
– Dla mnie celem jest zbudowanie takiej grupy osób, które stwierdzą, że nawet, jeśli nie wiedzą, kim jest dany gość, to posłuchają, bo lubią Imponderabilia. To tworzy nade mną nowy obowiązek: żeby prowadzić rozmowy tak, że nawet jeśli nie słyszałeś wcześniej o danej osobie, to i tak każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie – mówi Karol Paciorek, współprowadzący “Lekko Stronniczych” i prowadzący talk-show o nazwie “Imponderabilia”.
Bartek Przybyszewski: Kiedy zauważyłeś, że posiadasz umiejętność mówienia tak, by ludzie chcieli cię słuchać?
Karol Paciorek, „Lekko Stronniczy”, „Imponderabilia”: Chyba już w szkole. Zawsze byłem leniem i leserem. A ponieważ potrafiłem grać na gitarze i śpiewać, to często angażowałem się w jakieś szkolne wydarzenia – koncerty, apele, kabarety, akademie. Obstawialiśmy z koleżanką i kolegą każdą okazję. A to się zawsze wiąże z tym, że zawsze masz trochę lepiej u nauczycieli. Dostajesz więcej wolnego, bo tu trzeba zrobić próbę, panie psorze, tam trzeba rozstawić scenografię… Nie starałem się jakoś bardzo, nie planowałem kariery muzycznej ani nic. Ale też nikt nie cierpiał w trakcie moich występów.
Na YouTubie zaczynałeś od opowiadania o swojej pasji fotograficznej.
To prawda. To był dobry moment na tego typu treści – osoby zajarane zdjęciami prowadziły fotoblogi o nazwach takich jak “imię+nazwisko+photography”. Ja też takiego miałem. Było nas niewielu, bo też nie wszystkie telefony miały wysokiej jakości aparat. A dziś? Każdy jest fotografem. I chyba wszyscy przeżarliśmy się kulturą obrazkową.
Czy wtedy, gdy zajmowałeś się fotografią na YouTubie, myślałeś o tym, że rozwinie ci się to w karierę?
Cóż, byłem fotografem weselnym. (śmiech) Nie pamiętam, żebym planował biznesowo karierę internetową. Poznaliśmy się z Włodkiem Markowiczem, polubiliśmy się wzajemnie i stwierdziliśmy, że należałoby porobić coś jeszcze. A ponadto ta formuła gadania o fotografii się wyczerpała – zrobiliśmy 21 odcinków i nie za bardzo widziałem to dalej.
Pamiętam natomiast, że mocno patrzyłem na Stany, gdzie content wideo powoli wybijał się i zaczynał tworzyć gwiazdy. U nas też to się powoli działo – blogerzy czy vlogerzy trafiali do telewizji czy do prasy. Ale czy ktoś wtedy myślał o reklamach? Raczej nie. Dla mnie naturalnym paliwem było to, że ktoś to w ogóle oglądał. Społeczność mnie napędzała. Ja nie jestem człowiekiem, który potrafi wybiegać myślami zbyt mocno do przodu.
Wspomniałeś o blogerach, którzy wtedy byli kimś znaczącym w polskim internecie. Dziś ogromna część z tych osób zniknęła, zasięgowo nie ma szans równać się z twórcami audio czy wideo.
Gusta ogólnoświatowo poszły w stronę wideo. Pozwoliła na to technologia – pojawienie się smartfonów, nielimitowany internet. Ja się czasem nawet łapię na tym, że poczytałbym jakiś fajny tekst w internecie, na jakimś blogu albo w social mediach, ale chyba nie wiedziałbym, gdzie mam szukać.
W pewnym momencie w internecie kluczowa okazała się umiejętność mówienia do mikrofonu i do kamery. Popularny 15-20 lat temu bloger Kominek zupełnie poległ na YouTube. Jego popularność szybko topniała.
Tak. Osoby, które chciały robić coś w internecie, ale opornie szła praca z obiektywem i mikrofonem, miały problem.
