Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

Płatne newslettery jako pomysł na produkt dla twórców – co warto wiedzieć?

  z dnia: 17 maja 2021

Poniższy wpis powstał na podstawie e-maila wysłanego wcześniej tylko do subskrybentów newslettera IMKER.

Zapisz się », by otrzymywać ciekawe informacje ode mnie dla Twórców, zanim zostaną opublikowane na blogu!

W ostatnim czasie obserwuję na Zachodzie swego rodzaju wysyp płatnych newsletterów. To nowa forma dostarczania ciekawych treści dla odbiorców i zarabia dla Twórców. Niektórzy z powodzeniem stosują już ten model w Polsce… Według mnie jest w nim sporo potencjału, kluczowa kwestia to umiejętne podejście do całego zagadnienia.

Poniżej zebrałem „wiedzę na start” dotyczącą płatnych newsletterów. Chcę szybko wprowadzić Cię w ten temat, omówić plusy i minusy tego formatu oraz pokazać, jak wykorzystać już istniejące oprogramowanie (np. nasz SalesCRM) do stworzenia płatnego newslettera dla siebie.


Wprowadzenie do tematu płatnych newsletterów

Zacznijmy od tego, że pomysł płatnych newsletterów nie jest nowy. Na Zachodzie są firmy, które z powodzeniem stosują go od dawna.

To swego rodzaju prenumerata treści przygotowanych dla odbiorców. Coś jak prenumerata magazynu, tylko jego forma jest cyfrowa, zamiast wydań drukowanych.

Rozwój narzędzi w ostatnich miesiącach sprawia jednak, że uruchomienie tego typu produktu jest bardzo proste i polecam Ci zastanowić się, czy nie stworzyć takiego newslettera dla swojej społeczności.

Ważne! Poniższy opis zadziała lepiej, gdy już sam prowadzisz swój newsletter. Jeżeli go jeszcze nie masz, to zacznij od jego uruchomienia!


Płatne newslettery na Zachodzie

Zacznijmy od przykładów z amerykańskiego rynku 🇺🇸

Ciekawe treści dotyczące rynku nowych technologii prezentowane są w ramach Lenny’s Newsletter. Jego autor posiada bazę niemal 45 tys. odbiorców, z czego ponad 3200 osób płaci za dodatkowe płatne materiały czy wydania.

Newsletter rośnie bardzo dynamicznie, bo rok temu mniej więcej o tej porze te liczby były znacznie mniejsze – 13 tys. odbiorców i ok. 300 płacących klientów.

źródło

W tematach e-commerce obserwuję np. Dana Frommera i jego The New Consumer. Dan posiada tylko płatną wersję newslettera i promuje plany 200 dolarów / rok dostępu lub 60 dolarów za kwartał. By prowadzić swój newsletter zrezygnował z innych zajęć, a dość niedawno opublikował ciekawy wpis z podsumowaniem ostatnich 24 miesięcy takiej pracy.

Oczywiście płatnych newsletterów jest znacznie więcej, pokazuję tylko dwa przykłady na początek. Celowo nie podaję tutaj jednak newsletterów prowadzonych przez duże korporacje mediowe, tylko niszowe, najczęściej robione przez samego Twórcę.

źródło


Płatne newslettery w Polsce

W Polsce jedną z pierwszych osób, które uruchomiły płatny newsletter był Bartek Pucek. Jego produkt dotyczy startupów i inwestowania, a przejście z wersji darmowej do płatnej nastąpiło po około 12 miesiącach od momentu rozpoczęcia zbierania listy adresowej. W ramach opłaty użytkownik otrzymuje też dostęp do narzędzia do komunikacji Slack, gdzie wszyscy subskrybenci mogą się ze sobą komunikować.

Co ważne, Bartek nie udostępnia darmowych treści – prezentuje to, jak wygląda jego newsletter na stronie i należy samodzielnie podjąć decyzję o dołączeniu (czyli zapłaceniu).

