fbpx

Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

“Ostatnio usłyszeliśmy, że fajny ten nasz plac zabaw, ale trudno z niego wyciągnąć dzieci” – rozmowa z Anną Komorowską

  z dnia: 27 września 2021

– Z wielu stron słyszymy: “Zwolnij, żyj wolno, prowadź slow life”. Uważam, że każdy powinien żyć w takim tempie, jakie mu odpowiada. I nie zawsze będzie to slow. Myślę, że wystarczy, jak przestaniemy ciągle przyspieszać – mówi Anna Komorowska z wydawnictwa Nieśpieszne i pracowni projektowej Nieplac Zabaw.

Prowadzicie m.in. działalność wydawniczą. Do kogo skierowane są wasze książki?

Anna Komorowska: Przede wszystkim do rodziców i osób pracujących z dziećmi – nauczycieli, edukatorów prowadzących warsztaty w różnych instytucjach lub na własne konto. Część z naszych książek trafia również do osób odpowiedzialnych za przestrzenie dla dzieci – zarządców placów zabaw, właścicieli przedszkoli czy architektów krajobrazu.

Czy nazwa wydawnictwa – Nieśpieszne – ma związek ze sposobem jego prowadzenia?

Zdecydowanie! Chociaż chciałam zwrócić uwagę na to, że słowo „nieśpieszne” ma trochę inne znaczenie niż słowo „slow”, z którym może się kojarzyć. Z wielu stron słyszymy: Zwolnij, żyj wolno, prowadź slow life. Uważam, że każdy powinien żyć w takim tempie, jakie mu odpowiada. I nie zawsze będzie to slow. Myślę, że wystarczy, jak przestaniemy ciągle przyspieszać :). 

Nasze życie (nie rozdzielam go na rodzinne i zawodowe, bo u nas się to mocno łączy) można określić jako „intensive/slow life”. Zdecydowaliśmy, że chcemy być solopreneurami (choć u nas to raczej duopreneur), więc nasze moce przerobowe są ograniczone. Nasze dzieci są w edukacji domowej, więc nasz czas też jest ograniczony. Poza tym mieszkamy w Krakowie, gdzie „odmiennym jakby rytmem, u nas ludziom bije serce” :).

A jednocześnie nasza firma ma dwie wymagające odnogi – pracownię projektową i wydawnictwo, a w przeciągu najbliższego roku dojdą kolejne dwie. Siłą rzeczy jest więc slow i intensive zarazem.

W jaki sposób Wasze social media pomagają w prowadzeniu wydawnictwa? Czy Waszą działalność można podsumować jako w jakimś stopniu internetową? Czy uważacie się za twórców internetowych?

Bardzo dobre pytanie. Dużo o tym ostatnio myślałam. Przez lata, w ramach pracowni projektowej, stworzyliśmy mnóstwo materiałów – ponad 100 odcinków podcastu, edukacyjne konto na Instagramie, Przewodniki w grupie Nieplac Zabaw. Na bazie tych materiałów powstały trzy książki o placach zabaw. Więc tak, jak najbardziej uważamy się za twórców. 

Ale! Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że moją rolą jako wydawczyni wcale nie jest tworzenie kolejnych treści. Moje zadanie polega na informowaniu czytelników o nowych książkach oraz przekierowywaniu ich do właściwych twórców, czyli autorów! Z jednej strony to bardzo pocieszająca myśl (“uff, nie muszę produkować kolejnego contentu, bo już go mam”), z drugiej trochę jednak smutna (“jak to? To muszę teraz zejść ze sceny i skierować światło reflektorów na kogoś innego?”). 😉

Wspomniałaś o Nieplacu Zabaw. Skąd wziął się pomysł?

