fbpx

Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

Tworząc kursy, wsłuchuję się zawsze w potrzeby mam – wywiad z Karoliną Hyjek

  z dnia: 10 czerwca 2024

Gdy pomagam moim klientkom zmieniać ich życie, one zmieniają świat. Może brzmi to górnolotnie, ale jeżeli jesteśmy wyspane, radosne, szczęśliwe, to nasze życie staje się lepsze – mówi Karolina Hyjek, autorka bloga Akademia BLW i Akademia Snu Dziecka, autorka kursów i warsztatów dla rodziców.


W tym artykule przeczytasz o:

Jak wyglądały początki Twojej twórczości internetowej i dlaczego postanowiłaś zacząć działać w internecie?

Przygoda z twórczością internetową zaczęła się u mnie dość prozaicznie. Na co dzień pracuję w parentingu, współpracuję z mamami. Wszystko u mnie zaczęło się od tematu rozszerzania diety metodą BLW. Byłam tym bardzo zainteresowana, sama miałam dwójkę małych dzieci i coraz więcej osób zaczęło słuchać tego, co mówię. 

Najpierw założyłam grupę na Facebooku, która dobiła do ponad 40 tysięcy osób w bardzo krótkim czasie. Później zaczęłam tworzyć bloga. W tym samym czasie urodziła mi się też córka i wtedy z kolei coraz więcej znajomych zaczęło do mnie przychodzić z pytaniami dotyczącymi snu mojego dziecka. Byli zdziwieni, że moja kilkumiesięczna córka śpi po 5 godzin dziennie, a ja w tym czasie nagrywam kurs on-line.

Im więcej takich pytań się pojawiało, tym bardziej zaczęłam się zastanawiać, że może właśnie sen dziecka jest moim “zone of genius”, czyli obszarem tematycznym, w którym bardzo dobrze się czuję. Pomyślałam, że fajnie byłoby coś w tym temacie robić, niestety sytuacja rodzinna niezbyt mi na to pozwalała. Byłam mamą dwójki małych dzieci, a mój partner dużo wyjeżdżał służbowo, bo pracował wtedy w Warszawie, a mieszkaliśmy w Poznaniu. 

Coraz trudniej było mi jednak wyobrazić sobie powrót do biura i pracę na etacie. Równocześnie nie chciałam, żeby moje dzieci były w placówkach po 8 godzin, dodatkowo musiałabym je tam zaprowadzić, pojechać do biura i później po pracy je odebrać, więc zależało mi na tym, żeby spędzać troszeczkę więcej czasu z nimi. Na początku mojej własnej działalności była to utopia, dlatego że własna firma na samym początku to robienie wszystkiego samemu. Musiałam sama obsługiwać klientów, przygotowywać materiały, nagrywać filmy na social media itd., więc praca zajmowała mi naprawdę dużo czasu. W pewnym momencie sytuacja rodzinna mnie przycisnęła do tego, żeby zupełnie zrezygnować z pracy w biurze, z etatu, ponieważ przeprowadzaliśmy się w inne miejsce, 250 km dalej. Moja działalność internetowa z kolei dawała mi możliwość pracy z dowolnego miejsca, dlatego postanowiłam skupić się na niej całkowicie.


Ile czasu obecnie zajmuje ci praca twórcy? I co stanowi najbardziej czasochłonne zajęcie?

