. Mój spokojny temperament i zgaszona kolorystycznie garderoba zupełnie nie kojarzą się z moim mieszkaniem, w którym jest żółta sofa, niebieska szafa, różowe ściany i kontrowersyjny czerwony obraz przedstawiający półnagą kobietę. Mieszkać “po swojemu” powinno oznaczać “prawdziwie po swojemu”, a nie w zgodzie ze społecznymi oczekiwaniami.


Jest jakiś określony styl, który dominuje w mieszkaniach Polek i Polaków? 

Domy, które nagrywam, są wyjątkowe, czasem z trochę wyższej półki. Mają często bardziej unikalny styl. Natomiast są to wnętrza osób w jakimś stopniu zafascynowanych urządzaniem się i wkładających w to dużo serca. Nie sądzę, by przeciętne mieszkania były aż tak dopieszczone. Wciąż wnętrza są niszową zajawką. Wystarczy spojrzeć na gazety w sklepach – całe regały czasopism plotkarskich, o modzie, o kosmetykach… a o aranżacji wnętrz trzy tytuły na dolnej półce. Jeżeli chodzi o ogólne trendy, to w ostatnich latach królował szary kolor i proste meble IKEA. Myślę, że jest to częsty kierunek na początku drogi mieszkaniowej. Na start trzeba przecież urządzić cały dom, budżet jest ograniczony, więc wybieramy meble neutralne, które łatwo z czymś połączyć. Taka kolorystyka szaro-beżowo-biała jest jak najbardziej dobrym pomysłem. Meble z sieciówki łatwo sprzedać, a dzięki niskiej cenie nie będzie nam aż tak żal, gdy coś się zniszczy. Dopiero z biegiem lat, gdy już lepiej się orientujemy, co naprawdę nam się podoba i kiedy nie musimy już szukać mebli na szybko, wtedy możemy na spokojnie polować na wymarzone perełki, a mieszkanie zaczyna nabierać bardziej indywidualnego charakteru. Mówi się, że pierwsze mieszkanie urządza się dla wroga, drugie dla przyjaciela, trzecie dla siebie. Uważam, że można tego uniknąć, jeśli zaczniemy interesować się wnętrzami znacznie wcześniej niż w momencie rozpoczynania pierwszego remontu. Dodatkowo olbrzymim wsparciem i szansą na uniknięcie podstawowych błędów jest współpraca z projektantem. Wiele osób nie decyduje się na ten wydatek, a działając na własną rękę bez żadnego doświadczenia faktycznie łatwo o “mieszkanie dla wroga”.


Czas gra dużą rolę podczas urządzania mieszkania? 

Bardzo dużą. Nie tylko pod kątem wyszukiwania mebli, ale też w kontekście znalezienia swojego indywidualnego stylu. Jako dzieci rzadko jesteśmy zaangażowani w urządzanie domu, a w szkole nie ma takich zajęć. Na technice może się zdarzy jedna lekcja z rysunku rzutów, ale poza tym… nikt nas wnętrz nie uczy. Aż stajemy się dorośli i nagle musimy urządzić swoje mieszkanie od podstaw, a właściwie nawet do końca nie wiemy, gdzie się kupuje poszczególne rzeczy.


Uważasz, że powinien być taki przedmiot w szkole poświęcony, nie tyle co wnętrzom, ale bardziej architekturze krajobrazowej? Mam wrażenie, że w Polsce każdy dom wygląda inaczej. 

Nie wiem, na ile potrzebny jest osobny przedmiot. Nie chodzi tu o to, żeby dodać dzieciom dodatkowe godziny, tylko lepiej wykorzystać te, które już są. Plastyka, technika albo wiedza o kulturze – to są przedmioty, na których mogłyby pojawić się takie elementy. Uczymy się rodzajów kolumn i obrazów sprzed pół tysiąca lat, a przydałoby się też trochę bardziej współczesnych i praktycznych zagadnień, np. dlaczego robi się kratkę przy lodówce w zabudowie albo w jaki sposób można powiesić zasłony. Jeśli ktoś uważa, że “co to za sztuka powiesić zasłony?! Kupuje się karnisz, wiesza się i gotowe” to znaczy, że naprawdę nie ma o tym bladego pojęcia. Są specjaliści, którzy zawodowo zajmują się wyłącznie dekoracją okien. To bardzo szerokie zagadnienie! A my przeważnie nie znamy nawet podstaw. Wyżej? Niżej? Szerzej? Wężej? Jakie żabki? Ile żabek? Jak zaczepić? Listwa maskująca? Zasłony dokładnie do podłogi? A może dłuższe? Lub krótsze? Jak szerokie? Robimy “na oko”, a – jak mawia moja babcia – na oko to chłop w szpitalu umarł.


