fbpx

Zapisz się! » do newslettera i odbierz Biznesplan dla self-publisherów!

Mam plemię, nie obserwatorów – wywiad z Julią Izmałkową

  z dnia: 18 sierpnia 2023

Kiedy masz plemię, nie czujesz się samotny. Plemię funkcjonuje w taki sposób, że nawet jeśli mamy odmienne zdania na różne tematy, to łączą nas wspólne wartości, takie jak, szacunek, refleksyjność, otwartość na inną perspektywę oraz sztuka dyskusji – mówi Julia Izmałkowa, znana w internecie jako Psychomama Julia, prowadząca bloga psycholożka, badaczka, autorka Matcha Talks – zbioru wideo-felietonów na tematy psychologiczno-egzystencjalne.


Co Cię skłoniło do podjęcia działalności w internecie?

Od dawna działam w branży. Mam firmę badawczą, która specjalizuje się w badaniach etnograficznych. Jako osoba badająca naturę ludzką, zgłębiająca psychologię, istnieję od 25 lat. Kiedy zaszłam w ciążę, kupowałam wiele książek i dużo czytałam. Mój mąż stwierdził, że skoro poświęcam na to tyle czasu, powinnam rozważyć dzielenie się zdobytą wiedzą z innymi. Na początku uważałam, że to cliche, że kiedy komuś urodzi się dziecko, od razu zaczyna wypowiadać się na temat rodzicielstwa, wychowania, itd. Z tego względu długo nie chciałam wdrożyć tego pomysłu w życie, nie chciałam być banalna. Zmieniłam zdanie, gdy urodził się mój synek. Zaczęłam wówczas odczuwać potrzebę dzielenia się wiedzą. Miałam poczucie, że informacje przekazywane przez psychologów są często nie do końca obiektywne, opierają się na promowaniu własnych hipotez bądź pewnych stereotypów, modnych tematów. Często np. porusza się temat praw kobiet, macierzyństwa, matek, tak, jakby ojciec nie istniał. Mamy również, jako społeczeństwo, tendencję do postrzegania kobiet jako ofiar, użalania się nad nimi. Nie chcę być ofiarą. Całe życie walczyłam o to, aby kobiety nie były w ten sposób postrzegane. Nie jestem księżniczką i nie potrzebuję nikogo, kto mnie uratuje. Mogę sama siebie uratować. I chciałabym, żeby tak też myślały młode dziewczyny – żeby było mniej walki płci. Chciałam również w swojej retoryce zwrócić uwagę na to, że mężczyzna, ojciec ma takie same znaczenie jak matka, dlatego mówię o rodzicielstwie, nie o macierzyństwie. 

Kiedy okazało się, że urodzę syna, a nie córkę (nie taki był plan), moja pierwsza myśl była taka, że jest mi go szkoda, bo w tym świecie mężczyznom jest teraz dużo trudniej. Powszechnie uważa się, że panuje patriarchat, podczas gdy w rzeczywistości mężczyźni znajdują się w gorszej sytuacji niż kobiety. Zwolnić mężczyznę z korporacji można od tak, podczas gdy zwolnić kobietę jest o wiele trudniej – gdy ktoś chce to zrobić, natychmiast pojawiają się głosy dotyczące “szowinistycznej” postawy firmy. Kobieta może pójść do pracy lub nie pójść i to jest jej decyzja, ale jeśli mężczyzna zostanie w domu jako gospodarz, opiekun, jest postrzegany jako looser, który nie jest w stanie wyżywić, utrzymać swojej rodziny. Mówię to jako badacz społeczny – od wielu lat problem postrzegania kobiet i mężczyzn jest najważniejszym tematem badawczym w mojej firmie.

Chcę dobrej przyszłości dla mojego syna. Chcę, żeby był on traktowany z szacunkiem i równością. Mam dosyć tego, że według psychologów, chłopcy powinni być uczeni, by słuchać, kiedy dziewczynka mówi “nie”. Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy powinni być uczeni umiejętności słuchania oraz asertywności. 


Zaczęłaś promować w Polsce filozofię Parents First. Jakie są jej najważniejsze założenia?

Parents First opiera się na dwóch filarach. Po pierwsze, jeśli chcesz nauczyć czegoś swoje dziecko, najpierw musisz sam się tego wszystkiego nauczyć. Nie możesz uczyć dziecka pewności siebie, jeśli sam nie jesteś pewny siebie. Nie możesz go uczyć akceptacji, jeśli sam nie masz w sobie akceptacji. Nie możesz go uczyć relacji, jeśli sam nie umiesz w relacje. Nie możesz go uczyć tego, że należy o siebie zadbać, jeśli sam nie umiesz o siebie zadbać.

