fbpx

Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

“Nie chcę poświęcać charakteru mojego kanału dla zasięgów”- wywiad z Julianem Jelińskim

  z dnia: 16 stycznia 2023

– Nigdy nie patrzyłem na YouTube jako na platformę dla twórców. Dla mnie to była od zawsze platforma, która zarabia, a my – twórcy – próbujemy ją jakoś wykorzystać dla siebie. I albo w stu procentach łapiemy się na to, co algorytmy nam każą robić, albo próbujemy jakoś ślizgać się z nienajlepszymi wynikami lub szukając sponsorów – mówi Julian Jeliński z popkulturowego kanału YouTube „Brody z Kosmosu”.


Bartek Przybyszewski: Jak znajdujesz czas na pochłanianie tych wszystkich filmów, seriali i komiksów, które wychodzą obecnie – w czasach takiego popkulturowego prosperity?

Julian Jeliński: (śmiech) Wiesz, to zabawne, bo dokładnie to samo pytanie zadaję wszystkim innym dziennikarzom, blogerom i vlogerom w branży popkulturalnej. I różne są sposoby, niektórzy na przykład oglądają seriale z prędkością x2.

Mój sekret polega na tym, że nie jestem szczególnie serialowy. Skupiam się raczej na filmach, a jeśli już chwycę za serial, to niejednokrotnie po dwóch odcinkach mówię: okej, to na bok. (śmiech) To chyba sprawia, że jest mi zdecydowanie łatwiej.


Równolegle pracujesz na etacie?

Tak, z działalnością internetową łączę pracę na etat. Więc mój dzień z reguły wygląda tak: pies, praca, pies, druga praca, pies, spać.


Czy to w ogóle jest dziś możliwe, żeby nadążać za popkulturą?

Nie ma szans! Trzeba znaleźć swoją niszę. Ja nie wiem, jak funkcjonują ci youtuberzy, którzy komentują wszystko jak leci, włącznie z grami wideo, które potrafią trwać po 100-150 godzin. Kiedy wy to wszystko robicie, Chryste Panie? Najlepszą rzecz, jaką może zrobić ze sobą ktoś, kto zajmuje się popkulturą, jest przyznanie się przed samym sobą – już nawet nie przed odbiorcami – że jest pewna działka, na której się nie zna i nigdy znać się nie będzie.


A chciałbyś doprowadzić do sytuacji, w której pozbywasz się etatu, żeby robić tylko i wyłącznie kanał YouTube? Wiem, że ten wywiad mogą czytać twoi pracodawcy, ale…

Teoretycznie mógłbym próbować odejść od “zwykłej” pracy, ale… mam tu element pewnego psychicznego spokoju. Po prostu wiem, że nie muszę się martwić o to, że jeśli nie zgłosi się do mnie jakaś firma lub wideo będą miały marne wyniki, to w następnym miesiącu nie będę miał na jedzenie. Potrzebuję tego spokoju, który daje mi etat. Najpewniej gdyby kanał mi się rozwinął, to wciąż esencją byłoby dla mnie mieć ten grunt pod nogami.

Ale ponadto pracuję w marketingu internetowym. A na nim opiera się duża część popkultury internetowej. I marketingu jestem w stanie uczyć się obserwując strategie marketingowe wielkich korporacji odpowiedzialnych za filmy czy seriale.


Czyli masz synergię pomiędzy tym, co robisz na etacie i tym, co robisz w internecie?

U mnie to działa tylko w jedną stronę – doświadczenie z internetu wykorzystuję w pracy etatowej. I niektórzy już mnie nawet pytali: czemu nie wykorzystujesz wiedzy marketingowej do promowania kanału? Czemu robisz rzeczy niezgodne ze sztuką? 


To znaczy czego nie robisz?

Na przykład wiedziałem, że marketingowo przydałoby mi się recenzowanie polskich kinowych paździerzy, takich jak filmy Vegi. Nie ruszałem tego. Gdy wspólnie z Mateuszem Działowskim rozpoczęliśmy podcast skupiony na horrorach, to wiedzieliśmy, że w naszych warunkach to będzie nisza w niszy. Ale w drugą stronę jak najbardziej to działa – w biurze często wykorzystuję wiedzę uzyskaną na “Brodach z Kosmosu”.


Czemu nie wykorzystujesz trików marketingowych na kanale?

