Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

„Dla własnego serwisu odszedłem z korporacji”. Rozmowa z Grzegorzem Ostrowskim, twórcą MniamMniam.pl

  z dnia: 26 kwietnia 2021

 

Nasze ebooki stały się tak popularne i tak bardzo spodobały się ludziom, że wydaje się, iż będziemy mieć ten komfort, by dokładniej wybierać zlecenia reklamowe, które chcemy podjąć – o swojej pasji do gotowania i tajnikach swojego biznesu opowiada Grzegorz Ostrowski, twórca i założyciel MniamMniam.pl, jednego z najstarszych i największych serwisów kulinarnych w Polsce.

Za MniamMniam.pl od samego początku stoi Grzegorz Ostrowski wraz ze swoim zespołem. Z początku serwis – jeszcze pod inną nazwą – powstał dla przyjaciół i znajomych, by dzielić się z nimi przepisami. Po kilku latach Grzegorz zrezygnował z pracy w korporacji i całkowicie zaangażował się w rozwój MniamMniam.pl. Wraz ze wspólnikiem przez kilkanaście lat prowadzili sklepy internetowe powiązane z marką. Od początku 2018 r. Grzegorz skupia się już wyłącznie na rozwoju serwisu i społeczności MniamMniam.pl.

Co miesiąc stronę odwiedza ponad milion unikalnych użytkowników. Sam fanpage na Facebooku to ponad 700 tys. fanów, niemal 42 tys. obserwujących na Instagramie, prawie 21 tys subskrybentów na kanale YouTube. Z początkiem 2020 r. Grzegorz zaczął wydawać i sprzedawać ebooki oraz książki z autorskimi przepisami, których nie ma na stronie.


Jakie były same początki MniamMniam.pl?

Od zawsze lubiłem gotować. Znajomi prosili mnie o przepisy. Potem zaczęli polecać mnie swoim znajomym. Dostawałem sporo telefonów i maili. Lubię się dzielić swoimi przepisami, więc się nimi dzieliłem, ale w pewnym momencie otrzymywałem tak dużo pytań, że przestałem wyrabiać. Zwłaszcza, że część z nich brzmiała mniej więcej tak: „Grzesiek, kupiliśmy jakieś mięso, jak mamy je upiec?”. Albo: „Robimy grilla, weź podrzuć kilka przepisów na sałatki”. Nie mówiąc już o ludziach, którzy urządzali urodziny, imieniny czy komunię i prosili o ułożenie pełnego jadłospisu i spisanie wszystkich przepisów.

Dawałeś radę wszystkim odpisać?

Nie byłem w stanie, bo pracowałem na etacie i miałem rodzinę. Ktoś mi doradził żebym zrobił spis swoich przepisów, umieścił je na stronie internetowej i tam odsyłał zainteresowanych.

Dziś to oczywiste rozwiązanie, ale my mówimy tu o 2001 roku… W świecie internetu to prehistoria.

To prawda. Moja pierwsza strona powstała na systemie, który nazywał się Fabryka Onet. Tam właśnie została utworzona domena gotowanietosztuka.onet.pl, gdzie zacząłem wrzucać przepisy. Po kilku miesiącach okazało się, że generuje ona taki transfer danych, że Onet zaproponował mi, żebym poszedł gdzie indziej… (śmiech) Powstała nowa strona, już pod własną domeną – MniamMniam.pl. Ze względu na dużą liczbę użytkowników, jej utrzymanie sporo mnie kosztowało. Sam koszt serwera pochłaniał znaczną część mojej ówczesnej pensji w korporacji. W pewnym momencie stanąłem przed dylematem – rozwijać to dalej czy zamknąć? Zaryzykowałem i postanowiłem mocniej zainwestować w serwis.

Kiedy zdecydowałeś się zacząć zarabiać na serwisie, żeby pokryć koszty jego utrzymania?

Przez pierwsze dwa lata wkładałem w serwis własne pieniądze i zupełnie nie myślałem o zarabianiu. To było hobby, które dawało mi dużo funu. MniamMniam.pl, a wcześniej Gotowanietosztuka, wygrywał różne internetowe rankingi, konkursy i zestawienia, co też dodatkowo motywowało. W tamtym czasie byłem numerem jeden w branży przepisów online. Po 2-3 latach istnienia MniamMniam.pl zacząłem sprzedawać pierwsze reklamy oraz z czasem realizować większe kampanie reklamowe z dużymi firmami. Nie ukrywam, że to były duże faktury. Nie spodziewałem się tego.

Pracowałeś wtedy jeszcze normalnie na etacie?