Drugi filar jest taki, że rodzice stanowią fundament rodziny, nie dziecko, czyli najpierw należy zadbać o siebie, a później o dziecko. Żeby zatroszczyć się o dziecko, trzeba mieć energię i siłę 24/7. Nie możesz myśleć tylko o dziecku, nie myśląc o sobie. Bo to powoduje, że jesteś wykończony fizycznie i psychicznie i nie jesteś w stanie zaopiekować się dzieckiem w pełni. W związku z tym, według zasady samolotowej, musisz najpierw zatroszczyć się o siebie, zanim zaczniesz się troszczyć o dziecko. Jeżeli nie ma w Tobie energii, radości, jesteś zmęczony, przebodźcowany, to jak masz się cieszyć rodzicielstwem? Badania dowodzą, że dziecko czuje emocje rodziców już od momentu narodzin. Ponadto, w pierwszym okresie rozwoju dziecka, kiedy nie odróżnia ono jeszcze siebie od otaczającego go świata, czyli jest tym, co otaczający go świat, dziecko jest emocjami swoich rodziców – czyli gdy rodzic jest szczęśliwy, dziecko jest szczęśliwe. Gdy rodzic jest smutny, dziecko jest smutne. Jeżeli jesteś zalękniony, ono jest zalęknione. Dbając o siebie, dbasz o swoje dziecko. Dlatego nie ma w tym podejściu egoizmu. Jest w nim głęboka i niezmącona miłość do naszych maluchów. 


Wydaje się, że filozofia Parents First zyskuje na popularności, zważywszy chociażby na to, ilu masz obserwujących na Instagramie. Jak wyglądało w Twoim przypadku budowanie społeczności? Z jakim odbiorem spotkało się twoje nowatorskie podejście do rodzicielstwa?

Na początku ludzie nie w pełni rozumieli filozofię Parents First. Wszyscy mówili “generalnie się z tym zgadzam, ale…”. Niektórzy postrzegali to podejście jako egoistyczne. Wiele kobiet nie zgadzało się też z tym, że włączam na równi mężczyzn. Kobiety często mają “bolszewicki umysł” (opisuję to zjawisko w szerszym zakresie w mojej książce Parents First) – czyli, jeżeli nie jesteś ze mną, to znaczy, że jesteś przeciwko mnie. Można np. zauważyć, że każdy mój post odnośnie równouprawnienia w kontekście mężczyzn będzie mniej popularny niż post żałujący kobiety. Po każdym poście #mentoo mam odpływ obserwatorów. Każda tego typu treść powoduje atak ze strony kobiet, pojawiają się oskarżenia, że jestem przeciwko nim. Jestem atakowana nawet z powodu postów opisujących biologiczne różnice między kobietami i mężczyznami.

W społeczeństwie panuje przekonanie, że chłopczyk wymaga mniej uwagi niż dziewczynka i to jest dla mnie skandaliczne, ponieważ z biologicznego punktu widzenia chociażby, zarodek męski jest bardziej wrażliwy niż kobiecy. Przez to chłopcy więcej płaczą i, co za tym idzie, wymagają więcej uwagi. Zamiast tego, często mówi się im, że są niegrzeczni, podczas gdy są tak naprawdę delikatniejsi. Chłopcy, jak już dorosną, mają problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego – a my interpretujemy to jako brak uwagi czy wychowania. Chciałabym, żeby edukowano więcej na ten temat, bo to pomogłoby nam lepiej się zrozumieć na co dzień. Chciałabym, żebyśmy mówili o różnicach między płciami z poziomu faktów, a nie opinii czy stereotypów. Chciałabym również, żebyśmy się nie bali tych różnic – świadomość naszej unikalności pozwoliłaby nam zbudować lepsze relacje ze sobą i z innymi.