Kilkanaście lat temu youtuberom nie było po drodze z telewizją, twórcy czasem ostentacyjnie robili coś antytelewizyjnego. A później zaczęło się to zmieniać i ludzie świadomie przyjmowali telewizyjne formaty – ty i Gimper zrobiliście talk show, Abstrachuje w pewnym momencie przypominali telewizyjny kabarecik, ekipa Friza tworzy coś na kształt reality show w wielkim domu – trochę jak “Big Brother”.
Bo formaty telewizyjne z jakiegoś powodu działały i działają. Ludzie “z internetu” to zauważyli i zaczęli przeć w tym kierunku. Ale my nigdy telewizją nie będziemy, bo te formaty kreatywnie przetwarzamy – często z przyczyn budżetowych. Na YouTubie to zawsze będzie klimat małego studia albo gościa latającego po domu z lustrzanką, a nie z kamerą i udźwiękowieniem. Moje Imponderabilia to oczywiście talk-show, ale kiedy ostatnio w telewizji widziałeś 5-godzinną, nie ciętą rozmowę? Więc wszystko tkwi w tym twiście, który trzeba odpowiednio wymyślić.
Jak wspominasz relacje pomiędzy internetem i medialnym głównym nurtem w czasach, w których zaczynałeś?
Z mojego punktu widzenia te dwa światy się przenikały. Dość wcześnie poznałem Radka Kotarskiego, a on bardzo szybko zaczął bywać w telewizji. Zaczął w 2012 roku i już 3 lata później dało się go na małym ekranie zobaczyć.
Ja pamiętam, że początkowo dla youtuberów wyjazd do śniadaniówki to była duża nobilitacja. I wszyscy chętnie to robili, nawet jeśli trzeba było jechać przez całą Polskę do Warszawy, żeby pokazać się przez 5 minut na wizji.
Wspomniałeś o Radku Kotarskim, ale ty też dość wcześnie miałeś swój program. Współprowadziłeś “Musisz to mieć” w HGTV.
Tak. I choć z początku wydawało mi się, że może to być dla mnie alternatywna ścieżka kariery, to szybko okazało się, że chyba tak się nie stanie. Że jedyne, co mnie może realnie czekać, to robienie takiego programu przez wiele sezonów z nadzieją na to, że w końcu będzie tam dla mnie coś rozwojowego. W tym świecie jest tak, jak chyba w każdej korporacji: jesteś sobie w jakimś miejscu, masz jakieś umiejętności, ale gdzieś tam na końcu jest zawsze ktoś, kto jest nad tobą. I kto może, ale nie musi dać ci możliwości robienia czegoś więcej.
Dlatego poszedłeś na swoje i zrobiłeś własny talk-show, Imponderabilia?
Mniej więcej. Zacząłem to robić na fali podcastów, zainspirowany postaciami takimi jak Joe Rogan. Koncepcja była taka, żeby długo rozmawiać i nie robić cięć. Brak montażu to do dziś reguła, nie licząc odcinków z partnerami.
Jak początkowo reagowali na to goście, przyzwyczajeni do montażu telewizyjnego i krótszych formatów?
Nienajlepiej. “Bez cięć?” – pytali. – “I ile będziemy rozmawiali?”. Czasem pytali o to sami zainteresowani, a czasem menadżerowie. Oczywiście jeśli ktoś mnie bardzo prosi o wycięcie czegoś, to nie ma problemu… ale tylko pod warunkiem, że szybko po nagraniu dostanę taką prośbę. A rok temu z Fabijańskim miałem sytuację, w której “autoryzacja” przyszła już po publikacji. Usunąłem więc cały wywiad.
Nie bałeś się, że ludzie zaczną mniej chętnie przychodzić?
Nie, absolutnie. Co więcej: wtedy przez chwilę media bardzo chętnie pisały o Imponderabiliach. W ogóle nie czuję takiej presji, że jeśli coś złego stanie się z którymś odcinkiem, to zrujnuję sobie format. Przeprowadziłem setki rozmów i wiem, że nie da się każdej przeprowadzić na równie wysokim poziomie. Zawsze będą te najlepsze, te takie “okej” i część takich, z których część słuchaczy będzie mniej zadowolona.
A jak chętnie przychodzą do ciebie głównonurtowi celebryci?
Ja najczęściej czekam na moment, w którym sami chcą do mnie przyjść – na przykład kiedy wypuszczają nową płytę albo wydają książkę. Wtedy zdecydowanie łatwiej się rozmawia.