Bo od samego początku przyświecało mi to, że ja nie chcę poświęcać charakteru mojego kanału dla zasięgów. Z jednej strony wszyscy za nimi gonimy, ale ja mam jakieś takie durne blokady czy granice, których wolałbym nie naruszać.

YouTube stał się legalnym źródłem zarobku dla mnóstwa osób. Mam znajomych, którzy zarabiają wyłącznie jako youtuberzy. I to niesie ze sobą konsekwencje. Z jednej strony jest to słynne “Audience Capture” – wszyscy o tym powtarzają od roku czy dwóch, choć może jeszcze nie w Polsce. W sensie: robisz materiał, który zaczyna się podobać. Widzisz te wyniki, więc zaczynasz robić więcej i więcej takich materiałów.

Niestety często dotyczy to materiałów, które są promowane przez algorytmy. A zatem: ekstremalnych, bardzo agresywnych, rasistowskich, homofobicznych. Jeśli ktoś twierdzi, że YouTube, Facebook czy Twitter z tym walczą – to ja twierdzę, że to nieprawda. Ilość zysków, które twórca może uzyskać tworząc tego typu “ślizgające się” na granicy dobrego smaku treści, w stosunku do ryzyka, które poniesie – to jest zupełnie niewspółmierne. Większości tych osób się to zwyczajnie opłaca. Jest w Polsce jeden youtuber, który w kontekście serialu “Pierścienie władzy” kręcił rasistowskie treści, i między innymi dzięki temu uzyskał dziesiątki tysięcy subskrybentów. Pierwsze duże podbicie zasięgów miał, gdy nakręcał hejt na “Wiedźmina” od Netflixa. A jak przejrzysz jego materiały sprzed dwóch czy trzech lat, to to jest zupełnie inny człowiek! I teraz pytanie: czy on sprzedał jakieś swoje wartości dla zasięgów, czy może YouTube pomógł mu odkryć pokłady jakichś głęboko schowanych poglądy?

Ja wciąż robię treści o komiksach, które nie dość, że są niezwykle mało popularne, to jeszcze dobijają mój kanał “w oczach” algorytmu. Wiem o tym, ale sprawia mi to zbyt dużą radość, żeby tego nie robić. W Stanach obecnie rozwija się nowy model, w ramach którego ucieka się z YouTube’a, żeby wrzucać filmy na swój serwer. To pozwala ludziom tworzyć nieco inne treści. Może to prędzej czy później stanie się rozwiązaniem, choć pomoże to jedynie największym, wielomilionowym kanałom. Mniejsi twórcy nie będą w stanie takiego przedsięwzięcia utrzymać.


Coraz więcej youtuberów twierdzi, że YouTube ich wypala.

Moim zdaniem jest pod tym względem coraz gorzej. Ale i tu należy spojrzeć marketingowo i spróbować odpowiedzieć na pytanie: dlaczego tak jest? W tym momencie YouTube i Meta mają jeden główny cel: zniszczyć TikToka. Bo to dla nich ogromne zagrożenie. I te korporacje próbują to zrobić, wykorzystując pozycje monopolistów. A że TikTokowi już raz – w 2021 roku – udało się przebić Google’a w liczbie wejść na stronę, to nie dziwota, że Google mówi: “Okej, trzeba coś z tym zrobić”. W związku z tym mamy ciśnienie na szorty, rolki, na monetyzację krótkich treści.

Moim zdaniem jest więc gorzej. Ale nie odczuwam tego jako czegoś anty-twórczego. Bo nigdy nie patrzyłem na YouTube jako na platformę dla twórców. Dla mnie to była od zawsze platforma, która zarabia, a my – twórcy – próbujemy ją jakoś wykorzystać dla siebie. I albo w stu procentach łapiemy się na to, co algorytmy nam każą robić, albo próbujemy jakoś ślizgać się z nienajlepszymi wynikami lub szukając sponsorów na zewnątrz.

I tu niestety muszę odnieść się do polityki, ale… cóż, istnieją kanały, za którymi stoją ogromne pieniądze pomimo tego, że nie stoi za nimi prawdziwa społeczność. To jest właśnie ten element polityki łączącej się z popkulturą. Bardzo bogaci ludzie za to płacą, bo zauważyli, że tak jak kiedyś opłacało się trzymać w garści redakcję gazety i płacić za jej straty, tak teraz opłaca się opłacać youtubera i robić mu wyniki. Bo efekt ma ogromny wpływ na społeczeństwo. Pieniądz przychodzi z zewnątrz i nie przejmuje się wynikami, bo zyski długoterminowe są wyższe niż straty wynikające z – powiedzmy – kupowania youtubera.