To zależy. Mam obecnie takie produkty, które wypuszczam cyklicznie, ale nie można do nich dołączyć w dowolnym momencie. Mój flagowy produkt, czyli czterotygodniowy program wsparcia „Spokojny sen”, angażuje mnie na co najmniej dwa miesiące. Bo to jest kwestia przygotowania całej kampanii marketingowo-sprzedażowej, ale później też towarzyszenia rodzicom, którzy są niewyspani, oczekują mojego wsparcia w tym wymagającym dla nich okresie. Wszelkie akcje sprzedażowo-marketingowe zajmują mi trochę więcej czasu. Natomiast po nich przychodzi zwykle spokojniejszy czas, kiedy odpoczywam i wówczas pracuję mniej więcej od godziny 9:00 do 15:00. Czasami sobie ten dzień pracy skracam, bo np. jadę z dziećmi do lekarza, czy potrzebuję czasu dla siebie. Niekiedy go wydłużam. Czyli na pewno pracuję mniej niż na etacie, to nie jest 8 godzin dziennie, ale bywają takie momenty, że na przykład siadam w weekend, bo robię jakiś certyfikat albo szkolenie. W zasadzie nie ma miesiąca, w którym bym się czegoś nowego nie uczyła. Na bieżąco podnoszę swoje kwalifikacje, staram się ulepszać materiały przygotowywane dla moich odbiorców. Własna działalność to ciągła nauka.


W jaki sposób zdobywasz kwalifikacje, pogłębiasz swoją wiedzę na tematy BLW i snu? Skąd czerpiesz inspiracje, materiały?

Głównie korzystam z zagranicznych źródeł, ale niekiedy również z polskich. Są to szkolenia, kursy, książki. W planach mam również pójście na studia. Obecnie czerpię wiedzę z materiałów dostępnych w internecie, dlatego, że oszczędza mi to czas i koszty. Ponieważ pracuję dużo na telefonie, to bardzo mi zależy żeby po odebraniu dzieci z przedszkola, telefon nie był przy moim nosie, żeby w miarę możliwości nie widziały mnie one siedzącej przy komputerze. Więc staram się wtedy poświęcić im jak najwięcej czasu, a kiedy ich nie ma, staram się być jak najbardziej produktywna i wykorzystać czas pracy jak najefektywniej.


Jak łączysz własną działalność z opieką nad dziećmi? Jakie rady dałabyś innym młodym mamom, które chciałyby rozpocząć swoją działalność, ale boją się, że będzie to kosztem czasu z ich pociechami?

Od początku mojej działalności przyświeca mi motto „Bój się i rób”. Jeżeli czegoś nie znamy, to naturalne jest to, że się tego obawiamy. Jednak jeśli nie spróbujemy, nigdy nie będziemy wiedzieć, czy było warto, czy nasze wątpliwości były uzasadnione.

Moje początki w kontekście macierzyństwa i własnej działalności nie były łatwe. Kiedy moja córka poszła do żłobka, bardzo dużo chorowała, ja z kolei miałam wówczas dużo spotkań z klientkami. Nie chciałam ich zostawiać samych, ponieważ były to mamy przychodzące do mnie po radę w kontekście snu dzieci. Więc wiedziałam, że jak taka mama się do mnie zgłasza, to jest już na samym końcu wytrzymałości. W tamtym okresie miałam po trzy, cztery, czasem nawet i pięć klientek dziennie, a mimo tego i tak czas oczekiwania na konsultację ze mną był bardzo długi. Było mi bardzo trudno powiedzieć sobie “Karolina, masz prawo zwolnić, odpuścić, gdy twoje dziecko jest chore.”

I to chciałabym teraz powiedzieć innym mamom, które startują z własnym biznesem. Nie nakładajcie na siebie presji, nie musicie wszystkiego zrobić dzisiaj. Kiedy nauczyłam się odmawiać moim klientkom tłumacząc, że moja córka się rozchorowała, spotkałam się wyłącznie ze zrozumieniem. W końcu po drugiej stronie była kobieta w takiej samej sytuacji jak ja. Która doskonale rozumiała, że w pewnym momencie dziecko może się obudzić z gorączką i nie ma się na to wpływu. Młode mamy nie powinny narzucać sobie morderczego tempa. Warto tworzyć plany i stawiać sobie cele, ale trzeba pozostać w tym elastycznym, podejść do tego bez presji. Bo na przykład jeśli coś się stanie z dzieckiem albo same zachorujemy, to te plany mogą ulec zmianie i trzeba wziąć to pod uwagę. 