Inny przykład to Mirek Burnejko, który prowadzi już dwa płatne newslettery: TrzyPoziomy oraz wMinutę. Ten pierwszy poświęcony jest tematowi budowania nowych źródeł dochodu, inwestycjach Twórcy, zmianach biznesowych i byciu liderem. W newsletterze wMinutę prezentowane są ciekawe materiały biznesowe z różnych źródeł, które można szybko przeczytać.

W przeciwieństwie do Bartka, u Mirka jest dostępna wersja darmowa newsletterów – przychodzi regularnie po zapisie. Upgrade do wersji premium każdego wydania daje jednak dostęp do większej ilości treści.


Co jest ważne w płatnym newsletterze?

Jak widzisz powyżej, idea płatnego newslettera dobrze sprawdza się w niszach.

Wcale nie musisz mieć milionów oglądających stronę czy setek tysięcy obserwujących, by uruchomić taki produkt. Oczywiście jeżeli masz takie statystyki, to płatny newsletter odpala się znacznie łatwiej 🙂

W skrócie, dla mnie, produkt tego typu powinien załatwiać dla odbiorcy jedną kwestię: oszczędzać czas ⌛.

Jeżeli Czytelnik oszczędzi swój czas na samodzielne wyszukiwanie materiałów, to z pewnością zauważy w tym realną korzyść.

Jedna godzina zaoszczędzona na research w skali tygodnia to dla niego aż 52 godziny zaoszczędzone w skali roku!

Gdy chcemy zastosować inny model to idziemy w materiały unikalne. W płatnym newsletterze nie powinno też być treści ogólnie dostępnych. Albo zebrane i podane w przystępnej formie albo po prostu nigdzie wcześniej niepublikowane.


Ile warte są 52 godziny życia zawodowego Twojego Czytelnika?

Tu przechodzimy do liczb i modelu sprzedaży.

Według mnie najlepszym sposobem na sprzedaż płatnego newslettera jest roczna prenumerata.

Dlaczego nie krócej? Potrzebujesz tego okresu, by zbudować dalsze zaufanie. Krótsze rozwiązanie, np. model miesięczny, może sprawić, że osoby będą się zapisywać i zaraz rezygnować. Sporo uwagi temu aspektowi poświęcił w swoim podsumowaniu wspomniany wcześniej Dan Frommer.

Przy abonamencie rocznym będziesz mieć 52 okazje w roku, by przekonać odbiorcę do przedłużenia, a nie tylko 4. To spora różnica.

Jeżeli za roczny dostęp do swojego newslettera pobierzesz opłatę 295 zł (jak Mirek Burnejko) lub 399 zł (jak Bartek Pucek), to szybko możesz obliczyć, że do otrzymywania fajnego, miesięcznego przychodu będziesz potrzebować ok. 10-20 sprzedaży w skali miesiąca.

Przy założeniu, że masz wersję bezpłatną i płatną, to zwykle z wersji bezpłatnej na płatną przechodzi ok. 5% użytkowników (oczywiście, jeżeli wszystko jest dobrze zrobione). To są jednak dane uśrednione, do których samodzielnie dotarłem i mogą się różnić w zależności od branży, zaangażowania odbiorców itd.

Czyli (przy prostym liczeniu) – 100 nowych subskrybentów w skali miesiąca powinno dać Ci 5 transakcji, a 200 nowych odbiorców – 10 transakcji.

W teorii, bo w praktyce już z tym bywa różnie 🙂

Z kosztów będziesz mieć na pewno: platformę do wysyłki e-maili, platformę do sprzedaży i prowizję od płatności. Jeden sprzedany abonament powinien je spokojnie pokryć. Niektóre rozwiązania mają też darmowe wersje do momentu osiągnięcia pewnej skali, warto z tego korzystać.


Największe minusy płatnego newslettera?

OK, wszystko brzmi fajnie, ale nigdy nie jest tak, że tego typu produkt ma same plusy i już widzisz środki wpływające na Twoje konto.

Co jest jednak najtrudniejsze w prowadzeniu płatnego newslettera? W mojej ocenie trzy rzeczy.

Pierwsza to zaufanie do Ciebie jako Twórcy i tego, czy na pewno zrealizujesz swoją obietnicę.

Druga jest powiązana z powyższą i dotyczy systematyczności / konieczności regularnego dowożenia ciekawych treści.