Masz swój ulubiony styl aranżacji wnętrz?  

Bardzo lubię kolory we wnętrzach i miksowanie nowego ze starym. Poświęcam dużo uwagi dobrej organizacji przestrzeni, ergonomii i sprytnym rozwiązaniom do przechowywania, a zarazem jestem zbieraczem i mam słabość do sentymentalnych pamiątek na półkach.


Lubisz eksperymentować z wnętrzami? 

Lubię, jednak zarazem nie przepadam za kupowaniem nowych rzeczy. Naprawdę ciężko dać przedmiotom drugie życie, a nie znoszę tworzyć nowych śmieci. Zanim coś kupię, muszę wiele razy to przemyśleć. Dlatego też lubię odwiedzać domy innych osób. Mogę w łatwy sposób przekonać się, jak sprawdzają się dane produkty i rozwiązania w codziennym użyciu. 


A ważniejsza jest dla ciebie funkcjonalność mieszkania czy jego wygląd? 

Raczej próbuję to wypośrodkować. Ciężko mi sobie wyobrazić, by funkcjonalne mieszkanie, które byłoby bardzo brzydkie, mogło być przyjemne. A zarazem ładne, ale zupełnie niepraktyczne –  to w ogóle nie ma dla mnie takiej opcji. Niefunkcjonalne rozwiązania spędzają mi sen z powiek. Zdecydowanie jedno z drugim musi iść w parze. 


Przypuśćmy, że wynajmujesz od kogoś mieszkanie, ale właściciel lub właścicielka nie zgadzają się na wprowadzenie większych zmian. W jaki sposób dopasowałabyś takie miejsce pod siebie? 

Nie wiem, czy bym je wynajęła. Gdy przeglądałam oferty mieszkań na wynajem, dużym plusem dla mnie był brak mebli. Czasem jest tak, że cena, lokalizacja i zabudowa kuchenna mi odpowiadają, ale estetyka mebli kompletnie nie. Dlatego doceniam model szwajcarski, gdzie pomieszczenia do wynajęcia są puste. Cieszę się jednak z tego, że nasz polski rynek mieszkaniowy jest różnorodny i każdy może znaleźć coś dla siebie.

A jak dostosować mieszkanie pod siebie, gdy jesteśmy już w takiej krytycznej sytuacji? Można ograć wnętrze dekoracjami, można część mebli dostawić. Gdy jest na to przestrzeń, to warto wstawić do pokoju choćby jakiś stylowy fotel i to już wpłynie na charakter danego pomieszczenia. Jeżeli zabronione jest wiercenie w ścianach, to są różne plastelinki do przyklejania plakatów. One nie powinny zostawiać tłustych śladów. Tak samo haczyki, które mają dość dużą wytrzymałość. Chociaż zawsze istnieje ryzyko, że zedrzemy tynk ze ściany albo haczyk nie wytrzyma ciężaru i ramka spadnie. Najbezpieczniej w takiej sytuacji jest po prostu ustawiać jakieś obrazki na podłodze czy na komodzie. Narzutą można zmienić kolor kanapy. Nową lampą stojącą zmienić charakter oświetlenia. Kluczowe jest to, że samymi dodatkami można zdziałać naprawdę dużo.


Twoi czytelnicy i widzowie pewnie nie raz stają przy okazji remontu przed pytaniem, ile wydać na poszczególne materiały czy meble. Czy są takie rzeczy, na których nigdy nie warto oszczędzać?  