Równocześnie chciałabym zachęcić wszystkie mamy do tego, aby nie bały się podążać za marzeniami i stawiać sobie ambitnych celów. Bój się i rób, działaj. Najwyżej coś zajmie ci więcej czasu lub będziesz musiała nanieść poprawki czy zrobić drugą edycję.


Prowadzisz konsultacje dla rodziców, dla mam. Z jakimi problemami najczęściej zmagają się młodzi rodzice?

Bardzo często następuje tąpnięcie po czwartym miesiącu życia dziecka. Oczywiście bywa bardzo różnie i każdy przypadek jest inny. Niektóre mamy mają takie dzieci, które w tym okresie tylko jedzą i śpią, zachowują się jak typowy niemowlak. Niestety często dzieje się inaczej. Do czwartego miesiąca życia dzieci mają kłopoty z brzuszkami, kolkami i tak dalej, ale względnie dużo śpią, potrafią przespać 5-6 godzin bez przerwy. Mamy mówią, że mają z reguły do 2-3 pobudek w nocy. 

Po czwartym miesiącu zmienia się jednak struktura snu dziecka i wszystko zaczyna się sypać. Nagle dziecko, które do tej pory było aniołkiem, zaczyna marudzić, budzi się co 40 minut w nocy. I wówczas rodzice niemal w ogóle nie mogą spać. Ich sen staje się nieregenerujący. Więc taka mama budząc się ma ochotę, żeby ten dzień już się skończył. Bo partner idzie do pracy, a ona zostaje sama z dzieckiem. Jeśli dziecko dodatkowo jest niewyspane, to również jest zmęczone, marudzi, jęczy, a ukojenie może znaleźć jedynie w ramionach bliskiej osoby. A najczęściej tą osobą jest właśnie mama. Wówczas mama, poza zmęczeniem, zaczyna odczuwać złość, frustrację.

Jest to też kobieta świeżo po porodzie, więc hormony jej buzują. Ona też się uczy. Mówi się, że gdy dziecko się rodzi, rodzi się też mama. Kobieta przyjmuje zupełnie nową rolę. Nawet jeżeli to jest już piąte dziecko, to nadal będzie to nowa rola, bo trzeba to piąte dziecko połączyć z wcześniejszą czwórką. Każde kolejne dziecko stanowi duże wyzwanie dla mamy. Po czwartym miesiącu drzemki dziecka stają się bardzo krótkie, trwają 30-40 minut. Maluch często śpi na mamie, bo inaczej potrafi przespać tylko 10 minut. Tego typu problemy stanowią 90 proc. kłopotów, z którymi zwracają się do mnie rodzice.


Czy istnieją uniwersalne zasady, jak sobie z tym problemem poradzić? Jak utrzymać stały, dłuższy sen dziecka w nocy?

Sen dziecka jest bardzo skomplikowany. Więc nie ma uniwersalnego przepisu jak sobie radzić z problemami ze snem. Jedna mama zapytała mnie kiedyś: “Karolina, co to znaczy przespać noc?” Była to pierwsza klientka, która zadała mi takie pytanie. Nagrałam nawet rolkę na ten temat na mojego Instagrama. Bo “przespanie nocy” to dla niektórych mam spanie od 24:00 na przykład do 5:00 rano. Dla innej mamy – od 22:00 do 6:00 z trzema pobudkami na karmienie dziecka. Dla mnie przespać noc to znaczy położyć dziecko spać między godziną 19:00 a 20:30 i wstać nie szybciej niż o godzinie 6:30. Bez pobudki w nocy. Dlatego ważna jest tutaj definicja przespanej nocy i dla każdego może ona być inna. W związku z tym nie ma też prostej rady na to, jak przespać noc. 

W kontekście snu dla dzieci ważna jest powtarzalność, regularność. Istnieją rytuały przed snem i inne czynniki, które na niego wpływają i wspólnie tworzą system naczyń połączonych. Dodatkowo, trzeba pamiętać o tym, że po czwartym miesiącu zmienia się struktura snu. 