Zawierasz ze swoim odbiorcą umowę – w zamian za pieniądze masz na głowie zobowiązanie dostarczenia 52 ciekawych komplikacji materiałów czy unikalnych treści. Jeżeli nie wywiążesz się ze swojej części umowy, to z pewnością pojawią się głosy niezadowolenia.

Trzecim minusem jest kwestia osiągnięcia określonej skali.

Jeżeli uda Ci się sprzedać tylko 5 czy 10 abonamentów, to bierzesz na siebie pisanie przez rok dla takiej małej grupy odbiorców. Twoja motywacja nie będzie na takim poziomie, jakby była gdyby było ich znacznie więcej…

Weź te wszystkie rzeczy pod uwagę i nie działaj z płatnym newsletterem zbyt pochopnie.


Jak założyć płatny newsletter?

Uruchomienie płatnego newslettera przy założeniu, że już masz zwykły newsletter jest stosunkowo proste.

W przypadku korzystania z naszego oprogramowania SalesCRM:

  • dodajesz nowy produkt, np. Nazwa Twojego newslettera – abonament roczna, ustalasz cenę, okładkę itd.
  • otrzymujesz gotowy link zakupowy do wstawienia w swój newsletter (wersję darmową) lub na stronę

I tyle!

Jeżeli chcesz bardziej zautomatyzować cały proces, to wówczas możesz też ustawić integrację z określonymi systemami do wysyłki e-maili (np. Active Campaign, ConvertKit czy Mailerlite) – wówczas po zakupie produktu albo będzie tworzona nowa lista wysyłkowa albo użytkownik otrzyma odpowiedni tag. Na tej podstawie będziesz wiedział do kogo wysyłać treści premium.

Z kolei jeżeli nie korzystasz z żadnego systemu do masowego nadawania maili, to możesz zastosować opcję wyszukania klientów, którzy kupili płatny dostęp i wysyłać im e-maile bezpośrednio z SalesCRM. Jak wygodniej!


Zadania na koniec na dzisiaj dla Ciebie:

  • Pomyśl, czy płatny newsletter pasuje do Twoich odbiorców
  • Wymyśl, jak zaoszczędzisz odbiorcom czas lub co ciekawego chcesz im prezentować?
  • Przeanalizuj, ile są w stanie za to zapłacić?
  • Przygotuj e-mail zapowiadający wersję płatną
  • Spróbuj to sprzedać (idealnie przez SalesCRM :))

Działaj! 🔥

Tyle tytułem wprowadzenia do świata płatnych mailingów. Daj proszę znać, jak Ci się podobało!

Krzysztof Bartnik
Krzysztof Bartnik

Krzysztof Bartnik - znana postać polskiego e-commerce’u. W branży obecny od 2005 r. jako współtwórca i inicjator wielu przedsięwzięć internetowych, początkowo związany m.in. ze sklepem Vivid.pl, porównywarką Radar.pl i platformą otwarte24.pl. Stworzył kilkanaście sklepów internetowych, w tym najnowszy lektury.biz. Od 2008 r. edukuje na temat sprzedaży internetowej w ramach bloga eKomercyjnie.pl, od 2009 r. organizuje ogólnopolską akcję Dzień Darmowej Dostawy. W 2015 r. uruchomił IMKER - firmę wspierającą twórców i producentów we wprowadzaniu własnych produktów na rynek, przykładając rękę do rozniecenia w Polsce rewolucji self-publishingu. Sprzedaż produktów w internecie to nie tylko jego praca, ale i największa pasja. Mówią o nim, że posiada szósty, ecommercowy, zmysł - potrafi przewidzieć ewentualne błędy w systemach e-sklepów, w mig namierzyć i naprawić powody awarii w oprogramowaniu czy postawić w sytuacji kryzysowej alternatywny sklep. Jest specjalistą od gaszenia pożarów nie tylko w internecie, ale również jako naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Żurawnicy. W wolnym czasie angażuje się lokalnie, m.in. jako skarbnik i zawodnik w Klubie Sportowym ALWA Brody Małe, i czyta książki, nie tylko te wydane przez self-publisherów.