W wielkim skrócie – zawsze lubiłam pracę z dziećmi, uwielbiam też projektować przestrzeń. W biurze architektonicznym, w którym pracowałam, brakowało mi pracy z dziećmi, w instytucji kultury – projektowania. Założyłam więc pracownię k., w której mogłam to pogodzić. Przez lata prowadziłam warsztaty architektoniczne dla dzieci (podsumowaniem tego jest moja najnowsza książka „Zabawy architektoniczne”), jednocześnie projektując place zabaw. Szczególnie bliska jest nam koncepcja naturalnych placów zabaw i taką formę mocno promujemy od początku działalności. 

Nazwa Nieplac Zabaw pojawiła się później. Najpierw jako nazwa bloga i podcastu, później również grupy na FB oraz hasztag na instagramie. Nazwa przyjęła się tak dobrze, że ostatecznie zaczęliśmy się nią posługiwać również w pracowni.

Co nie podoba Wam się w instytucji klasycznego placu zabaw?

Coraz trudniej odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ place zabaw, również te klasyczne, mocno się zmieniają. Na lepsze! Ale jest kilka rzeczy, które wciąż wymagają poprawy. Place zabaw tworzy się w oderwaniu od kontekstu miejsca. Takie same nad morzem i w górach, w mieście i na wsi. Często są źle zaprojektowane – brakuje komunikacji, sensownego rozmieszczenia urządzeń oraz małej architektury uzupełniającej, nie wspominając już o zieleni, zacienieniu. Wygląda to raczej jak zbiór luźno rozrzuconych sprzętów z katalogu. Kolejny „grzech” to brak różnorodności. Większość urządzeń służy do zabaw ruchowych. Brakuje zachęty do zabaw konstrukcyjnych, społecznych. Dzieci nie mają wpływu na wygląd tej przestrzeni. Jedyne co mogą zrobić to bawić się tak, jak wymyślił to dorosły projektant. Najwyższy też czas, żeby przy projektowaniu placów zabaw zacząć uwzględniać potrzeby osób z niepełnosprawnościami oraz bardziej ekologiczne rozwiązania. 

Na czym polegają nieplace zabaw?

Z jednej strony to po prostu miejsca dla dzieci, które nie są nudnymi, płaskimi placami, a raczej ogrodami zabaw. Przykładem takich miejsc są naturalne place zabaw, Naturerfahrungsraum (przestrzenie doświadczania natury w Berlinie i innych niemieckich miastach) czy przygodowe place zabaw. 

Z drugiej strony „nieplac zabaw” jest też o tym, że nie wszystko musi być zaprojektowane. Że czasami lepiej wybrać się z dziećmi do lasu, bo to najlepszy naturalny plac zabaw na świecie.

Czy przekonywanie ludzi (decydentów i władz miejskich) do nieplaców zabaw jest trudne?

Podobno tak ;). Piszę podobno, ponieważ nigdy nie musiałam nikogo przekonywać. Do nas trafiają klienci, którzy szukają czegoś innego. Którzy mają dość tych klasycznych placów zabaw, o które Pan pytał wcześniej. Czasami mówią wprost – chcemy kuchnię błotną, ścieżkę bosych stóp, szałasy z wikliny. Czasami po prostu oddają przestrzeń w nasze ręce, bo wiedzą, że wykorzystamy jej potencjał. 

Ale wiem, że jest wiele osób, które chcą wprowadzić nieplace zabaw w swoich miejscowościach i spotykają się z oporem ze strony osób decyzyjnych. Stworzyłam dla nich minikurs „Nie chcę naturalnego placu zabaw, bo…”. Dostępny jest w zapisanych relacjach na Instagramie, na koncie @nieplaczabaw i w 106. odcinku podkastu Nieplac Zabaw.

Jakie są Wasze najbardziej spektakularne realizacje? Takie, z których jesteście najbardziej dumni?