Problematyczne jest to, że dzieci, budząc się w nocy, potrzebują wsparcia rodzica, aby znowu zasnąć, tzn. potrzebują kołysania, karmienia i innych powtarzalnych czynności, które zwykle sprawiają, że usypiają. 


Czy uważasz, że metoda BLW jest obecnie spopularyzowana w Polsce? Czy rodzice też mają często wątpliwości i przychodzą do Ciebie na konsultacje w tej kwestii? 

Metoda BLW jest coraz bardziej popularna w Polsce, coraz więcej rodziców kształci się, szuka alternatyw, natomiast ja nie prowadzę w tym zakresie konsultacji sensu stricte. Ja stworzyłam kurs online na temat rozszerzania diety. 

Przede wszystkim, rozpoczynając rozszerzanie diety u dziecka, warto podejść do tego na luzie. Im więcej mamy w sobie luzu jako rodzice, tym łatwiej będzie dziecku podążać za nami, nie tylko w kwestii jedzenia, ale także innych aspektów życia.

Podstawowa różnica między BLW a tradycyjnym rozszerzeniem diety polega na tym, kto kontroluje proces. W BLW to dziecko decyduje ile zje, co zje i czy w ogóle zje. W tradycyjnym podejście rodzic kontroluje proces, decydując o tym, co i w jakiej ilości podać dziecku.

Głównym zmartwieniem rodziców przy BLW jest obawa przed zadławieniem się dziecka. Martwią się, że kawałek jedzenia będzie zbyt duży dla malucha i nie poradzi sobie z nim. Jednakże w praktyce dzieci zazwyczaj potrafią sobie radzić z jedzeniem, stopniowo ucząc się, jak jeść i jak kontrolować swoje żucie i połykanie. Tak więc, nie ma potrzeby panikować – ważne jest, aby być czujnym i gotowym do udzielenia pomocy, ale także zaufać dziecku i jego naturalnym zdolnościom.


Czyli uważasz, że to potencjalne zagrożenie zadławieniem nie powinno zniechęcać rodziców, że da się mu łatwo zaradzić?

Oczywiście, można sobie z tym poradzić, przestrzegając podstawowych zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim ważne jest, aby dziecko było w pozycji siedzącej podczas jedzenia. Nie powinniśmy podawać mu jedzenia, gdy leży lub jest w pozycji półleżącej. Przygotowując jedzenie dla dziecka, należy także zadbać o jego odpowiednią miękkość, podobną do tego, jakbyśmy sami chcieli coś zjeść. 

Podczas BLW jesteśmy z dzieckiem cały czas, monitorując jego postępy i gotowość na kolejne kawałki. Istnieją pewne podstawowe wskaźniki gotowości, takie jak wspomniane siedzenie w trakcie posiłku, zapewniające, że przełyk jest udrożniony i gotowy do przyjmowania pokarmu. Ważne jest również, aby produkt był odpowiednio przygotowany do spożycia, na przykład rozdrobniony na mniejsze kawałki, które dziecko będzie w stanie bezpiecznie połknąć.

BLW niekoniecznie jest bardziej ryzykowną metodą niż tradycyjne karmienie łyżeczką. Istnieją nawet sugestie, że BLW może być mniej ryzykowne pod względem zadławienia się, ponieważ to dziecko kontroluje, jak głęboko wkłada jedzenie do ust i ile tego jedzenia tam umieści i instynktownie wie, że jeśli może coś złapać rączką, to znaczy, że też łatwiej będzie mu to rozdrobnić w buzi. Natomiast, gdy jest karmione łyżką, to nie wie tego, ponieważ nie może wyczuć produktu, wziąć go do rączki.

W metodzie BLW dziecko ma możliwość eksperymentowania z różnymi teksturami i konsystencjami, co może pomóc mu w nauce samodzielnego jedzenia. Dziecko ucząc się, jak trzymać jedzenie i jak jeść, rozwija swoje umiejętności motoryczne i sensoryczne w naturalny sposób.