Nie warto kupować badziewnych rzeczy, które ciężko wymienić. Jest to szczególnie ważne przy wyborze podłogi, okien, drzwi, zabudowy na stałe, oświetlenia i całej elektryki wbudowanej w ścianę. Tak jak przyciski do włączania światła możemy kupić pierwsze z brzegu z dowolnego marketu i w razie czego nie będziemy mieć problemu z ich wymianą, tak już o wiele gorzej jest wtedy, gdy zamontujemy najtańszą podłogę i okaże się, że skrzypi albo bardzo łatwo się niszczy. Jej wymiana to znacznie bardziej skomplikowana sprawa. Nie oszczędzajmy na tym, co a) ciężko później poprawić, b) po demontażu nie da się danej rzeczy dać drugiego życia. Starajmy się być ekologiczni. Nawet zdemontowanymi panelami prawdopodobnie ktoś będzie jeszcze zainteresowany, skoro wystarczy je po prostu ułożyć na nowo w innym miejscu, ale płytkami połamanymi podczas skuwania już niekoniecznie. W pełni rozumiem, że czasem trzeba poszukać oszczędności, natomiast kupowanie rzeczy, które zaraz się zniszczą i będą tylko do wyrzucenia, to najgorszy scenariusz. Z niektórymi wydatkami po prostu można poczekać, a czasem lepiej sięgnąć po rzeczy z drugiej ręki zamiast kupować nowe, bo możemy trafić na lepszą jakość w nawet niższej cenie.


Remonty to często optymalizowanie przestrzeni pod kątem energooszczędności, ale również generowanie całych kontenerów śmieci.

To bardzo trudny temat i znacznie szerszy niż tylko śmieci. Odpady to jedno, źródło pozyskiwania surowców (jak drewno z niezrównoważonych źródeł czy bawełna z plantacji zatruwających środowisko) to drugie, a długofalowy wpływ produktów do wnętrz na nasze zdrowie, to trzecie. Farby, płyty meblowe, nawet naczynia…Na dobrą sprawę, często nie jesteśmy w stanie zweryfikować, jakich materiałów użyto przy produkcji. To też nie jest tak, że kupujemy rzeczy z zupełnie niesprawdzonych źródeł, ale nie oszukujmy – tak na 100 proc. nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jaki wpływ w długofalowej perspektywie będą miały na nas rozwiązania, z których obecnie korzystamy. Takie rzeczy często wychodzą po czasie. I niestety nie mam żadnych mądrych rad w tym temacie. Nie wykluczymy nagle całego plastiku i podejrzanych substancji z naszego życia. Nie ma co panikować, niemniej warto być ostrożnym, pytać i poszerzać swoją wiedzę.


Często poruszasz na Instagramie temat feminizmu. Jestem ciekawa, czy spotkałaś się z dyskryminacją w Twojej branży ze względu na płeć?  

Niestety, jako kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie mamy kulturowego przywileju w postaci bycia traktowaną poważnie na start. Często musimy autorytet sobie wywalczyć. Udowadniać, że też możemy. Zdarza się, że podczas wizyty kobiety i mężczyzny w sklepie budowlanym, rozmowa prowadzona jest domyślnie tylko z mężczyzną. Z ekipami remontowymi i budowlanymi też różnie bywa. Ostatnio przyjaciółka oprowadzała gości podczas imprezy po swoim domu i gdy doszliśmy do garażu, dwóch panów zainteresowało się instalacjami tam zamieszczonymi. Oczy im się zaświeciły, chcieli wiedzieć więcej, więc od razu rzucili “zaraz znajdziemy twojego męża, by go o to podpytać”. Byli totalnie zszokowani, gdy okazało się, że moja przyjaciółka bardzo dobrze rozumie, jak działa jej dom, czym jest rekuperacja, co jest gdzie podłączone, i jakie kable są ukryte w danej skrzynce. Z jednej strony, byłam dumna, że i im pokazała, jak bardzo się mylą w swoich uprzedzeniach wobec kobiet. A zarazem byłam wściekła, że takie są realia, że panom nawet nie przyszło do głowy, że kobieta może ogarniać coś więcej niż kolory we wnętrzu.

Muszę jednak dodać, że nie tylko kobiety doświadczają problemów dyskryminacyjnych. Mężczyznom trudniej jest się przebić w tematach dekoracji wnętrz. Wielu ludzi wychodzi z założenia, że dom będzie aranżowała kobieta, a mężczyzna nie będzie miał nic do powiedzenia. Niby dlaczego tak ma być? Skoro to przestrzeń wspólna, pochylmy się nad nią razem. Nie rozumiem, dlaczego panowie tak często umywają od tego ręce. W statystykach kanału też widać, że zdecydowana większość odbiorców to kobiety. Bardzo nad tym ubolewam. Aranżacja wnętrz to przecież temat, który dotyczy wszystkich. Chciałabym jakoś zachęcić panów, żeby zainteresowali się tym, jak mieszkają. Na szczęście wydaje mi się, że to się zmienia. Moi koledzy są zaangażowani w urządzanie swoich domów na równi z koleżankami. Ale może żyję po prostu w jakiejś specyficznej bańce…


To teraz podpytam Cię bardziej o kulisy działalności twórczyni internetowej. Wolisz pisać bloga czy nagrywać? 