Ku mojemu zdziwieniu, największy wzrost konta przyniosło coś, czego w ogóle nie planowałam, czyli Matcha talks – krótkie wideo-felietony na tematy psychologiczno-egzystencjalne. Mieszkamy na Mazurach na wsi, z dala od ludzi, nie mamy tutaj z nikim żadnego kontaktu, nie mamy sąsiadów. Matcha talks powstała z potrzeby podzielenia się tym, co myślę i czuję. Kiedy okazało się, że po drugiej stronie moje plemię na to reaguje, było to dla mnie bardzo budujące. Miałam poczucie, że nie jestem sama, że moi odbiorcy to plemię, że ktoś mnie rozumie. Matcha talks wpłynęła na wzrost konta, bo w niej jest prawda – nie fakty, bo fakty są obiektywne, ale moja własna prawda. Czasem nie jest to prawda wszystkich, nie każdy się z nią zgadza i to jest dla mnie okej.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrost mojego konta, ale zarazem trochę go hamującym, jest fakt, że promuję wyrażanie własnej opinii bez względu na to, co myślą inni. Nie jest ważne to, że myślimy inaczej – istotne jest to, abyśmy umieli ze sobą rozmawiać, a zatem liczy się forma dyskusji – sposób, w jaki wyrażamy niezgodę. Ostatnio miałam live’a z Janem Śpiewakiem i wiele osób dziwiło to, że rozmawiamy, mimo że w niczym się nie zgadzamy. On jest socjalistą, ja byłam wychowana w komunizmie, nie lubię niczego co pachnie socjalizmem. Ale musimy rozmawiać z osobami, które myślą inaczej, bo bez tego nie rozwiążemy konfliktów i nieporozumień.

Ja promuję sztukę dyskusji. Nie znaczy to, że zawsze musimy być dla siebie mili – sama czasami powiem coś za mocno, później tego żałuję i przepraszam. Powinniśmy jednak dyskutować, a nie obrażać się wzajemnie. Nie zgadzam się całkowicie z PiS, ale chciałabym porozmawiać z Kaczyńskim, chciałabym wiedzieć, jak on myśli. Chcę wiedzieć, co doprowadziło do tego, że ma on takie poglądy. Chcę zrozumieć, czy jego polityka wynika z nienawiści do kobiet, tak jak wszyscy mówią, czy jest to strategiczne dbanie o zachowanie władzy, co jest też możliwe. Uważam, że bez zrozumienia nie ma zmiany. 

Znalezienie dla siebie swojej niszy jest kluczowe. W mojej niszy są osoby bardzo świadome, otwarte na poglądy innych, na zmianę. Są to osoby, które mają bogate umysły.


Czy w związku z tym, że nie boisz się wyrażać swoich opinii publicznie, często spotykasz się z hejtem?

Dość często spotykam się z hejtem, ale rzadko jest on związany z moimi poglądami. Różnica opinii nie jest dla mnie hejtem. Forma jest hejtem. Czasami komplement może okazać się hejtem. Może się też zdarzyć, że ktoś niby się z Tobą zgadza, ale mówi to w taki sposób, że nie chcesz nawet się z tym identyfikować. Najczęściej dostaję niegrzeczne komentarze, które świadczą po prostu o złym wychowaniu. Są to np. komentarze na temat mojego wyglądu. Takie uwagi natomiast w ogóle mnie nie dotykają, bo nie są merytoryczne i są wyłącznie skutkiem złego wychowania.

Przykrość sprawiają mi komentarze dotyczące mojej dysleksji. Mam dysleksję, dysfonię, ADHD. Jestem neuroatypowa, dlatego trudno jest mi zadbać o gramatykę i ortografię. Ale gdybym miała ciągle martwić się moją pisownią, to w ogóle zrezygnowałabym z tego, co robię. Publikowanie treści w internecie, zważywszy na to, jakie mam problemy, jest dla mnie wyjściem z mojej strefy komfortu. Gdy piszę maile do klientów, wiem, że będą w nich błędy, nawet, jeżeli je sprawdzę przed wysłaniem. Jest to dla mnie trudne, stanowi psychiczny wysiłek.

Kiedy więc dostaję komentarz, że jestem idiotką, że powinnam się najpierw nauczyć polskiego, a dopiero później się wypowiadać w tym języku, sprawia mi to przykrość. Nauczyłam się od moich koleżanek-twórczyń, że na takie komentarze nie należy reagować, trzeba takie osoby blokować. Zawsze uważałam, że wytykanie błędów, literówek jest miarą ubogiego umysłu. Pani redaktor, która sprawdza i poprawia moje książki, nigdy nie powiedziała niczego przykrego na temat mojej pisowni. Mało tego, kiedy przepraszam ją za moje błędy, ona mówi, że nie ma potrzeby, by przepraszać, że jest na tyle inteligentna, że rozumie doskonale nawet przekręcone słowa. Dlatego myślę sobie, że jeżeli osoba, która żyje z literek, nigdy nie zwraca mi uwagi, to jak ubogi, nieszczęśliwy musi być umysł, któremu przeszkadza, że piszę z błędami. Za niedługo AI będzie tak rozwinięta, że wszystkie posty napisze za nas, bez literówek, błędów. Jedynym, czym wówczas będziemy się różnić, będzie nasza osobowość, sposób myślenia. Jeżeli więc w moim poście widzisz literówki, a nie inną perspektywę, to dyskusją z tobą mnie nawet nie interesuje.