Czyli BLW również w pewien sposób uczy dzieci samodzielności.

Dokładnie! Dlatego właśnie tak zakochałam się w tej metodzie. Uważam, że dziecko jest takim samym człowiekiem jak my, dorośli, i warto mu dać im wybór, jeśli jest taka możliwość. Istnieją oczywiście obszary życia dziecka, gdzie rodzic musi podejmować decyzje za nie, ale tam, gdzie to możliwe, warto stwarzać okazje do samodzielności.

BLW niesie ze sobą wiele korzyści. Oprócz rozwijania koordynacji ręka-oko i naturalnej fizjoterapii, jedzenie razem z dzieckiem to także cudowna okazja do spędzania czasu razem. Często matki noworodków czy niemowląt poświęcają cały swój czas i energię na opiekę nad dzieckiem, zapominając o sobie. Po całym dniu obowiązków, zauważają nagle pod koniec dnia, że zapomniały zjeść posiłek czy wypić kawę. W metodzie BLW istotne jest jedzenie razem z dzieckiem, co stwarza okazję do ciepłych, wspólnych posiłków. To buduje pozytywne skojarzenia z jedzeniem oraz umożliwia spędzanie miłego czasu przy stole. W końcu jedzenie powinno być przyjemnością, prawda?


Jak wygląda u Ciebie prasa nad kursem od A do Z?

Praca nad kursem jest bardzo czasochłonna. Najpierw trzeba się zastanowić nad koncepcją. Ja swój flagowy program przygotowuję z klientami, starając się, aby był on dopasowany do ich potrzeb, ale zawsze opracowuję również wcześniej jego konspekt, zakres materiału, który chciałabym zawrzeć. 

Zawsze staram się również, aby te materiały były łatwe do przyswojenia i zwięzłe, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mamy nie mają dużo czasu. Dlatego, jeśli są to wcześniej nagrane lekcje, to są z reguły bardzo krótkie, a podczas spotkań na żywo nigdy nie leję wody. 

Zawsze tworząc kurs wsłuchuję się w potrzeby mam. Robię z nimi ankiety, rozmawiam, umawiam się z nimi na spotkania online. Staram się jak najbardziej do nich dopasować. W ramach promocji kursu, przygotowuję również materiały promocyjne, w czym pomagają mi inne dziewczyny. Ja wymyślam scenariusze rolek czy treści postów i staram się je ułożyć w spójną kampanię marketingową. Do tego przygotowuję też cały landing page. Później pozostaje kwestia techniczna dotycząca wprowadzenia produktu do sklepu i podpięcia klientów np. do newslettera, żeby mogli otrzymywać ode mnie maile zawsze, kiedy wypuszczę nowy produkt. Do tego wykorzystuję narzędzie mailingowe.


Czy oprócz dziewczyn, które pomagają Ci w tworzeniu treści na social media zatrudniasz dodatkowe osoby do wsparcia swojej działalności?

Mam dwie wirtualne asystentki, które pomagają mi w różnych codziennych zadaniach. Zatrudniam też dziewczynę, która pomaga mi w zakresie reklam na Facebooku. Mój team liczy zatem cztery osoby łącznie ze mną. Pracuję z nimi względnie stale, ale czasami jest więcej pracy do wykonania, czasami mniej.


Jakie masz plany na dalszy rozwój swojego biznesu? Przewidujesz np. wydanie kolejnych kursów?

Planuję wdrożenie długoterminowego programu mentoringowego dla mam, zapewniającego im stałe wsparcie, czyli, że cały czas jesteśmy na łączach i współpracujemy. Myślę, że mógłby on potrwać 2-3 miesiące. Młode mamy często potrzebują bieżącego wsparcia. Ja wprawdzie konstruuję swoje usługi tak, by odpowiadać na codzienne potrzeby i problemy rodziców, oferuję też wsparcie przez Messengera, które można sobie dokupić. Jednak ten program mentoringowy na pewno będzie dłuższy i będzie odbywał się w mniejszej grupie. Chciałabym również stworzyć program subskrypcyjny, do którego można będzie co jakiś czas dołączać. 