Prawdę powiedziawszy najbardziej dumni jesteśmy z tych najmniej spektakularnych :). Mamy na koncie projekty, które są tłumnie odwiedzane – przy Plantach w Krakowie i na plaży Poniatówka w Warszawie. Ale najwięcej satysfakcji sprawiają mi takie projekty, w których mieliśmy niewielki budżet i trudny teren, a mimo to udało się coś fajnego zaprojektować. Cieszę się też z projektów, które robimy na zlecenie Miasta Poznania. Dzięki tej współpracy zaprojektowaliśmy 20 ogrodów przy przedszkolach samorządowych, które same nie mogłyby sobie pozwolić na zamówienie projektu. 

Czy każdy Nieplac Zabaw jest unikalny?

Tak, ponieważ projektując uwzględniamy kontekst miejsca – ukształtowanie terenu, roślinność, istniejące elementy. Zawsze też wybieramy temat przewodni – inspirujemy się historią lub nazwą miejsca, profilem instytucji, przy której powstaje. I tak zaprojektowaliśmy już Kosmiczne Kręgi Zabaw, Archeologiczny Ogród Zabaw, Karkonoski Plac Zabaw czy Kałużę, czyli miejsce do zabawy i nauki, inspirowane niewielkimi zbiornikami słodkowodnymi.

Czy wykształcenie architektoniczne przydaje się przy projektowaniu takich przestrzeni? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Problemem większości placów zabaw jest to, że w ogóle nie są projektowane. Zazwyczaj wygląda to tak – osoba odpowiedzialna za stworzenie takiego miejsca bierze katalog, wybiera urządzenia i rozrzuca je luźno na działce. W dobrym projekcie dobór urządzeń jest na samym końcu procesu. Analiza potrzeb, analiza terenu i uwarunkowań, podział na strefy funkcjonalno-użytkowe, wybór tematu przewodniego, dobór elementów podstawowych i uzupełniających, dobór roślinności, a wszystko to przy zachowaniu przepisów budowlanych i norm bezpieczeństwa… Projektowanie to złożony proces. Nie uważam, że studia są konieczne, aby projektować dobre place zabaw, ale zdecydowanie umiejętności z nich wyniesione to ułatwiają. 

Czy przy projektowaniu istotne są dla Was kwestie ekologiczne?

Od początku projektujemy naturalne place zabaw – z jednej strony są to miejsca, których budowa jest zdecydowanie przyjaźniejsza środowisku niż w przypadku plastikowych urządzeń na nawierzchni syntetycznej. Z drugiej strony – wiele naszych projektów ma wymiar edukacyjny, a to równie ważne w kontekście ekologii. W ostatnim czasie mieliśmy też okazję zaprojektować kilka ogrodów szkolnych w Poznaniu, w których zostały uwzględnione takie elementy jak ogrody deszczowe, łąki kwietne, zielone dachy czy rodzime zakrzewienia, w których schronienie mogą znaleźć liczne gatunki zwierząt. Za namową Urzędu Miasta Poznania należymy do grupy Connecting Nature – Nature-Based Enterprises.

Jak w Polsce wygląda projektowanie tradycyjnych placów zabaw? Czy są firmy, które zmonopolizowały tego rodzaju realizacje ze swoimi metalowo-plastikowymi zjeżdżalniami i huśtawkami? Jak wygląda konkurowanie z nimi?

Nie czuję, żebyśmy musieli z kimś konkurować. Jest sporo firm, które produkują urządzenia katalogowe i wiele osób, które wybierają najprostsze rozwiązanie – zamawiają urządzenia z bezpłatnym „projektem”. Są też jednak ludzie, którzy chcą czegoś innego, szukają niestandardowych rozwiązań. I jest ich więcej, niż jesteśmy w stanie obsłużyć. Dlatego właśnie zaczęliśmy działać w Internecie, prowadzić grupę i pisać książki. Współpracujemy też z architektami krajobrazu, których polecamy, gdy sami mamy za dużo zleceń. Można więc powiedzieć, że trochę sobie nawet tę konkurencję „hodujemy”. Ale to dobrze! W Polsce wciąż jest bardzo dużo do zrobienia, więc im więcej osób się tym zajmuje, tym lepiej.

Jak zaprojektować plac (lub nieplac) zabaw w taki sposób, żeby mógł on konkurować z internetem czy konsolami?