Kiedy Wilde miał 2-3 lata, dostawałam też bardzo dużo komentarzy krytykujących bałagan w moim domu. W pierwszych latach po narodzinach dziecka, bardzo trudno jest utrzymać porządek i każdy, kto ma dziecko, to potwierdzi. Nawet jeżeli masz nianię, czy osobę, która sprząta. Dziecko jest wulkanem energii, huraganem i po 15 minutach od posprzątania, znów jest bałagan. Mam bardzo jasne priorytety w życiu. Dla mnie, mimo że nie lubię bałaganu, spędzanie czasu z dzieckiem, mężem czy samą sobą jest ważniejsze niż sprzątanie, więc nie będę przeznaczać dodatkowych godzin na porządki, jeśli mogę ten czas poświęcić np. na rozmowę czy czytanie. Komentarze, w których jest mi to wytykane, świadczą wyłącznie o tym, że ktoś jest niezatroszczony emocjonalnie i szuka sposobu, żeby poczuć się lepiej kosztem kogoś innego.


Jak łączysz pracę twórcy z życiem prywatnym; opieką nad dzieckiem, dbaniem o siebie?

Przepisem na balans w życiu, gdy ma się dziecko, jest niania i przedszkole. Wszyscy mamy 24 godziny na dobę. Gdy pojawia się dziecko, nie jesteś już w stanie dawać z siebie 100% we wszystkich obszarach, w których wcześniej dawałeś z siebie 100%. Masz po prostu fizycznie mniej czasu, więc musisz z czegoś zrezygnować. Jeżeli dla mnie praca jest najważniejsza i musi być na 120%, jednocześnie moje dziecko jest obszarem, gdzie muszę dawać z siebie 120%, to będą też obszary, z których będę musiała zrezygnować. W moim przypadku jest to rezygnacja ze spotkań towarzyskich, eventów, imprez, zredukowanie ilości samotnych podróży. 

Teraz nie mamy przedszkola ani niani i jest to dla nas bardzo trudna sytuacja. Nawet nie próbuję udawać, że sobie z tym świetnie radzę. Moja produktywność dramatycznie się obniżyła, podobnie u mojego męża, czuję się o wiele bardziej sfrustrowana niż wtedy, kiedy byliśmy w Meksyku i nasz synek był do 15 w przedszkolu. Nie ma innego sposobu na pogodzenie wszystkich obszarów, poradzenie sobie ze wszystkimi obowiązkami, niż pomoc ze strony innych oraz redukcja lub rezygnacja z niektórych obszarów swojego życia.


Jak wygląda podróżowanie z dzieckiem?

Po urodzeniu dziecka powinieneś robić to samo, co przed jego narodzinami, nie rezygnować ze swoich pasji. Dziecko nigdy nie powinno mieć poczucia, że się dla niego poświęciłeś. Bo nie ma gorszej rzeczy dla dziecka niż poczucie, że pogorszyło twoje życie. Chcę, żeby Wilde wiedział, że dzięki niemu ja, mój partner, nasz związek, jesteśmy lepsi, że jest darem, wyczekiwanym dzieckiem. Dlatego nadal dużo podróżujemy. 

Mamy to szczęście, że Wilde nie ma żadnego problemu z przemieszczaniem się, adaptacją do nowej przestrzeni. Dla niego domem jesteśmy my. Wydaje mi się, że nawet ja adaptuję się wolniej do nowego miejsca niż Wilde.