Ogólnie mam dużo pomysłów na rozwój swojej działalności, ale brakuje mi czasu na to, żeby je wszystkie zrealizować. Część koncepcyjna takich projektów należy do moich zadań, których nie mogę oddelegować, ponieważ nikt nie jest w stanie wejść mi do głowy i zaplanować tego tak, jak ja bym to widziała. Jest mi również trudno znaleźć na to czas, ponieważ wolę spotykać się z mamami i prowadzić konsultacje niż zajmować się technicznymi aspektami mojej działalności. Czuję też, że w taki sposób realnie im pomagam. Więc niejednokrotnie zmieniam swoje plany, gdy jakaś mama prosi mnie o pomoc.


W jaki sposób docierasz do nowych klientek? Wspomniałaś, że na początku prowadziłaś grupę na Facebooku, jak to wygląda obecnie?

Na początku funkcjonowałam w internecie jako osoba zajmująca się zagadnieniami związanymi z BLW, ale z czasem coraz więcej osób zaczęło się do mnie zgłaszać z problemami dotyczącymi snu ich dzieci. Przez pierwsze półtora roku działałam wyłącznie na zasadzie marketingu szeptanego, a moje terminy były zarezerwowane na 2-3 tygodnie do przodu. To było dla mnie coś niesamowitego, ponieważ świadczyło o ogromnym zaufaniu ze strony mam, które mnie polecały. 

W marcu 2023 roku założyłam profile w mediach społecznościowych – Instagram i fanpage marki Akademia Snu Dziecka – i zaczęłam rozwijać te kanały. Wiele osób trafia do mnie właśnie przez Instagram, ale nadal zdarza się, że mamy mówią: „Dostałam polecenie od Marysi” albo „Kasia opowiadała, jak jej dziecko teraz super przesypia noc”, więc word-of-mouth nadal się sprawdza.

Dodatkowo korzystam z reklam na Facebooku, które również przyciągają nowych klientów, szczególnie podczas kampanii marketingowych. Tworzę także darmowe materiały – organizuję webinary, na które zapisuje się od 1,5 do 2,5 tysiąca osób, z czego zazwyczaj 500-800 uczestniczy na żywo. Dzięki tym darmowym materiałom również zdobywam wielu klientów.


Skąd pomysł na wydanie ebooka? Czy planujesz wydanie kolejnych książek?

Tworzenie e-booka jest bardzo pracochłonne. Wiele osób namawiało mnie jednak do napisania książki. Klientki mówiły o mojej pierwszej publikacji, że czyta się ją jak rozmowę z przyjaciółką – szybko, przyjemnie. Cały czas myślę o ebooku lub książce dotyczącej snu. Ale sen dziecka jest bardzo skomplikowanym zagadnieniem, więc na razie biję się z myślami. Ta książka znajduje się na liście moich planów na przyszłość.  W mojej pracy najbardziej zależy mi na kontakcie z klientkami, innymi mamami, a ebook czy książka mi tego nie dadzą. 


Co daje Ci największą radość w pracy twórcy? Jakie zalety działalności internetowej dostrzegasz?

Niesamowite są wiadomości, które otrzymuję na Messengerze. Klienci piszą: „Zepsułaś mi dziecko – nagle, z ośmiu pobudek w nocy, budzi się tylko dwa razy”. Albo: „Dzięki tobie czuję, że żyję”, „Jesteś niesamowitym wsparciem”, „Dzięki tobie moje macierzyństwo staje się kolorowe”. Kiedy słyszę, że dzięki moim radom usypianie dziecka nie jest już mordęgą, ale najlepszym momentem dnia, serce rośnie. Do tego stopnia, że rodzice czasem kłócą się o to, kto położy dziecko spać!