Czemu ludzie oglądają Imponderabilia? Bardziej dla gości czy bardziej dla tego wspólnego mianownika wszystkich odcinków, czyli Paciorka?
Dobre pytanie. Dla mnie celem jest zbudowanie takiej grupy osób, które stwierdzą, że nawet, jeśli nie wiedzą, kim jest dany gość, to posłuchają, bo lubią Imponderabilia. To tworzy nade mną nowy obowiązek: żeby prowadzić rozmowy tak, że nawet jeśli nie słyszałeś wcześniej o danej osobie, to i tak każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.
Trochę tak to działa z amerykańskimi Late Shows – moim ulubionym prowadzącym był zawsze Craig Ferguson. Obejrzałem setki odcinków jego programu i szczerze? W większości przypadków nie miałem pojęcia, kim są goście, bo Ferguson leciał tak późno, że przychodzili do niego głównie jacyś trzecioligowi aktorzy z niszowych seriali. Ale rozmowy były tak udane, że oglądałem je jak leci.
Równolegle z Imponderabiliami współprowadzisz Lekko Stronniczych – format, w ramach którego jesteś kimś zupełnie innym. Myślisz czasem o tym, że to może wprowadzać zamęt w głowach twoich fanów? Postrzegasz w ogóle siebie przez pryzmat myślenia o marce osobistej?
Jestem kiepski w takim wizerunkowym myśleniu o sobie. Faktycznie teraz wygląda to tak, że najpierw mówię żart o pierdzeniu w LS, a chwilę później rozmawiam z politykiem w Imponderabiliach. Mi się to podoba, ale wiem, że to nie zgrywa się z takimi książkowymi sposobami budowania wizerunku. Wielu osobom to zupełnie nie klika.
Niemniej: dawno nie byłem tak zadowolony ze swojej sytuacji życiowej. Mam na myśli to, że robię jednocześnie Imponderabilia i Lekko Stronniczych. Bo teraz czuję, że moje życie nie składa się ani wyłącznie z jajcowania, ani wyłącznie z bycia poważnym. Czuję, że pokazuję się w internecie takim, jakim jestem w rzeczywistości. To dwa różne Paciorki, ale oba istnieją równolegle.
A propos Lekko Stronniczych: jak to się robicie, że prowadzicie ten sam format w duecie od tylu lat i jeszcze nigdy się nie pobiliście?
A widzisz, to nasza tajemnica… (śmiech) Myśmy tę rozmowę mieli z Włodkiem sto lat temu – stwierdziliśmy, że mamy jakąś taką chemię, której wiele innych ekranowych par w ogóle nie ma. Bardzo długo docieraliśmy do tego, czym tak realnie ta chemia jest i na czym polega.
Ty mówisz więcej niż Włodek.
Tak, ale bez Włodka ten format nie istnieje.
On jest bardziej charakterystyczny wizualnie niż ty.
Oczywiście, to też jest ważne. Ten format i jego sukces składa się z wielu takich małych elementów. Ale najważniejsze jest to, że wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. Bez tego nie dalibyśmy rady zrobić 1700 epizodów.
Jesteś jednym z najdłużej tworzących bez przerwy twórców na YouTubie. Jak myślisz, co czeka ciebie i innych twórców z twojego pokolenia? Będziecie powoli wycofywali się z YouTube’a? A może ktoś was będzie wypierał?
Ciężko przewidzieć. Równie dobrze YouTube tak może namieszać w algorytmie, że starsi twórcy będą mieli gigantyczne problemy z dotarciem do widzów. Dlatego niczego nie planuję. Bo nie wiem nawet, co będzie za pół roku. Jak mówiłem: jestem mega zadowolony z tego, co jest, a jak będzie? Się zobaczy.
Przejmujesz się czasem, że ze swoim stylem bycia czy poczuciem humoru nie trafiasz do młodszych pokoleń?
Nie. Wiem, ile mam lat i nie będę świrował, że jestem dzieciakiem. W wieku 36 lat nie jestem jeszcze ani Mazurską Nocą Kabaretową, ani Frizem. Więc nie będę z nim konkurował o młodsze pokolenie widzów.