Najważniejsza wskazówka dotycząca podróży z dzieckiem jest taka, żebyśmy nie oczekiwali, że będzie tak samo, jak było. Będzie inaczej. Czy jest trudniej z dzieckiem? Dla mnie jest. Na przykład dlatego, że nie umiem się pakować. Zawsze podróżowałam z wieloma bagażami i teraz mam ich jeszcze więcej. Jest to dla mnie uciążliwe. Odkąd mamy dziecko, będąc w podróży mniej się przemieszczamy, rzadziej zmieniamy miejsce pobytu.Teraz Wilde ma już 4 lata, więc jest łatwiej, ale jak był malutki, to zawsze mieliśmy jedno miejsce, hub, w którym głównie spędzaliśmy czas i z którego podróżowaliśmy. Poza tym, musisz się bardziej dostosować do dziecka i jego potrzeb, odwiedzać miejsca, w których dziecko lubi bywać, np. zatrzymywać się na placach zabaw, częściej robić przerwy. 

W moim przypadku zmieniło się więc przede wszystkim tempo podróżowania. Ale dla mnie to jest okej. Bardzo dużo w życiu podróżowałam, wiele widziałam. Cieszę się, że miałam w życiu taki okres, takie możliwości, ale cieszę się również, że teraz, dzięki wolniejszemu podróżowaniu, mogę doświadczyć radości i ekscytacji Wilde’a wynikającej z odkrywania nowych rzeczy, jego ciekawości świata. To, że nie biegnę, stanowi dla mnie wartość dodaną. 

Był taki moment w moim życiu, kiedy trudno było mi już zachwycać się podróżą, odkrywaniem, ponieważ już wiele widziałam. Byłam np. na Antarktyce, która jest najpiękniejszym miejscem na świecie. Później podróżowałam chociażby do Patagonii, która teoretycznie jest równie piękna, ale mi, w porównaniu do Antarktyki, wydawała się już banalna. Czułam, że wszędzie już byłam i wszystko widziałam. Trudno zachwycać się plażami po tym, jak widziałeś te najpiękniejsze w Kolumbii czy Brazylii. Bardzo trudno zachwycać się dżunglą po tym, jak mieszkałeś w Amazonii razem z plemionami. Dzięki Wildiemiu zaczęłam dostrzegać piękno na nowo – jego zachwyt staje się moim zachwytem.

Czasami jednak zdarza się, że mi czegoś brakuje, że potrzebuję pobyć sama, wyjechać gdzieś sama. Wtedy kluczem jest posiadanie partnera, z którym dzielisz opiekę nad dzieckiem i który cię rozumie. Teraz np. Wilde i Fergus jadą razem do Irlandii, a ja lecę sama do Japonii. Jest mi to potrzebne, ale cieszę się, że później do nich wrócę i będziemy razem podróżować. 

Zmiany bywają przerażające, ale ważne, żeby zmienić lęk przed nieznanym w ciekawość. To pozwoli zobaczyć w nich wartość.


Czyli podróżowanie z dzieckiem może nie być przeszkodą, a nawet lepszym doznaniem, doświadczeniem. Co sprawia Ci największą radość, jeśli chodzi o Twoją pracę, działalność?

To, że mam plemię, nie obserwatorów. Kiedy masz plemię, nie czujesz się samotny. Plemię funkcjonuje w taki sposób, że nawet jeśli mamy odmienne zdania na różne tematy, to łączą nas wspólne wartości, takie jak szacunek, refleksyjność, otwartość na inną perspektywę oraz znajomość sztuki dyskusji. Ważne jest dla mnie poczucie, że moje plemię czuje świat w podobny sposób, nawet, jeżeli podróżuje inną drogą. Dla mnie okej jest to, że mam na moim kanale osoby, które nie chcą mieć dzieci, bo sama mam dziecko i rozumiem powody, dla których ktoś może nie chcieć ich mieć. Dla mnie jest całkowicie okej, że ok. 20 proc. moich obserwujących stanowią osoby bardzo religijne, mimo że ja sama jestem uduchowioną osobą, ale nie religijną. W świecie, w którym jest tyle wojen, cenię sobie, że mam plemię, w którym jest rozmowa, a nie ciągła walka. Gdybym miała tylko obserwatorów, a nie plemię, myślę, że długo bym nie pociągnęła – bo Instagram to miejsce dla osób, które mają grubą skórę.


Co sądzisz o branży parentingowej w Polsce? Jak szukać w sieci wartościowych informacji na temat rodzicielstwa, żeby nie zgubić się w ich gąszczu, odnaleźć w nich siebie?