Najbardziej cieszy mnie, kiedy klienci wracają do mnie z takimi wiadomościami: „Karolina, wystarczyło, że zrobiłam jedną czy dwie rzeczy, a moje dziecko śpi znacznie lepiej”. Gdy pytam, jak się czują, często słyszę: „Mam wrażenie, że śnię”. Te słowa dają mi ogromną motywację do działania. To najlepsza reklama mojej pracy.

Zawsze, kiedy spotykam się z nowymi mamami, proszę je o wypełnienie ankiety. Na jej podstawie oceniam sytuację i przygotowuję rozwiązania. Czasami myślę, że czeka nas dużo pracy i trzeba będzie mocno wesprzeć mamę. A potem, po czterech dniach, słyszę: „To się nie dzieje”. Wyspani rodzice nazywają mnie „czarodziejką snu dzieci”. Często ich wiadomości zaczynają się od słów: „Moja czarodziejko”. Zaczynają oni dostrzegać różnice, ponieważ wyspane dziecko funkcjonuje zupełnie inaczej. Nie jest ciągle jęczące, mama nie musi być cały czas do niego uwiązana, można z dzieckiem coś zrobić, gdzieś wyjść. Mama nie ma już poczucia, że wszyscy się na nią patrzą, gdy dziecko płacze, i nie myśli: „Boże, co ze mnie za matka?”.

Te chwile są najprzyjemniejsze w mojej pracy i dają mi niesamowitą energię do działania. Mam folder ze zdjęciami i wiadomościami od zadowolonych klientów. Ostatnio przestałam go uzupełniać, bo miałam już ponad 500 zdjęć i screenów. Teraz przerzucam je do chmury, bo zupełnie zapchałyby mi telefon. To wszystko są wiadomości pełne wdzięczności i radości, które motywują mnie każdego dnia.


Czyli docenienie przez klientów stanowi największą gratyfikację dla twórcy.

Zdecydowanie. Gdy pomagam moim klientom zmieniać ich życie, oni zmieniają świat. Może brzmi to górnolotnie, ale jeżeli jesteśmy wyspane, radosne, szczęśliwe, to nasze życie staje się lepsze. Mamy często mówią, że gdy są niewyspane ma to negatywny wpływ na ich relację, bo swoją złość wyładowują na partnerach, a przecież to nie jest ich wina, że dziecko budzi się w nocy. Często rodzice są w takiej sytuacji bezsilni, mają poczucie, że są więźniami swojego dziecka. A przecież to dziecko mi nic nie zrobiło, przecież powinnam je kochać bezgranicznie. To wpływa również na niskie poczucie własnej wartości mam. W niektórych przypadkach zaczyna to nawet zakrawać o depresję.

IMKER
IMKER

Firma IMKER od 2015 roku wspiera twórców i producentów we wprowadzaniu własnych produktów na rynek. Wyróżnia się kompleksowością usług - oferując m.in. doradztwo, usługi fulfillment, support (obsługa klienta) oraz SalesCRM (oprogramowanie do sprzedaży). IMKER prowadzi Twórców przez całość procesów związanych ze sprzedażą w internecie, od uruchomienia sprzedaży, poprzez przedsprzedaż, magazynowanie, pakowanie i wysyłkę, aż do profesjonalnej obsługi klienta i zwrotów.

Odbierz wartościowy bonus przy zapisie do newslettera!

Wzór biznesplanu książki dla selfpublishera na 12 miesięcy! Będziemy Ci także regularnie wysyłać ciekawe inspiracje dotyczące świata twórców online.

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane w celu obsługi newslettera przez Imker Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Zamościu, ul. Szczebrzeska 55A, 22-400 Zamość, KRS: 0000967893, na zasadach opisanych w polityce prywatności. W każdej chwili możesz zrezygnować.

    Twoje dane są u nas bezpieczne. 🛡️