Bardzo lubię pisać. Myślę jednak, że filmy są bardziej efektowne i zdecydowanie łatwiejsze w odbiorze. 


Co było najtrudniejsze na samym początku nagrywania czyichś mieszkań? 

Podczas nagrywania pierwszych filmów stresowałam się tak bardzo, że musiałam być sama w mieszkaniu, by na pewno nikt mnie nie usłyszał. Z czasem ośmieliłam się nagrywać przy rodzinie, potem z operatorem, a teraz jestem w stanie mówić do kamery nawet w sklepie pełnym ludzi.Nadal jednak czuję się swobodniej, gdy właściciele mieszkań wychodzą podczas nagrań. W ich obecności zawsze trzeba wziąć pod uwagę więcej rzeczy: np. przerwy w nagraniach związane funkcjonowaniem mieszkańców, spontanicznie rozpoczynające się rozmowy, które są bardzo miłe, a zarazem trochę mnie rozpraszają, czy nawet dobór słów podczas ustalania kadrów z operatorem, bo tekst “tu brzydko” dotyczący krzywego kadru ktoś może odebrać jako przytyk do swojego mieszkania, a bardzo bym nie chciała sprawić nikomu przykrości . Podczas nagrań bez osób trzecich w pobliżu jestem o wiele bardziej skupiona i praca idzie szybciej.


Czyli najtrudniej jest zacząć nagrywać. A czy miałaś przygotowany jakiś plan na oswajanie się z nagrywkami, czy działałaś intuicyjnie? 

Nie miałam nic zaplanowane. To były eksperymenty mocno rozłożone w czasie. By mieć czas na prowadzenie Wnętrza Zewnętrza i pokazywanie wnętrz, musiałam zrobić z tego swoją pracę, a żeby móc na tym zarabiać, musiałam osiągnąć większe zasięgi.  W takich sytuacjach odchodzi się trochę od tego, co sprawia przyjemność wyłącznie twórcy i zwraca się większą uwagę na odbiorców. Trzeba wypracować system, który będzie satysfakcjonujący dla wszystkich – twórcy, widzów i klientów. Jeżeli nie wstrzeli się w odpowiednią formę,  trzeba szukać dalej, a to zawsze wiąże się z wychodzeniem ze swojej strefy komfortu. 


Jak “od wnętrza” wygląda kariera youtuberki i blogerki? 

To jest szeroki temat. Jeżeli chodzi o scenariusz, to czasem zapisuję sobie tylko punkty, w których określam, co dokładnie chcę zawrzeć w danym odcinku. Jest to szczególnie ważne wtedy, gdy film jest sponsorowany. Wtedy czasem potrzebny jest bardziej szczegółowy scenariusz. Jednak co do zasady, w home tourach nie przygotowuję wcześniej konkretnego planu. Podczas tworzenia odcinka  jest dużo takich technicznych aspektów, które trzeba mieć na uwadze, na przykład, jaki ruch kamery będzie wyglądał najlepiej, czy pod tym kątem pomieszczenie jest dobrze widoczne…. Dlatego też poszczególne sceny zawsze dogadujemy z operatorem na miejscu i razem ustalamy, czy to, co chcę powiedzieć, będzie w jednym ujęciu, w dwóch, czy może w trzech, i jaka kolejność będzie wyglądała najlepiej. Przy takim modelu pracy sztywny scenariusz przygotowany wcześniej zupełnie by się nie sprawdził. Wymyślam mój tekst na bieżąco.


Masz jakąś strategię na prowadzenie kanału?  