Sam fakt, że ktoś urodził nawet dziesięcioro dzieci nie tworzy z niego eksperta od parentingu, a u nas się tak uważa. Ja w ogóle nie obserwuję kont, z wyjątkiem profili moich koleżanek, na których są czyjeś opinie na temat rodzicielstwa. Interesuje mnie wyłącznie wiedza, nie opinie. Jestem badaczką, więc bazuję na tym, co mówią eksperci. Zwracam jednak uwagę na to, na ile ci eksperci mają podobne wartości do mnie. Część z nich ma bowiem radykalnie inne poglądy i wartości niż ja. Niektórzy np. ciągle mówią o macierzyństwie, nie o rodzicielstwie. Jest wielu psychologów, którzy prowadzą konta prokobiece, a ja nie zgadzam się z tym, promuję równość płci, więc nie obserwuję takich profili. Odmawiam współprac, które są skierowane tylko dla kobiet. Odmawiam recenzowania książek, które są wyłącznie dla kobiet. Odmawiam wszystkiego, co jest tylko dla kobiet, bo uważam że powinniśmy wreszcie zacząć łączyć ludzi, a nie dzielić. I dyskutować na tematy ważniejsze niż te związane z płciami.

Myślę więc, że aby dotrzeć do wartościowych treści, istotne są dwa aspekty – po pierwsze, czy ich twórca jest osobą, która rzeczywiście ma wiedzę, po drugie, na ile to jest osoba, która wyznaje twoje wartości. Obserwuję też czasem osoby, które mają radykalnie odmienne poglądy, ponieważ inny punkt widzenia jest dla mnie ciekawy, chcę go poznać, chcę słyszeć, co myślą osoby o odmiennych poglądach. Nie biorę tego do siebie, ale chcę wiedzieć, jakie są ich argumenty.

Uważam, że w internecie jest teraz za dużo chłamu, treści, które nic nie wnoszą. Jest za dużo faszyzmu, czyli bardzo ekstremalnych poglądów na dany temat. Feminizm jest okej, ale w Polsce panuje teraz faszyzm feministyczny. Kluczowe jest to, żebyśmy zastanowili się, czy dane konto, twórca, treści wnoszą coś wartościowego w nasze życie, czy zmieniają je na lepsze, zastanawiają nas, skłaniają do myślenia.


Jakie rady dałabyś początkującym rodzicom? O czym powinni oni pamiętać?

O Parents First – muszą pamiętać że to rodzice tworzą bazę dla rodziny, nie dziecko, więc powinni oni dbać o relację ze sobą, z partnerem, ze światem, z pracą. Twoje relacje tworzą bazę do tego, żeby twoje dziecko szczęśliwie, zdrowo się wychowało. Poza tym – do rodzicielstwa należy się przygotować – jeśli chcesz czegoś nauczyć dziecko, musisz najpierw sam się tego nauczyć. Jeśli oczekujesz, że dziecko będzie umiało zadbać o siebie, najpierw sam zadbaj o siebie. Ważne jest też to, żeby ogarnąć swoje “demony”, nie przekazywać ich dziecku. 

Częścią filozofii Parents First jest też odcięcie się od tego, co mówią inni, posiadanie swojej własnej rzeczywistości, wartości, poglądów. Opinie innych nie są w ogóle istotne. Ty i twoje dziecko nie jesteście statystykami, nie jesteście tacy, jak inni. Ty wiesz najlepiej, co jest dobre dla ciebie i twojego dziecka.

IMKER
IMKER

Firma IMKER od 2015 roku wspiera twórców i producentów we wprowadzaniu własnych produktów na rynek. Wyróżnia się kompleksowością usług - oferując m.in. doradztwo, usługi fulfillment, support (obsługa klienta) oraz SalesCRM (oprogramowanie do sprzedaży). IMKER prowadzi Twórców przez całość procesów związanych ze sprzedażą w internecie, od uruchomienia sprzedaży, poprzez przedsprzedaż, magazynowanie, pakowanie i wysyłkę, aż do profesjonalnej obsługi klienta i zwrotów.

Odbierz wartościowy bonus przy zapisie do newslettera!

Wzór biznesplanu książki dla selfpublishera na 12 miesięcy! Będziemy Ci także regularnie wysyłać ciekawe inspiracje dotyczące świata twórców online.

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane w celu obsługi newslettera przez Imker Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Zamościu, ul. Szczebrzeska 55A, 22-400 Zamość, KRS: 0000967893, na zasadach opisanych w polityce prywatności. W każdej chwili możesz zrezygnować.

    Twoje dane są u nas bezpieczne. 🛡️