Czy dostrzegasz jakąkolwiek szansę na zmianę takiego stanu rzeczy?

Nie wierzę w to. Może teraz zabrzmię jak filozof, ale pozwolę sobie skorzystać ze swoich studiów. (śmiech)

Nowoczesna, amerykańska demokracja była tworzona z takim założeniem, że obywatele muszą być dobrze poinformowani. Chodziło przynajmniej o tych 5-10 procent Amerykanów, którzy będą na bieżąco chociażby z porządną prasą. I to założenie umarło wraz z internetem. Internet tak bardzo nas przebodźcował i zmienił postrzeganie świata, że funkcjonowanie demokracji jest utrudnione. Ta pierwotna koncepcja nie była przygotowana na sieć. Obecnie ludzie głosują, nie będąc dobrze poinformowanymi. I nie jesteśmy w stanie prowadzić dyskusji, bo inaczej odbieramy rzeczywistość. Widzimy, czujemy i słyszymy różne rzeczy. Więc nie wierzę już teraz w powolne zmiany. To wszystko musi pieprznąć. Pod tym względem jestem pesymistą.

To nie znaczy, że jestem przeciwnikiem demokracji. W żadnym wypadku! Po prostu narzekam na jej nieefektywność i ograniczenia, powtarzając obawy Tocqueville’a, gdy pisał “O demokracji w Ameryce”.


A czy YouTube sam nie dostrzega, że istnieje niebezpieczeństwo, że zmieni się w ściek? W tabloid?

To jest perspektywa, którą słyszę często w odniesieniu do TikToka od osób po trzydziestce. (śmiech) Że TikTok jest ściekiem i ewentualnie można się ratować treściami z YouTube’a. Wydaje mi się, że jeśli jesteś zasięgowym twórcą, to prędzej czy później dotknie cię to, jakim bagnem potrafi być YouTube, jak dużo tam agresji, jak dużo właśnie ścieku. Dopóki ci się to nie wydarzy, to może ci się wydawać, że jest w porządku. Dla widzów – z zewnątrz – wszystko może wyglądać okej.

My byśmy chcieli nałożyć zasady etyczne na korporacje, ale to niemożliwe. Korporacja posługuje się logiką zysku lub jego braku, liczbami wyświetleń, zadowoleniem akcjonariuszy – a nie moralnością. Więc to nie jest tak, że YouTube jest zły – on po prostu gra według kapitalistycznych reguł. I moim zdaniem nic się nie zmieni, dopóki nie zostaną podjęte decyzje na poziomie państwowym. Musimy ostro rozliczać za mowę nienawiści – tak jest w Wielkiej Brytanii, gdzie nie ma wstępu dla osób głoszących, którym zdarzało się propagować niedopuszczalne poglądy. Może się to kojarzyć z cenzurą – ale moim zdaniem to po prostu ponoszenie odpowiedzialności za własne słowa. To jedyna skuteczna droga, bo algorytm nas nie uratuje.

Bartek Przybyszewski
Bartek Przybyszewski

Bartek Przybyszewski - dziennikarz, PR-owiec, miłośnik komiksów i filmów, student filmoznawstwa. Prowadzi bloga "Liczne rany kłute" (www.fb.com/liczneranyklute). Pisał m.in. dla Onetu, Gazety.pl, Wirtualnej Polski, Popmoderny.

Odbierz wartościowy bonus przy zapisie do newslettera!

Wzór biznesplanu książki dla selfpublishera na 12 miesięcy! Będziemy Ci także regularnie (co wtorek) wysyłać ciekawe inspiracje dotyczące świata twórców online.

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane w celu obsługi newslettera przez IMKER spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością (dawniej „IMKER KRZYSZTOF BARTNIK”) z siedzibą w Zamościu, ul. Szczebrzeska 55A, 22-400 Zamość, KRS: 0000967893, na zasadach opisanych w polityce prywatności. W każdej chwili możesz zrezygnować.

    Twoje dane są u nas bezpieczne. 🛡️