Są różne podejścia. Jedno z nich mówi, że place zabaw powinny przyciągać tym, co przyciąga dzieci. Niektórzy próbują więc wpleść w nie elektronikę lub włączyć w zabawę różne aplikacje. Jest też odwrotny trend – dajmy dzieciom to, czego nigdy nie dostaną siedząc na sofie przed ekranem – tor przeszkód, który jest wyzwaniem, zabawę w błocie, kontakt z żywiołami lub prawdziwymi narzędziami (np. na przygodowych placach zabaw). 

Wydaje mi się, że nigdy nie wygramy z cyfrowym światem, jeśli… będziemy z nim walczyć. Najlepiej tłumaczy to André Stern, który uważa, że aby zapobiec wsiąkaniu dzieci w świat wirtualny należy sprawić, że w świecie rzeczywistym również będą miały wpływ na swoje życie i otoczenie, że staną się bohaterami swojej historii. Bo właśnie tego dzieci szukają w grach czy filmach.

Jak wspominacie place zabaw ze swojej młodości?

Ja większość dzieciństwa spędziłam w lesie i na łąkach, wspinając się na drzewa i obserwując nartniki na stawach. Ukochanym placem zabaw Michała był „ten z rakietą” w Nowej Hucie w Krakowie. Czasami się śmiejemy, że w naszej pracowni jest podział – ja projektuję naturalne place zabaw, a on kosmiczne. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, skąd to się wzięło. 😉 

Czy macie jakiś feedback od użytkowników i użytkowniczek lub ich rodziców?

Czasami taki feedback dostajemy od właścicieli i dyrektorów przedszkoli. Lubimy też obserwować dzieci bawiące się na naszych placach zabaw (na które sami chodzimy ze swoimi pociechami). Najlepszy komentarz, jaki słyszeliśmy: „Fajny ten plac zabaw, ale… trudno będzie z niego dzieci wyciągnąć”. I jeszcze jeden, przeczytany w Internecie: ”Ten plac zabaw jest świetny. Tylko trzeba pamiętać, żeby zabrać 3 komplety ubrań na przebranie”. Słowem – nie ułatwiamy życia rodzicom!

Czy social media – grupa na Facebooku, Instagram, podcast – pomagają Wam? W jaki sposób?

Myślę, że idea nieplaców zabaw nie rozprzestrzyniłaby się tak szybko, gdyby nie media społecznościowe. Na naszej grupie jest ponad 13.000 osób, które dzielą się swoimi pomysłami, inspiracjami, zadają sobie pytania, pokazują fajne miejsca. Chętnie pokazujemy place zabaw, które sami zwiedzamy i testujemy, np. w naszym ukochanym Amsterdamie. Zdecydowanie te media, głównie podkast, pozwoliły nam rozwijać markę i naszą pozycję ekspertów. 

Jako wydawnictwo – lubię obserwować naszych autorów, kibicować im, odsyłać do nich. Jak wspomniałam, czuję że to jest kierunek, którym chcę teraz iść. W Internecie jest tak wiele treści. Czasami lepiej wykorzystać to, co już stworzyliśmy lub znaleźliśmy, zamiast produkować wciąż coś nowego. Dokładnie tak samo, jak z nieplacami zabaw. Nie wszystko musi być zaprojektowane. Czasem możemy skorzystać z gotowych rozwiązań (np. budując tunel pod pagórkiem użyć przepustu drogowego), a czasami wystarczy nic nie robić i zostawić dzieciom jak najwięcej swobody i natury.

Bartek Przybyszewski
Bartek Przybyszewski

Bartek Przybyszewski - dziennikarz, PR-owiec, miłośnik komiksów i filmów, student filmoznawstwa. Prowadzi bloga "Liczne rany kłute" (www.fb.com/liczneranyklute). Pisał m.in. dla Onetu, Gazety.pl, Wirtualnej Polski, Popmoderny.