Staram się z wyprzedzeniem przygotowywać materiały do publikacji, ponieważ nie lubię pracować na ostatnią chwilę. Nasz najbardziej charakterystyczny format na YouTube to home toury, które w tym momencie wychodzą co dwa tygodnie. Planujemy w tym roku wprowadzić też serię ogrodową. Czy mam jakieś plany na za kilka lat? Zdecydowanie nie. Internet tak szybko się zmienia, że planowanie długofalowe nie ma sensu. Trzeba po prostu na bieżąco obserwować trendy. Kilka lat temu byłam jedną z najpopularniejszych Vinerek w Polsce. Niedługo potem Vine przestał istnieć i dzisiaj już pewnie mało kto pamięta, że była taka aplikacja. Z Youtube na dobrą sprawę też różnie może być. Możliwe, że spróbujemy iść w kierunku shortów. Ciężko by było to jednak zaplanować dwa lata temu, gdy krótkich form na YouTubie jeszcze w ogóle nie było.  


Wydaje mi się, że platformy społecznościowe podążają teraz za TikTokiem.  

Myślę, że przy tylu aplikacjach, każdy może zdecydować, na czym mu najbardziej zależy. Ja lubię YouTube za to, że te filmy nie są tylko taką kilkusekundową, krótką rozrywką, ale dają przestrzeń do rozwinięcia się i stworzenia mocno nasyconych informacjami treści. Materiał, który ma kilka lat, wciąż jest oglądany. Jaki jest sens poświęcać kilka lub kilkanaście dni pracy na coś, co za miesiąc już będzie zapomniane? Na Youtube nawet stary film może nagle stać się bardzo popularny. Treści cały czas żyją. Dlatego to moja ulubiona platforma.


A jakie treści cieszą się największą popularnością na twoim kanale? 

Chyba odcinki o popełnianych przez innych błędach. Wydaje mi się, że ludzie w takich przypadkach zawsze wyciągają lekcje dla siebie. To, co też często budzi większe zainteresowanie, to ceny wykończenia mieszkań czy budowy domów. Ostatnio, ze względu na inflację, robiłam takich filmów mniej, jednak mamy zamiar do tego wrócić.


Skąd pomysł na album “Polskie wnętrza”? 

O takiej publikacji myśleliśmy już od dawna. Atutem wyróżniającym nas na tle innych osób tworzących wnętrzarskie treści w internecie, jest to, że mamy autorskie zdjęcia różnych mieszkań i domów. Blogerki wnętrzarskie – tu niestety mówię blogerki, bo praktycznie nie ma blogerów wnętrzarskich – robią czasem fantastyczne zdjęcia, ale przeważnie tylko w swoich domach. My jeździmy odwiedzać wnętrza po całej Polsce! Pomyślałam, że dobrze byłoby te zdjęcia pokazać światu. 

Muszę się też przyznać, że sama mam kolejkę książek do przeczytania, które bardzo mnie interesują, ale nie mam kiedy się za nie zabrać. Wyszłam z założenia, że wiele osób ma podobnie, a album jest wyjątkowo przyjemną formą. W każdej chwili można do niego zajrzeć i zainspirować się, a zarazem jest to po prostu relaks, a nie wymagająca lektura. Coś, co można przeglądać bez żadnej presji początku i końca. Jednocześnie – chociaż forma albumu jest świetna – nie wykluczam innych publikacji w przyszłości.


Co okazało się największym wyzwaniem podczas tworzenia albumu? 

Selekcja, wybranie odpowiednich wnętrz i zdjęć. Na całe szczęście pracujemy w zespole, więc nie musiałam tego robić sama. Ola, która jest współautorką albumu, cały czas powtarzała, że książka nie może być za gruba, bo będzie niewygodna. Ja wciąż mam tak, że gdy patrzę na fotografię jakiegoś mieszkania, to myślę o tym, czemu jej nie ma w albumie. Chciałabym tam zmieścić wszystko! Ale pocieszam się, że może kiedyś uda nam się wydać kolejną część. 


Co byś poradziła młodym twórcom i twórczyniom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z blogowaniem czy z YouTubem? 

Trzy rzeczy. Pierwsza – żeby mieli satysfakcję z tego, co robią, i cieszyli się tym, nawet jeżeli do niczego ich to nie zaprowadzi. Pasja to podstawa. Druga rzecz – wytrwałość. Często bardzo długo się czeka na efekty i trzeba być po prostu cierpliwym. Trzecia rada – warto eksperymentować i próbować różnych rzeczy. Dopiero wtedy zaczyna się klarować obraz, w którą stronę warto iść. 

facebook twitter youtube vimeo linkedin instagram whatsup