Przez pierwszych kilka lat istnienia MniamMniam.pl pracowałem na etacie. Prowadzeniem wyłącznie serwisu zajmuję się od mniej więcej 2005 r. Miałem wówczas wspólnika, z którym dodatkowo prowadziliśmy sklep internetowy.

Sprzedawaliście w nim produkty do gotowania?

Tak. Właściwie to mieliśmy dwa sklepy: jeden przy serwisie MniamMniam.pl oraz drugi pod adresem AleDobre.pl. Niespecjalnie lubiłem e-commerce. Niewątpliwie byłem fachowcem i myślę, że nadal nim jestem. Natomiast nigdy mnie to za bardzo nie interesowało. Po prostu tak rozwinął się wówczas biznes z moim wspólnikiem. Okazało się, że idzie nam bardzo dobrze, więc przez dobrych kilka lat inwestowaliśmy w niego 99 proc. czasu. W pewnym momencie uznałem, że jeżeli chodzi o e-commerce zrobiłem już wszystko, co było możliwe. Postanowiłem zająć się tym, co najbardziej lubię. Zostawiłem wspólnikowi sklep, a sam zająłem się “Mniamem”. Pod koniec 2017 r. mój wspólnik przejął e-commerce, a ja – serwis kulinarny.

Od tego momentu mija prawie 3,5 roku. W jaki aspekt swojej twórczości oraz biznesu inwestujesz obecnie najwięcej czasu i pieniędzy?

Najwięcej czasu inwestuję w jeżdżenie na rowerze po świecie (śmiech). To sprawia, że przychodzą mi nowe pomysły do głowy. Teraz, w czasie pandemii, niestety wszystkie wyprawy musiałem przesunąć. Mam kilka planów na ten rok, ale wszystko jest pod wielkim znakiem zapytania.

Te podróże przynoszą ci inspiracje?

Tak, a także trochę oddechu. Rower otwiera mi głowę, pomaga znaleźć inspirację na nowe przepisy. Mój serwis jest o jedzeniu i gotowaniu, wolę gotować niż jeść. Gotowanie kocham, a jedzenie służy po prostu temu, by mieć dużo energii, być zdrowym, mieć dobry humor, uśmiechać się do ludzi.

Cały czas tworzymy dużo nowych treści. Budujemy relacje ze swoją społecznością, przede wszystkim na Facebooku i Instagramie. Ze względu na to, że moja grupa docelowa nie do końca pokrywa się z grupą odbiorców YouTube’a, to jest to medium, które nieco mniej rozwijamy. Wychodzimy z takiego założenia, że inwestujemy czas, pieniądze i energię tam, gdzie możemy uzyskać największe zyski i w czym jesteśmy najlepsi. W naszym przypadku jest to nasza społeczność na Facebooku i Instagramie oraz oczywiście content w serwisie.

Obecnie na Facebooku masz ponad 700 tys. fanów, bardzo aktywnych. Do tego miesięcznie Twój serwis odwiedza około miliona użytkowników…

MniamMniam.pl to serwis ściśle kulinarny. Immanentną cechą takich stron jest to, że użytkownicy wchodzą po konkretną treść. Nawet 70 proc. wejść na moją stronę jest z Google. Pozostały ruch pozyskujemy z mediów społecznościowych, szczególnie z Facebooka. Jest kilka większych fanpage’y kulinarnych, jeśli chodzi o liczbę obserwujących. Natomiast jeżeli chodzi o zaangażowanie fanów, to jesteśmy bezwzględnie numerem jeden.

Ile osób, oprócz ciebie, jest jeszcze zaangażowanych w rozwój MniamMniam.pl?

Nad “Mniamem” pracuje jakieś 7-8 osób. Są to dwie osoby na etacie – redaktorki, a pozostali to stali współpracownicy: osoba, która odpowiada za kontakt z reklamodawcami, informatyk, graficy i fotografowie. Z uwagi na to, że realizujemy różne projekty, głównie reklamowe, a od niedawna także wydawnicze, to czasem angażujemy do współpracy więcej osób, a czasem mniej.

Reklamy są wciąż Waszym głównym źródłem dochodów. Poza tym sprzedajesz też własne ebooki i książki. Czy rozważasz zaoferowanie np. płatnego, zamkniętego dostępu do ekskluzywnych treści dla części klientów?

Mieliśmy już taki etap rozwoju serwisu, kiedy MniamMniam był serwisem zamkniętym – żeby mieć dostęp do treści należało wykupić abonament. Byliśmy jednym z pierwszych serwisów w Polsce, które oferowały ekskluzywne treści za pieniądze. Od samego początku stawiam na dywersyfikację dochodów, więc testujemy różne modele biznesowe. Największe dochody mamy z różnego typu reklam – displayowych, które wyświetlają się automatycznie, czy specjalnych kampanii reklamowych. Na przykład niedawno skończyliśmy dużą kampanię zimową dla firmy Hortex. Teraz sporo inwestujemy w autorskie ebooki i książki.

Skąd pomysł, by zacząć wydawać ebooki i książki?

Pierwszą próbę wydania ebooka podjęliśmy jeszcze przed pandemią, na samym początku 2020 r. i nie był to wówczas jakiś sukces. Koszty produkcji były ogromne i wydanie zwróciło się dopiero po dłuższym czasie. A nie będę ukrywał, że jestem przyzwyczajony do szybkich akcji, gdzie od razu widać efekty. Dziś już wiem, że zabraliśmy się do tego od złej strony. Obecnie, po wydaniu 15 ebooków i dwóch książek drukowanych, cały proces wydawniczy mamy znacznie lepiej dopracowany.

Od zawsze przywiązywałem ogromną wartość do jakości. Moje przepisy są dopracowane, napisane poprawną polszczyzną, a wszystko jest opisane krok po kroku tak, aby nawet ktoś, kto zupełnie nie ma doświadczenia w kuchni, mógł przygotować coś, co będzie nadawało się do zjedzenia. Poza tym zawsze dbamy o jakość zdjęć. Staramy się, żeby były naturalne. Robimy małą korektę w Photoshopie, ale jest to korekta, a nie poprawianie. Gotujemy, fotografujemy i jemy.

W marcu powstał pomysł na drugiego ebooka „Zdrowie z pudełka” – chodziło o pudełka, które możemy zabrać do pracy. Okazał się ogromnym hitem, mimo że zaczęliśmy go sprzedawać w momencie, gdy na dobre zaczęła się pandemia. Dużo ludzi siedziało w domach, więc po prostu zmieniliśmy nieco przekaz, że są to również przepisy na szybkie domowe obiady na czas pracy zdalnej. Ten ebook odniósł tak duży sukces, że we wrześniu ubiegłego roku przygotowaliśmy jego rozbudowaną wersję książkową. Ona również okazała się być hitem.

Czy w wydawaniu własnych ebooków i książek widzisz przyszłość MniamMniam.pl?

To jest sposób na dywersyfikację naszych przychodów. Natomiast nasze ebooki stały się tak popularne i tak bardzo spodobały się ludziom, że wydaje się, iż będziemy mieć ten komfort, by dokładniej wybierać zlecenia reklamowe, które chcemy podjąć.

Co uważasz za swój największy sukces? Z czego jesteś najbardziej dumny po tych prawie 20 latach prowadzenia własnego serwisu?

Jestem dumny z tego, że w milionach polskich domów obiady, posiłki świąteczne przygotowuje się z “mniamowych” przepisów. Miliony osób przestały gotować bigos, a zaczęły go piec w piekarniku. Miliony osób ograniczyły cukier i tłuszcz, a zaczęły jeść więcej warzyw i owoców. Jednak najbardziej cieszy mnie to, że mnóstwo osób zaczęło się ruszać – chodzić na kijki, jeździć na rowerze, pływać na basenie, ćwiczyć jogę czy pilates. Bardzo mnie cieszy, kiedy ludzie piszą do mnie, że dzięki MniamMniam.pl zaczęli inaczej gotować i się ruszać. Zachęcam wszystkich do jedzenia mniejszej ilości mięsa i cukru. W swoich kanałach promuję zdroworozsądkowy tryb życia – taki, który pozwala po prostu cieszyć się życiem, gdzie jest miejsce zarówno na ciacho czy koktajl z cukrem, jak i na sałatkę z zielonych warzyw. Myślę, że moim największym sukcesem jest to, że wiele osób pod wpływem “mniamowych” przepisów może bardziej cieszyć się życiem, uśmiechać, czuć się lżej, być życzliwym dla innych osób. Poza tym ważne jest dla mnie, żeby moi pracownicy i współpracownicy byli zadowoleni. Zawsze prowadziłem biznes, prowadzę i będę prowadził etycznie.

Zuzanna Szybisty
Zuzanna Szybisty

Zuzanna Szybisty - ekspertka ds. komunikacji. Lubi rozmawiać z ludźmi i czytać książki o pisarkach. Współzarządzająca agencją PR Profeina, współzałożycielka portalu Briefly. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i Polskiej Szkoły Reportażu.